co u nas moim skromnym zdaniem myślę sobie pierwszy rok

9 rzeczy, które robię, żeby nie zwariować


Kocham moje dziecko, wiadomo. Większość czasu jest małym, słodkim bobasem, który uśmiecha się bezzębnie, a ślina ścieka mu po policzku (opcjonalnie ścieka po moim policzku). Przez większą część dnia (praktycznie od 5:00 do 15:00) dogadujemy się świetnie, rozumiemy swe potrzeby, poznajemy razem świat, śpiewamy sobie piosenki, chichramy się z głupot, próbujemy zwrócić na siebie uwagę naszego kota, ćwiczymy nowe umiejętności i tulimy się do siebie. Jednak moje dziecko bywa również Samarą Morgan (pamiętacie zdanie: „Ona nigdy nie śpi”? To o Franku właśnie). 

Każdy niewyspany człowiek to człowiek nieszczęśliwy. Około 15 moje dziecko zaczyna powoli odczuwać dyskomfort spowodowany deprywacją snu. Około godziny 16 jestem pewna, że ten dyskomfort odczuwają również sąsiedzi.

Ja go rozumiem, naprawdę, w końcu sama bywam niewyspana i wiem, że to nie jest stan, w którym jest się łagodnym jak Matka Teresa. Czego nie rozumiem, to tego, że po prostu nie pójdzie spać. Niemniej jednak próbowałam prośbą i groźbą, wypróbowałam milion sposobów na „skuteczne” usypianie dziecka. Aż w końcu pogodziłam się, że moje dziecko w dzień śpi mało, a od 15:00 do 20:00 praktycznie nie śpi wcale. 

To jest trochę dziwne, zważywszy na fakt, że Franek senny jest, ale chyba sam czuje, że dzień zbliża się ku końcowi, a tu jeszcze tyle do zobaczenia, tyle do spróbowania, że po prostu żal mu stracić czas na spanie. No ale natury nie oszukasz, im dalej w las, albo im bliżej 20:00 tym bardziej moje dziecko robi się marudne. 

Wiem, że każda z Was to ma – czasem to typowe godziny, kiedy dziecko powoli zmienia się ze słodkiego cherubinka w małego Belzebubka, a czasem po prostu gorszy dzień. Ja mam tak codziennie przez pięć godzin, więc wypracowałam kilka sposobów, by nie oszaleć.

1.  Zaparzam dzban melisy 

Gdybym nie karmiła piersią z pewnością o 15:00 otwierałabym wino. Właściwości melisy zna każdy. Co prawda mniej więcej o 19:00, gdyby ktokolwiek się mnie zapytał, stwierdziłabym, że nic nie daje, jednak każdego dnia niezmiennie wstawiam wodę i czynność tę powtarzam.

2. Nastawiam się na krwawą rzeź

Jeśli będzie tak źle, to przynajmniej będę przygotowana. Jeśli będzie tylko trochę źle, to funduję sobie miłą niespodziankę.

3. Wmawiam sobie, że noszenie dziecka na rękach, podnoszenie go do góry i generalnie robienie nim powietrznych akrobacji to dobry trening

Czy tylko ja mam wyrzuty, że jeszcze się nie zabrałam za aktywność fizyczną po ciąży? Pięć godzin z niezadowolonym dzieckiem na rękach sprawia, że czuję swe mięśnie rąk, a każdego dnia łatwiej mi wnosić wózek po schodach. 


4. Gdy tylko mój mąż wróci z pracy, oddaję mu dziecko
Pięć minut w łazience i jestem gotowa do rundy numer dwa.


5. Idę na spacer
Oczywiście, Franek na spacerze też marudzi, ale w spacerówce lub w chuście może trochę oglądać świat i czasem niektóre rzeczy odwracają uwagę.


6. Śpiewam głośno piosenki i tańczę
Moje dziecko to lubi. Ogólnie rzecz biorąc, gdy się tak zastanowić, im większego debila z siebie robię, tym bardziej moje dziecko jest zadowolone. Poza tym czasem nawet uda mi się go zagłuszyć 😉 Tańczenie to prawie jak zumba, czyli patrz punkt drugi.


7. Rozpieszczam się
Do 15:00 moje dziecko jest milutkie jak mały słodki jeżyk, dopiero po tej godzinie powoli wystawia kolce. Do 15:00 więc staram się robić sobie małe przyjemności, potem rozkoszuję się ich wspomnieniem i planuję, co zrobię dla siebie jutro. 


8. Olewam wszystko i skupiam się tylko na dziecku
Co prawda, staram się ogarnąć jak najwięcej do 15:00. Wiem, że potem nie dam rady – chociaż nie – inaczej – pewnie dałabym radę, ale nie wiem, czy nie byłoby to okupione zbytnim nieszczęściem. Także co ogarnę do 15:00 to moje, potem olewam świat, sprzątanie, gotowanie. Takie podejście wypracowałam sobie przez pierwszy miesiąc, kiedy to oczywiście miałam spinę, żeby zostać perfekcyjną panią domu i matką roku. Odpuściłam, oczywiście, bo nie można aspirować do czynów niemożliwych. Nie żyję w syfie, nie chodzimy głodni – po prostu nie spinam się, by to robić w godzinach arszenikowych. Świat ogarniam, gdy dziecko śpi lub gdy jest wystarczająco zrelaksowane.

9. Pocieszam się, że inni mają gorzej
Myślę z czułością przede wszystkim o rodzinach wielodzietnych oraz matkach trojaczków. 

Plus tego wszystkiego jest taki, że wieczorem moje dziecko jest tak zmęczone, że nie zasypia, on po prostu traci przytomność i z Samary Morgan staje się z powrotem małym, słodkim bobaskiem.

Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! 
Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku KLIK!, zacząć obserwować mnie na Instagramie KLIK!, podzielić się tym tekstem przy pomocy ikonek poniżej lub zostawić komentarz.
Bez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!



Related Posts