co u nas moim skromnym zdaniem myślę sobie pierwszy rok

O święta cierpliwości!

Gdybym miała powiedzieć, czego nauczył mnie mój syn – powiedziałabym, że przede wszystkim cierpliwości. Cierpliwości, luzu i elastyczności.


Zawsze byłam aż zanadto zorganizowana. Codziennie rano przy porannej kawie spisywałam cały dzień w formie listy rzeczy do zrobienia. Teraz wiem, że niewiele rzeczy da się zaplanować przy małym dziecku. Oczywiście są rzeczy ważne – na przykład wizyta u lekarza, która musi się odbyć danego dnia o danej godzinie. Są rzeczy, które trzeba zrobić i już – to lista priorytetów, którą nadal spisuję na kartkach i przyklejam w kuchni. Jednak większość dnia to improwizacja lub/i próba zachowania stałego rytmu, o którym ja wiem, że jest dla Franka dobry, on jednak zupełnie ma go gdzieś 🙂

Planowanie i trzymanie się planu na sztywno może tylko i wyłącznie rodzić frustrację, ponieważ połowę planów, jak nie więcej, na milion procent pokrzyżuje nam dziecko. Nie dlatego, że jest wredne, tylko dlatego, że jest dzieckiem i mówiąc kolokwialnie – nie kuma naszych planów.

Kolejną rzeczą, która może nas wkurzać i frustrować to plan dnia, który próbujemy przeforsować. Plan dnia jest ważny, bo dzieci go potrzebują by czuć przewidywalność i bezpieczeństwo. Niby to wiadomo, tylko dlaczego ma się często wrażenie, że dzieci próbują sabotażować każdą próbę wprowadzenia takiego planu? Najprawdopodobniej dlatego, że plan, który chcemy wprowadzić nijak się ma do dziecka, tylko ustaliliśmy go „pod siebie”.

Plan dnia niemowlaka musi być dostosowany do niego i oparty o jego naturalny plan – jeżeli pozwolimy sobie poobserwować noworodka, zauważymy schemat jego dnia. Po prostu pomóżmy mu go utrwalić! Zharmonizujmy się z naszym dzieckiem.

Franek nauczył mnie też korzystać z tzw. „w międzyczasie”. Przy nim zaczęłam naprawdę korzystać z każdej chwili, nawet jeśli siadam i piję kawę (świadomie rezygnując z miliona innych rzeczy, które mogłabym lub nawet powinnam robić w tym czasie) to jestem w tym na 100%. Jak odpoczywam to odpoczywam, jak robię to robię – bo kto wie kiedy znów zaśnie, a to tylko 45 minut:)

Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! 
Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku KLIK!, zacząć obserwować mnie na Instagramie KLIK!, podzielić się tym tekstem przy pomocy ikonek poniżej lub zostawić komentarz.
Bez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!



Related Posts

  • Śliczny Misio z tego Twojego Franka! 🙂
    Taaak, kto jak kto, ale Nasze dzieci fantastycznie potrafią uczyć cierpliwości, nawet tej zaawansowanej, o jaką byśmy siebie nie podejrzewali 🙂
    Też po porodzie się tego wciąż uczę, jak coś robić to na 100%, inaczej nic z tego nie będzie, żadnej radości i doceniania danej chwili 🙂

  • kurcze on był na tym zdjęciu taki malutki, teraz już ledwo się mieści w tego misia:( czas tak szybko leci! dlatego tak jak mówisz- trzeba doceniać każdą chwilę!