Dziecko FAQ obsługa dziecka pierwszy rok recenzje

Bez czego nie mogę teraz wyjść z domu? – czyli o tym co zabrać ze sobą na wyjście z noworodkiem/niemowlakiem


Wyjścia z domu z dzieckiem są zdecydowanie mniej spontaniczne niż te bez dziecka. Trzeba zabrać ze sobą „kilka” rzeczy. Karmię piersią, więc odpada cały system butelkowo-mleczny, gdyż, niczym ślimak swój domek, zawsze biorę swój system mleczny ze sobą 🙂

Początki, jak zwykle zresztą, były dość trudne. Przed wyjściem motałam się nerwowo, biegając po mieszkaniu niczym kurczak bez głowy, próbując spakować się tak, by być gotową na każdą ewentualność.

Przełomem okazał się zakup torby Skip Hop, widocznej na zdjęciu, którą ubóstwiam i ubóstwiać będę. Wygodna, łatwa do zamontowania na wózku (i zdemontowania). Mieszczę w niej nie tylko Frankowe rzeczy niezbędne, ale także swój świat, czyli portfel, telefon etc. Dzięki dużej ilości kieszonek bardzo fajnie rozmieszczonych, wszystko ma swoje miejsce. Wiem dokładnie, gdzie rzeczy są i bardzo łatwo mi się po nie sięga, zarówno mając torbę na ramieniu, jak i z torbą zamontowaną na wózku, gdy go prowadzę Niektóre kieszenie (łącznie z główną) są bardzo łatwo dostępne, bo zamykane tylko na magnes. Ale są też kieszenie zamykane na zamek, w których możemy schować co cenniejsze przedmioty. W środku również są małe kieszonki, co pozwala uniknąć bałaganu i przerzucania wszystkich rzeczy, by znaleźć „tę właściwą”. 

W moim wózku (Roan Marita) torba jest szczerze mówiąc marna. Przy zakupie nie zwracałam na to uwagi i to był błąd. Torba oryginalna mieściła właściwie tylko folię przeciwdeszczową. Całą resztę musiałam ładować do swojej torebki, która zupełnie nie była do tego przystosowana. Wkurzałam się strasznie, bo idąc na spacer z torbą na ramię i z wózkiem (zaznaczmy – mega wypchaną ciężką torbą na ramię) było mi po prostu niewygodnie, szczególnie, że obecnie spędzam na spacerach ok. 6 godzin dziennie. Jeżeli położyłam torbę na dole na koszu było mi co prawda trochę wygodniej, ale dostęp do zawartości torby był utrudniony. Zakup torby Skip Hop zdecydowanie zmienił mój świat spacerowy na lepszy.

W tej torbie noszę:

  • folię przeciwdeszczową dla Franka i parasolkę dla mnie– wychodzę na długie spacery i, mimo ze jest lato, pogoda może się zmienić diametralnie. Nie lubię być zaskakiwana w ten sposób, więc folię przeciwdeszczową i parasolkę mam zawsze ze sobą 

  • komin – komin zakładam jak szarfę, wkładam w niego Franka i to jest nasza maskownica podczas karmienia:) Zgapiłam ten pomysł od mojej koleżanki, która ma piękny komin-chustę do karmienia. Obie doszłyśmy jednak do wniosku, że taki komin do karmienia jest do złudzenia podobny do chusty-komina, których ja na przykład mam pełno. W cieplejsze dni pakuję lżejsze, bardziej przepuszczające powietrze kominy, by Franek się w nich nie upocił, w zimniejsze z kolei pakuję kominy bardziej szczelne, by chroniły Franka w szczególności przed wiatrem. Taki komin wygląda względnie schludnie, Franko w nim czuje się bardzo dobrze, ja ze skominowanym Frankiem też, bo początkowo miałam problemy z karmieniem w miejscach publicznych i często kończyło się to tym, że byłam ludzkim namiotem z tetry:) System z kominem działa trochę podobnie o chusty typu pouch, tylko, że mój pouch jest ze sztruksu, więc zajmuje więcej miejsca, bo materiał jest sztywniejszy, no i mniej przepuszcza powietrze, więc w cieplejsze dni Franko się w nim gotuje. Plus komina jest też taki, że bardzo często zdejmuję po prostu ten, który aktualnie mam na szyi i już mogę karmić. Mój dziadek (!) był w ogóle pod wrażeniem tego sposobu, bo po pierwsze wygląda naprawdę schludnie, po drugie jak sam dziadek zauważył, komin pachnie mną i Franek na maksa się w nim uspokaja.

