co u nas moim skromnym zdaniem myślę sobie pierwszy rok

O tym co zobaczyłam po drugiej stronie lustra

Trochę mnie tu nie było. Tak – jestem już po drugiej stronie lustra. Teraz już wiem „jak to jest”. Przeszłam tę granicę mistyczną i co zobaczyłam?  Właściwie może powinnam napisać – nie było mnie tu bo wiecie, małe dziecko, zarwane noce, brak czasu. Biegam z pieluchami, w kupie po paszki.

Nic z tych rzeczy.

W sensie może i biegam z pieluchami, bo wiadomo, że dziecko to i pieluchy. Bywa że nie śpię, bo Franek ma problem z wzdęciami. Poza tym karmię piersią, więc hasło NA ŻĄDANIE nabrało dla mnie zupełnie nowego znaczenia. Trochę brakuje mi czasu, ale nie przez dziecko samo w sobie, tylko że jest tyle rzeczy, które chcemy zrobić w ciągu dnia i po prostu brakuje godzin. Przede wszystkim staramy się spędzać każdą wolną chwilę na świeżym powietrzu. I oczywiście – spontaniczne wyjścia być może się już skończyły, ale nie odczuwam uwiązania, tego, że dziecko nas blokuje itp. itd.

Hasło, które w trakcie ciąży słyszałam wielokrotnie „TERAZ TO ZOBACZYSZ” okazało się być po prostu nieprawdą. Jedyne co zobaczyłam po drugiej stronie lustra to mała doskonała istotka.

Nocki – czego ja śpioch na potęgę obawiałam się chyba najbardziej – okazały się być bardzo naturalne. Całkowicie naturalnym jest wstawanie do swojego dziecka w nocy. Nie sieję herezji, bywam zmęczona, jestem niewyspana właściwie stale – brakuje mi kawy, a Franciszek wyjątkowo wybrednie reaguje na wszystkie nowinki w diecie – ale nie ma masakry. Bywa że zaspana proszę męża by przejął F. na godzinkę i zawijam się w kocyk (moje dziecko w dzień śpi właściwie tylko na spacerze, więc rada doświadczonych koleżanek ŚPIJ KIEDY DZIECKO ŚPI nie na wiele się zdaje w moim przypadku).

Kiedy na pytanie „I JAK TAM?” odpowiadam, że jest super świetnie i w ogóle, słyszę komentarze, że mam w takim razie bezproblemowe dziecko i że jeszcze zobaczę.

A szczerze – trelemorele. Po drugiej stronie lustra czekają tylko fajne rzeczy – czuję to – nawet jak nie zawsze będzie łatwo.

Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! 
Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku KLIK!, zacząć obserwować mnie na Instagramie KLIK!, podzielić się tym tekstem przy pomocy ikonek poniżej lub zostawić komentarz.
Bez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!


Related Posts

  • Gratuluję narodzin pięknego Syna.
    Mądrze prawisz, Mamo:-) Do wszystkiego idzie się przyzwyczaić;-)

  • Dzięki! 🙂 zgadzam się – do wszystkiego idzie się przyzwyczaić, jeśli motywacja jest dobra. Do wszystkiego – no może z wyjątkiem kolek;) Z tym się jakoś pogodzić nie mogę 🙂

  • Ja już się nie mogę doczekać mojego maluszka. Każdy jak to slyszy puka sie w glowe i mówi " zobaczysz, zatesknisz za spokojem…", ale mam to w nosie 😛

  • O tak… No tak.. Te nieszczęsne kolki… Współczuję, moi chłopcy przez tę zmorę przechodzili, płakałan wraz z nimi… Aż strach, już się boję powtórki z rozrywki – pozostały mi ok.2 tyg. do finiszu ciąży. Kolkom mówię nie!
    A słyszałaś o miśkach szumiśkach?
    Bo ja przymierzam się do zakupu!

  • zastanawiam się…bo ostatnio Franek zaczął budzić się o 2 w nocy i już nie może biedny usnąć więc nie wiem czy na misiu szumisiu się nie skończy…

  • pewnie nieraz zatęsknisz – przez 5 sekund nie dłużej;) ja nie uważam się za wiecznie rozanieloną matkę, mam chwile słabości, szczególnie w nocy;) bywa, że proszę męża by przejął Franka chociaż na chwilę. Umieram z tęsknoty 17 sekund później:)

  • o proszę, kolejne podobieństwo – Olek też śpi przede wszystkim na spacerach, a w domu od święta 😉

  • Franek na szczęście w miarę śpi w nocy – teraz gdy ataki kolki przestawiły mu się z nocki na ranek. Ale uwierz – od początku stawałam na głowie by skumał, że noc to noc. Wypracowaliśmy kupę rytuałów 😉 rzeczywiście dużo podobieństw, między nimi chyba zaledwie dwa dni różnicy?:)