co u nas moim skromnym zdaniem myślę sobie pierwszy rok

TOP 10 najbardziej wkurzających tekstów, które usłyszałam po porodzie


Myślę, że każda matka mogłaby stworzyć swój ranking takich tekstów. Nie wiem, jak to działa, naprawdę jeszcze tego nie rozkminiłam, ale gdy ma się dziecko wszystkie tematy tabu znikają, znika też kurtuazja. Wszyscy mogą sobie dowoli mówić o Twoich cyckach na przykład. W ciąży najbardziej rozbroiło mnie pytanie: A masz hemoroidy? zadane przez znajomą w Lidlu przy warzywach. Ot tak, bo to już nie jest sprawa prywatna. Okazało się, że to tylko preludium do tego, co dzieje się, gdy dziecko jest już na świecie. Przyszłe matki – przygotujcie się! Jesteście jak Jon Snow – nie wiecie nic, świat wie lepiej i nie omieszka Wam o tym powiedzieć.


1. KARMISZ?

Nie, głodzę. Nie daję mu jedzenia, czekam aż zacznie się żywić energią kosmosu. To jest pytanie obowiązkowe. Zadaje je każdy, matki karmiące piersią, matki karmiące mlekiem modyfikowanym, kobiety bezdzietne, ojcowie, nie ojcowie, sąsiad, przechodzień, no każdy po prostu. Ja rozumiem ukryty podtekst, ja kumam, że chodzi o karmienie piersią, ja sama orędowniczką tegoż karmienia jestem, ale naprawdę musi to być pierwsze pytanie zadane młodej matce? Takie zero jedynkowe? Tak jakby światu trzeba było tą piersią pomachać, odpowiedzieć z dumą TAK! lub zawstydzić się i spuścić głowę mówiąc cicho: nie ….


2. MASZ MAŁO MLEKA / MASZ MLEKO SŁABEJ JAKOŚCI BO ON CIĄGLE SSIE!

Franek przybiera na wadze jak mały tłuściutki gumiś. Ciągle ssie bo jest mini człowieczkiem, dla którego moja pierś jest aktualnym centrum wszechświata, jedynym pewnym elementem, ze znanym mu zapachem. Jest po prostu synonimem bezpieczeństwa. Poza tym umówmy się – okres tak częstych karmień trwa tak krótko – jak zresztą każdy okres u takiego malucha (tu ocieram sentymentalną łzę).


3. ON CIĄGLE SSIE (nie inaczej) DAJ MU SMOCZEK

Początkowo byłam antysmoczkowa (zostawiając w głowie opcję pod tytułem: dam smoczek jeśli moje dziecko będzie mega ssakiem i bez smoczka będzie cierpiało niezmiernie). Franek okazał się być mega ssakiem, w szpitalu albo był przy piersi, albo ssał swoje palce. Próbowałam ze smoczkiem, nie wyszło. Franek smoczka nie kocha. Mając smoczka w buzi patrzy się na mnie z niemym wyrzutem („Mamo! Z tego nic nie leci!”). Po paru dniach prób zrezygnowałam. Dziś wiem, że próbowałam za długo, oczywiście słuchając innych, a nie ufając swojej intuicji. Jednak moje niedawanie smoczka – kiedy już wiedziałam, znając swe dziecko jak nikt inny – urosło do rangi (kolejnego już) objawu bycia złą matką. No jak to? Mały płacze, a ta zła mama nie da smoczka.


4. NIE ZA ZIMNO MU? ewentualnie NIE ZA CIEPŁO MU?

Myślę, że to temat rzeka. Z czapeczką czy bez, z kocykiem czy bez niego, w krótkich czy długich spodenkach – niezależnie od pogody – jest źle, powinno być inaczej. Jeśli, nie daj Boże, dziecko zakwili, minkę krzywą zrobi – o! to dowód! Za ciepło/za zimno!

5. JEZUS! IDŹ Z NIM STĄD BO TU WIEJE!

To taka odmiana punktu wyżej. My matki (szczególnie te po raz pierwszy) tracimy zdolność odczuwania pogody. Nie czujemy ciepła, zimna, ani wiatru. Dopiero zbesztane przez społeczeństwo, potulnie kiwamy głowami: a no tak, rzeczywiście, wiatr.

