co u nas moim skromnym zdaniem myślę sobie pierwszy rok rozterki i rozkminy

A co jeśli mama chce więcej?


Będąc w ciąży czekałam przebierając nóżkami na czas, kiedy nie będę już pracować. Moja ciąża to była dla mnie masakra, często wtedy słyszałam (a jakże!), że pootem to ja zobaczę i zatęsknię do czasu ciążowego. Wyobraźcie sobie, że ani razu nie zatęskniłam.


Gdzieś tam mgliście kołatała mi się w głowie myśl, że jak się ogarnę pomyślę o powrocie do pracy (nie pracuję na etat, więc w sumie ode mnie zależy czy i kiedy wrócę), jednak stopniowo zaczęło do mnie docierać, że to się nie wydarzy tak prędko. Z jednaj strony zaczęłam zazdrościć koleżankom z etatem, że one to mają jasną sytuację – rok (zazwyczaj) i wtedy trza coś myśleć. A ja nie wiem, nie wiem kiedy i co raz bardziej nie umiem tego zorganizować.

Po pierwsze instytucja babci i dziadka nas nie dotyczy, wszystkie babcie i dziadki są aktywni zawodowo poza tym nie za bardzo jestem za tym, że dziadkowie zajmują się wnukami na co dzień. Po drugie, jak mawia mój mąż: „do placówki dziecka nie oddam” 🙂 To wybór każdego z nas (czasem nawet niestety nawet nie wybór tylko mus), ja jednak nie chciałabym puszczać Franka do żłobka, a przynajmniej nie kiedy będzie miał rok. Po trzecie – niania/opiekunka. Jestem w tej świetnej sytuacji, że mogłabym wracać do pracy stopniowo, parę godzin dziennie, kilka dni w tygodniu. Niby idealnie, ale … Póki co nie wyobrażam sobie, autentycznie nie wyobrażam sobie zostawienia Franka z kimś obcym dopóki nie zacznie komunikować słowami swoich potrzeb. Kurde – ja go czasem nie kumam, tych jego systemów stęków i pisków, a co dopiero ktoś obcy. Moje dziecko jest jedną wielką frustracją, frustruje go własna niemoc, on chce siedzieć, chodzić, mówić, nie może i to go wkurza. Może i piszczy od rana do nocy, ja to znoszę, bo go rozumiem, rozumiem, dlaczego się wkurza, ale co jeśli dla kogoś z boku będzie tylko opiszczałym dzieckiem?

No nic. Oczywiście, doskonale rozumiem, że jestem w komfortowej sytuacji, bo sobie mogę wybrzydzać, że to co napisałam, że nie chcę puszczać dziecka do żłobka, nie chcę opiekunki póki jest jeszcze taki mały, to są wszystko argumenty, które działają, bo mogę sobie pozwolić, bo sytuacja mnie nie zmusza, by wrócić do pracy niedługo.

No ale dobra, podjęła się ta decyzja, rozważyłam te wszystkie za i przeciw, to chcę, tego nie, no i wyszło – na razie nie ma co myśleć o powrocie do pracy, zobaczymy potem, kiedy? nie wiem.

Niby spoko. Niby w sumie fajnie, chciałam mieć czas być z dzieckiem, chciałam być mamą pełnoetatową i pełnowymiarową. Decyzja się podjęła (bo nie wiem, czy to ja ją podjęłam, tak wiecie, super świadomie, że usiadłam i powiedziałam: OK, tak zrobię). I … zaczęło mnie to uwierać.

I znowu – macierzyństwo to naprawdę jest największa przygoda mojego życia, cieszę się każdą chwilą, żal mi tylko, że lecą tak szybko, kocham i tulę, patrzę jak uczy się nowej rzeczy i chcę śmiać się i płakać jednocześnie, a rano, kiedy mnie budzą te mini stópki i rączki na mojej twarzy, to chcę zwariować ze szczęścia, ale … No właśnie, ale. Ale robiłam w życiu rzeczy, których już nie robię. Czułam się mądra, dobra w tym co robię i kompetentna. Jako mama nigdy nie wiem do końca, nigdy nie jestem pewna do końca. Wcześniej byłam zorganizowana, mój kalendarz to była moja duma, mój system funkcjonowania, to wszystko, co wypracowałam sobie przez te wszystkie lata bycia freelancerem. Teraz plan dnia to coś, czego staram się trzymać, ale ani razu mi nie wyszło. Nie wiem, kiedy będę mogła wrócić do pracy, tak bym czuła się spokojna o Franka. Nie wiem, jak wpłynie na moją pracę taka przerwa. Boję się, że wszystko będę musiała zaczynać od nowa.

Bywa, że myślę, że mogłabym tak długo – że to mógłby być mój świat, dom, dzieci etc. Bywa, że desperacko chcę do pracy już dziś. Nie wiem jak te dwie rzeczy pogodzić, nie wiem jak uciszyć ten głos w środku, który chce więcej. Mówię mu: a może to jest to? Może TO jest wystarczająco dużo?


Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! 
Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku KLIK!, zacząć obserwować mnie na Instagramie KLIK!, podzielić się tym tekstem przy pomocy ikonek poniżej lub zostawić komentarz.
Bez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!



Related Posts