co u nas moim skromnym zdaniem myślę sobie

Czy da się rozpieścić niemowlaka?


Niech chwilę popłacze, nic mu się nie stanie. Musi nauczyć się być sam. Nie wszyscy całe życie będą reagować na jego każdy krzyk. Tak, tak przyzwyczajaj go do kołysania – nie będziesz miała życia.
Czy da się rozpieścić niemowlaka?

Albo inaczej – czy za tymi małymi czasem zezującymi oczkami kryje się umysł sprytny i cwany, kalkulujący z zimną krwią co dla niego najlepsze nieważne jakim kosztem (kosztem zawsze tym samym – mamy i taty sfrustrowanych i niewyspanych;)?

Niemowlaka nie da się rozpieścić. Powiem więcej – jedyna rzecz, którą musimy nauczyć nasze dziecko w pierwszym miesiącu życia to to, że nieważne który raz budzi nas w nocy – zareagujemy. Musimy nauczyć nasze dziecko tego, że jesteśmy obok, zapewniamy mu poczucie bezpieczeństwa – zawsze i konsekwentnie.


Nie mówię, że to łatwe. w pierwszych tygodniach może być ciężko – możemy mieć poczucie, że jedyne co robimy to karmimy, nosimy, tulimy, kołyszemy. Czasem brakuje chwili by wziąć prysznic chociażby.


Niemowlak jednak czuje się częścią mamy i nie dziwota że chce być przy niej jak najwięcej. Maluszek spędził tak 9 miesięcy – pamiętajmy, że to jedyna rzeczywistość jaką zna i w której czuje się bezpieczny. Odbierając mu to odbieramy mu poczucie bezpieczeństwa.


Paradoksalnie gorszy od braku reakcji jest brak konsekwencji.


W psychologii znana jest teoria Mary Ainsworth, która badała style przywiązania u dzieci i wyróżniła trzy: unikający, lękowy i bezpieczny. 


Dzieci reprezentujące styl unikający to dzieci z pozoru radzące sobie, takie zosie samosie, z pozoru mali twardziele. Radzą sobie świetnie w nowych sytuacjach, często są przebojowi, szybko nawiązują kontakty z rówieśnikami. Tylko, że tak naprawdę nie do końca wynika to z tego, że w środku też są takie. Bardzo często dzieci te w głębi siebie są wylęknione i zakompleksione.


Skąd taki styl przywiązania? Z tego, że ich rodzice, a w szczególności matki, wysyłały im konsekwentnie komunikat: Ze swoimi emocjami radź sobie sam. To dzieci, którym m.in. dawano się wypłakiwać jako niemowlakom, dzieci, które nauczyły się, że na ich potrzeby nikt nie reaguje, ze ze swoimi problemami są same. Bardzo często rodzice osiągają swój cel – takie dzieci z pozoru niezwykle dobrze „radzą sobie”. Niestety tylko z pozoru. Jako dorosły, takie dziecko może mieć problem ze zbudowaniem dojrzałej relacji, ponieważ wręcz nałogowo unika bliskości.


Dzieci ze stylem lękowym to dzieci rodziców, których opieka nad nimi jest chaotyczna, nieusystematyzowana i – dla niech – niezrozumiała. Te dzieci nie są w stanie zrozumieć „systemu” na podstawie którego ich rodzice raz reagują na ich potrzeby, a raz nie. Te dzieci w wieku późniejszym mają tendencje do przesadnego komunikowania swoich potrzeb – głośnym płaczem, rzucaniem się na ziemię – przesadzają w swych reakcjach by zwrócić na siebie uwagę. 


Bardzo często prowokują rodzica – robią to po to by choć w małym stopniu kontrolować sytuację – doprowadzają do wzorca zachowań: niegrzeczne dziecko powoduje złość rodzica (dziecko jest w stanie przewidzieć tę złość i się na nią przygotować – co ciekawe i smutne jednocześnie to fakt, że dziecko woli rodzica rozzłoszczonego niż rodzica nieprzewidywalnego) następnie po kłótni dziecko z rodzicem się godzą i te sytuację też dziecko jest w stanie przewidzieć. Dziecko czuje się (pseudo)bezpiecznie w takiej sytuacji kłótni sprowokowanej, ponieważ jest w stanie przewidzieć reakcje rodzica.


Dzieci charakteryzujące się stylem bezpiecznym to dzieci, których rodzice reagują na jego potrzeby w sposób konsekwentny i pozwalający dziecku wypracować wzór tych reakcji. Dziecko jest stabilne emocjonalnie, czuje się bezpiecznie. Komunikuje swoje potrzeby w sposób otwarty (dzieci ze stylem lękowym często nie mogą sobie na to pozwolić np mówią „źle się czuję” kiedy chcą się przytulić – uczą się walczyć o to co chcą na inne sposoby, podobnie dzieci ze stylem unikającym). Dzieci o stylu bezpiecznym powoli uczą się znajdować równowagę między bliskością a autonomią, Dzieci o stylu lękowym walczą o bliskość zarówno jako dzieci jak i później w dorosłym  życiu. To często osoby, które w każdym nowym związku zatracają się, stawiają partnera wyżej niż siebie, często kosztem siebie. Dzieci o unikającym stylu przywiązania również często nie radzą sobie w dorosłych związkach. Zarówno dzieci o stylu lękowym jak i unikającym nie wypracowały sobie równowagi między autonomią a bliskością. 


Oczywiście ta teoria nie tłumaczy wszystkich zachowań dzieci plus ich tendencji w związkach już w życiu dorosłym – ale skłania do refleksji.


Także moje drogie – po pierwsze tulmy dzieci, po drugie róbmy to konsekwentnie! 🙂 


Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! 
Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku KLIK!, zacząć obserwować mnie na Instagramie KLIK!, podzielić się tym tekstem przy pomocy ikonek poniżej lub zostawić komentarz.
Bez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!



Related Posts

  • Moim zdaniem trzeba wiedzieć kiedy wyłapać granicę, gdy dziecko zaczyna się po prostu przyzwyczajać.
    Przyzwyczajać do kołysania, noszenia, bujania itp. To zarówno dla dobra dziecka jak i rodziców – choćby dlatego, że ciężko przez kilka godzin nosić np. 6-ścio kilogramowe dziecko 🙂

    Ale prawda jest jedna – nie odmawiajmy nigdy niemowlakowi przytulenia! To jest jego najważniejsza potrzeba, zaraz po zaspokojeniu głodu. Ja nie chciałabym przyzwyczaić swojej córci do ciągłego noszenia na rękach, ale póki co jak tylko słyszę, że zaczyna płakać rzucam wszystko i lecę, biorę na ręce i tulę, byleby tylko była szczęśliwa i zadowolona :))

  • Ja też przed ciążą mialam różne wizje odnosnie macierzyństwa i wychowywania. A teraz dokładnie tak jak napisałaś-jak słyszę nieszczęście Franka rzucam wszystko i lecę utulić:)