6. NIE BUJAJ! BO PRZYZWYCZAISZ

Chyba najczęstszy tekst, z którym przyszło mi się mierzyć. Bo bujam, ewidentnie bujam, bujam często, bujam i tulę (tu zaczynałam już pisać dlaczego bujam, ale nie, nie będę się tłumaczyć). Co do przyzwyczajenia dziecka do bujania, mam złą wiadomość – JUŻ ZA PÓŹNO! Przyzwyczaiło się już w brzuchu, bujając się ze mną całe 9 miesięcy.


7. DOBRZE TY GO TRZYMASZ?

Nie wiem, staram się jak mogę. Milion razy chwyciłam go niezdarnie, mogłam lepiej, zgadza się. Najczęściej jak ktoś patrzył mi się na ręce i oceniał. Minęło, gdy nabrałam wprawy, teraz ten tekst bardziej śmieszy niż denerwuje, ale jednak – to kolejny tekst do kolekcji: „Robisz źle”.


8. MA KOLKI? COŚ TY ZJADŁA!


Ze wszystkich tekstów o tym, że znów coś źle – ten wywoływał we mnie największe poczucie winy. Był czas, gdy jadłam ziemniaki, pulpeciki gotowane lekko solą i pieprzem przyprawione i marchewkę na parze. Bałam się jak ognia wprowadzania nowych produktów. Cały świat huczał jednym głosem KOLKA = ZŁA DIETA MATKI. Bzdura na resorach. Ale idzie się wkręcić. Kolki są mało dietozależne. Wzdęcia owszem – rzadko, ale mogą być dietozależne (alergeny przenikają do krwi matki, a to z niej tworzy się mleko) , na zasadzie: zjadłaś coś podejrzanego – może pojawić się jedno – dwudniowy epizod wzdęciowy. Ale kolki nie. Kolki po prostu są, pojawiają się i znikają. Można dziecku ulżyć w cierpieniu trochę, ale prawdziwych kolek nie pokona żadna siła. A dziś znów jestem mądrzejsza o jedno zdanie mojej pani pediatry, że dziecku bardziej szkodzi mało zróżnicowana, uboga dieta.


9. ALE MASZ SOBIE DOBRZE, BO MĄŻ CI POMAGA


Ten tekst nie był jedynie stwierdzeniem faktu – gdyby tak było, nie wkurzał by aż tak. No bo to prawda, mąż pomaga, mam sobie dobrze, chociaż w sumie myślę, że normalnie, bo przecież chyba tak powinno być (?!). To jest w ogóle ciężki tekst, ciężki do jakiejkolwiek odpowiedzi. Jest w nim tyle dziwnego myślenia, że facet to w ogóle piwo, telewizor, a kobieta sama z tymi dziećmi i garnkami. Ja jestem naprawdę jakaś dziwna, bo myślałam, że czasy tego typu przekonań już dawno minęły. Dodatkowo ten tekst był dla mnie krzywdzący, bo często miał rozwinięcie: „Jak Ty byś sobie poradziła, gdyby nie pomoc Twojego męża”. No nijak, po prostu, mandżur i pod most, koniec kropka szlus.


10. GDZIE TA CZERWONA WSTĄŻKA?


Niesamowite ile razy to słyszałam. Nie ma i nie będzie!

***                                                          
Może trochę przesadzam. Może. Ale mam takie odczucie odkąd zostałam mamą, taką refleksję, że świat nie pomaga, że jest tyle kobiet, które czują się tak niepewnie w tej nowej roli, która przecież jest na maksa trudną rolą. A tu z każdej strony dostają informację zwrotną, że wszystko nie tak. Bycie matką wiąże się z takim ogromem niepewności na co dzień, dylematów i wyborów, po których podjęciu nawet nie czujemy, że zrobiłyśmy dobrze. Bardzo chciałoby się otrzymać od świata informację, że jest dobrze, po prostu ok, dziecko leży, uśmiecha się, fajta nóżkami – jest dobrze, radzisz sobie świetnie, jesteś DOBRĄ MATKĄ. Od świata tego nie dostaniemy, musimy usłyszeć to od siebie.                                                                                                                                          

Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! 
Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku KLIK!, zacząć obserwować mnie na Instagramie KLIK!, podzielić się tym tekstem przy pomocy ikonek poniżej lub zostawić komentarz.
Bez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!


Related Posts