  • ciuszki na przebranie – wszystko się może zdarzyć – tego nauczyłam się przed dwa miesiące z Frankiem. Poza tym mamy chłopaków – macie jakiś tajny sposób na obsiusiane ubrania? Mam wrażenie, ze jakkolwiek nie zapnę pampersa, Frankowe siuśki i tak znajdą drogę na zewnątrz.

  • kropelki antykolkowe plus łyżeczka – większość leków, które przyjmuje Franko, podaję mu przed każdym karmieniem, także bez kropelek się nie ruszam

  • wilgotne chusteczki (tak by były pod ręką) – jako dziecko nienawidziłam, jak ktoś czyścił mnie śliniąc uprzednio swój palec. Muszę mieć pod ręką wilgotne chusteczki. Właściwie zawsze noszę e sobą dwie paczki – jedne na wierzchu, łatwo dostępne (żeby mnie ten obśliniony paluch nie kusił;), drugie w kosmetyczce, w której noszę wszystkie rzeczy do przewijania Franka.

  • kosmetyczkę, z moim systemem przewijania dziecka – to jest też bardzo dobry sposób, by wszystkie rzeczy do przewijania dziecka nosić w osobnej torebce, czy kosmetyczce. Jeśli zachodzi „nagła potrzeba” wyciągam z torby tę kosmetyczkę i mam wszystko pod ręką. Ja korzystam z TRAVEL BAG firmy La Milllou o takiej , i jestem z niej bardzo zadowolona. Kupiłam ją na targach Mother and Baby w niższej cenie, a to sprawia, że ja- oszczędna Kaszubka – cieszę się z danej rzeczy podwójnie:) Kosmetyczkę La Millou można dostać w wielu pięknych wzorach. W środku jest materiał, który sprawia, że kosmetyczka jest nieprzemakalna plus nie przepuszcza brzydkich zapachów, jeśli zdarzy mi się wędrować dłuższy czas z „pewnym” pakunkiem. 

W tej kosmetyczce noszę:

  • Kilka pampersów

  • Sudocrem

  • Matę do przewijania – ja mam taką z Ikei. Koszt to 19,99. Tak jak chusta-komin umożliwiła mi karmienie na luzie w każdym miejscu świata, tak ta podkładka umożliwiła mi przewijanie praktycznie gdziekolwiek, bez obawy, że Franka coś oblezie lub że zabrudzimy komuś nową kanapę:)

  • Mokre chusteczki – w domu do oczyszczania Frankowej pupy używam dużych wacików i zwykłej przegotowanej wody. Na wyjściu jednak praktyczniejsze są mokre chusteczki.

  • Pachnące woreczki na pieluszki – to jest gadżet, wiem, ale dla mnie super przydatny. Nie używam ich w domu, tylko na tak zwanym wyjściu. Po pierwsze jeżeli przebieram Franka w pięknych okolicznościach przyrody (czasem nawet i mniej pięknych), gdzie śmietników po prostu nie ma, jestem zmuszona zabrać pakuneczek ze sobą. Pachnące woreczki sprawiają, że jak otwieram torbę w domu, jest mi po prostu bardziej przyjemnie;) Po drugie, jeśli przewijam Franka u kogoś i ten ktoś proponuje mi zutylizowanie Frankowej paczki u siebie (jeśli nie dostaję takiej propozycji, zabieram pakunek ze sobą), mam poczucie, że nie zostawiam mu mini bomby biologicznej. Ja korzystam z takich firmy BabyOno. Gdybym miała z nich korzystać również w domu, byłby to wydatek bardziej odczuwalny i pewnie uważałabym go za zbędny. Ale korzystam z nich tylko poza domem i do tej pory czyli przez można powiedzieć półtorej miesiąca intensywnego wychodzenia, udało mi się zużyć mniej więcej połowę jednego opakowania. W związku z tym ten koszt nie jest aż tak odczuwalny.


Obecnie moja torba stoi spakowana praktycznie cały czas w ten sposób, tak że mogę ją chwycić w każdej chwili i wyjść. Wieczorem każdego dnia ewentualnie wymieniam w niej rzeczy, które np. są do prania lub dokładam kilka pampersów. Co sprawia, że moje wyjścia naprawdę mogą być odrobinę spontaniczne;)

Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! 
Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku KLIK!, zacząć obserwować mnie na Instagramie KLIK!, podzielić się tym tekstem przy pomocy ikonek poniżej lub zostawić komentarz.
Bez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!



Related Posts