dla dziecka dziecko Dziecko FAQ moim skromnym zdaniem obsługa dziecka pierwszy rok recenzje

Moje hity pierwszego miesiąca


Nie jestem gadżeciarą. Ale jest kilka rzeczy, bez których może nie że nie wyobrażam sobie tych pierwszych kilku tygodni, ale z pewnością byłyby one zdecydowanie trudniejsze i mniej przyjemne 🙂

Od początku wiedziałam, że będę chciała dużo z Frankiem wychodzić. Cały czas się w tej sferze docieramy (o tym bez czego nie ruszam się teraz w domu przygotowuję dla was osobny wpis), jednak już teraz mam kilka hitów spacerowych.

Po pierwsze pojemna torba z wieloma kieszonkami. Coś o czym zupełnie nie pomyślałam przy wyborze wózka (ach ja marna matka debiutująca:). No i mój wózek – mimo niewątpliwie wielu zalet – posiada jedną dużą wadę – małą, zupełnie niepraktyczną torbę wózkową. Po paru spacerach wiedziałam już, że tak żyć to ja nie będę. Na szczęście wiedziałam też czego konkretnie już potrzebuję, co pozwoliło mi uniknąć kolejnych nieporozumień np. zakupu nie takiej torby. Jeżeli podejrzewamy, że nasza torba, którą wózek ma w komplecie nam nie wystarczy warto rozważyć zakup torby Skip Hop. Wydatek niemały (polecam kupienie torby używanej, ja tak zrobiłam i jestem bardzo zadowolona), jednak absolutnie wart swej ceny. Torba mieści wszystkie gadżety Frankowe i moje, łatwo się montuje i szybko się ją ściąga. Ja jestem nią zachwycona (mój mąż poświadczy, że odkąd ją mam, przynajmniej raz dziennie mówię, że ją kocham). Teraz autentycznie nie wychodzę bez niej z domu. Właściwie stale mam ją spakowaną naszym stałym zestawem rzeczy i zabieram ją nawet na chwilę, jak wychodzę z frankiem na podwórko.

W wychodzeniu z dzieckiem na dłużej związane są dwa newralgiczne momenty; przewijanie i karmienie. Przewijanie zdecydowanie ułatwia mi mata do przewijania. Kupiłam swoją w IKEA za 19,99 i jestem z niej w 100% zadowolona. Nie przemaka, łatwo i szybko się ją czyści plus bez problemu można ją prać i to nie wpływa na jej nieprzemakalność. Sprawdza się zarówno w sytuacjach, gdy nie chcemy by coś przemokło lub zabrudziło powierzchnię, na której kładziemy dziecko, jak i w przypadkach kiedy chcemy przewinąć dziecko, a powierzchnia, na której chcemy je położyć pozostawia wiele do życzenia.

Kolejnym gadżetem pomocnym w przewijaniu poza domem są paklanki lub pachnące torebki na pieluszki. Pozwalają szybko pozbyć się zużytej pieluszki oraz chusteczek, których używaliśmy do obmycia dziecka. Jeżeli jesteśmy u kogoś zawsze lepiej jest zostawić mu w koszu pampersa w torebce, która nie przepuszcza jego zapachu i dodatkowo ładnie pachnie. Ja jednak zawsze staram się zabierać tę paczuszkę ze sobą. W takiej torebce mogę ją ze sobą nosić nawet i kilka godzin (czasem tyle zajmuje znalezienie kosza w terenie niezamieszkanym).

Bardzo długo miałam problem z karmieniem poza domem. W sensie ja sama z siebie problemu nie miałam, tylko widziałam te dziwne spojrzenia innych ludzi. Swoją drogą na osoby karmiące butelką nikt się tak nie patrzy. Zaczęłam więc opracowywać sposoby ukrycia się sprytnego tak bym ja miała komfort i Franek spokojnie się najadał. Zaczęłam wynajdować różne kominy do karmienia, po czym spłynęła na mnie myśl genialna – przecież komin do karmienia to przecież po prostu zwykły komin. Zaczęłam używać moich kominów i sprawdzają się świetnie. Przekładam je przez ramię jak szarfę, Franka wkładam w środek. UWAGA – komin to nie jest nosidełko, absolutnie nie wolno dziecka w nim nosić. Poza tym zwróćcie uwagę na to czy komin wykonany jest z materiału przepuszczającego powietrze.

W domu, jeśli chodzi o sferę karmienia moim hitem jest poduszka cebuszka. Pisałam już o niej tutaj, kiedy byłam jeszcze w ciąży, a poduszka baaardzo ułatwiła mi spanie. teraz świetnie się sprawdza przy karmieniu – dzięki niej ja mam prosty kręgosłup przy karmieniu, a i Franek leży stabilnie i wygodnie.

Jako, że Franka męczą kolki, dwa z moich hitów związane są z uspokajaniem go w trakcie mega kumulacji kolkowej. Po pierwsze mój prywatny miś szumiś, czyli aplikacja na telefon Baby Sleep Sounds, którą można ściągnąć za darmo. Do wyboru mamy kilka rodzajów dźwięków – my najbardziej lubimy suszarkę 🙂 Duży plus tej aplikacji to fakt, że nie wyczerpuje bardzo baterii, może chodzić całą noc. Tylko pamiętajcie by wyciszyć dźwięki w telefonie! 😉

Drugim hitem kolkowym jest termofor z pestek wiśni. Rozgrzany w mikrofali kładziemy Frankowi na brzuszek i to daje mu znaczącą ulgę. O kolkach będę jeszcze pisać osobno, niestety u nas jest kolka wersja delux, nie pomaga na nią nic. Jednak jest kilka sposobów by Frankowi ulżyć – biały szum i termoforek to dwa z nich.

Gadżet, dzięki któremu śpię spokojnie to monitor oddechu Angelcare. Kiedy byłam w ciąży moja przyjaciółka mówiła mi, że jest tak wylękniona jeśli chodzi o nocki, że monitor oddechu znalazł się na miejscu numer jeden jej listy wyprawkowej. Ja – wtedy jeszcze wyluzowana mama – sprawdziłam ceny takich monitorów i stwierdziłam, że fajny gadżet, ale nie niezbędny. Taaaa. Monitor oddechu był pierwszą rzeczą, którą zamówiłam po powrocie ze szpitala z małym Frankiem, a dopóki nie przyszedł, Franek spał przy mnie. Ja mrużąc jedno oko nie spałam. Nie mogłam. Patrzyłam tylko czy mu się klatka unosi. Może i jestem debil. Ale odkąd mam Angelcare śpię spokojnie(j).

Największy hicior zostawiłam na koniec. Bez niego ta cała przygoda z bobasem nie udałaby się. Nic by nie wyszło. Nieopisana pomoc – mój mąż 🙂


Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! 
Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku KLIK!, zacząć obserwować mnie na Instagramie KLIK!, podzielić się tym tekstem przy pomocy ikonek poniżej lub zostawić komentarz.
Bez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!



Related Posts