co u nas moim skromnym zdaniem pierwszy rok

Karmienie piersią z mojej perspektywy

Karmienie piersią

Często czytam, że myślało się, że karmienie piersią jest super łatwe i przyjemne, naturalne i w ogóle cudowne, a potem przychodzi czas karmienia i okazuje się, że stajnia Augiasza to mało. U mnie w rodzinie karmienie piersią zawsze było okupione łzami i krwią, cierpieniem i stosami kapuścianych liści, więc od razu nastawiłam się na walkę na śmierć i życie oraz krwawą rzeź. W dziewiątym miesiącu ciąży namiętnie tłukłam kapustę i trzymałam żelazny zapas w zamrażalce.

Mimo wszystko byłam nastawiona na karmienie piersią. I tu po pierwsze – to nie jest wpis o tym, że karmienie piersią jest wspaniałe, a karmienie mlekiem modyfikowanym to zło wcielone. Mam swoje zdanie, oczywiście (a jakże! zawsze mam 😉 ). Decydując się na karmienie piersią brałam pod uwagę właściwości mleka matczynego, własną wygodę i lenistwo, oszczędność (wyszłam z założenia, że po co mam płacić za coś, co mogę mieć za darmo) . Mówię: decydując się, ponieważ naprawdę uważam, że to jest decyzja każdej kobiety. Indywidualna. Można chcieć i móc karmić piersią, można chcieć i nie móc, można nie chcieć. I tyle. Powodów może być milion, ale nie mnie oceniać. Jeżeli kobieta nie chce karmić piersią, bo się boi obwisłych piersi, to ma prawo nie karmić bez wyrzutów sumienia. To jej piersi, jej dziecko, jej wybór. Mogę go rozumieć lub nie, pochwalać lub nie, ale nie mam na niego wpływu i nie mam prawa go oceniać. 

Franek urodził się przez nieplanowane cesarskie cięcie. Byłam pod pełną narkozą, także o kontakcie skóra do skóry mogłam pomarzyć. Później trafił do inkubatora. Zobaczyłam go po czterech godzinach. Gdy próbowałam go przystawić do piersi, usłyszałam po raz pierwszy propozycję butelki („na wypadek, gdyby nie chciał ssać”). I to autentycznie zdziwiło mnie przeogromnie. Po pierwsze spodziewałam się po personelu medycznym większego wsparcia karmienia piersią. Po drugie liczyłam na rady, wskazówki. Nikt nie pomagał mi przy przystawianiu Franka do piersi, nikt nie powiedział, czy dobrze to robię. Bazowałam na wiedzy, którą zdobyłam wcześniej. Pielęgniarka laktacyjna owszem przyszła, ale w trzeciej dobie po porodzie i mówiła bardziej do okna niż do mnie, że najlepiej karmić 6 miesięcy (dla porównania zalecenia WHO mówią o dwóch latach) i że są kryzysy laktacyjne. Po trzecie liczyłam na większe wsparcie, może też na pewnego rodzaju zachętę do karmienia piersią, ale o cokolwiek nie zapytałam, zawsze odpowiedź była jedna: możemy podać mieszankę, kochana!

I znowu:  jeśli kobieta chce karmić dziecko mieszanką, to niech bierze i niech się nie zadręcza wyrzutami sumienia. Ale jeśli nie chce? A słyszy, że może ma mało mleka, że może jest za chude, że cośtam cośtam? Mi zdarzyło się kilkukrotnie musieć odmawiać mieszanki w sposób stanowczy, a panie położne wręcz się temu dziwiły („pospałabyś sobie dłużej kochana po tej cesarce”).


Mam wrażenie, że z tym karmieniem piersią to jest takie społeczne rozdwojenie jaźni. Z jednej strony jest terror laktacyjny („możesz to jeść?”, „masz za mało/za dużo pokarmu”, „masz za chudy/za tłusty pokarm” itp. itd.), ale z drugiej strony – i to był dla mnie na maksa szok – zauważyłam, że jest też parcie butelkowe. 

Począwszy od pań położnych w szpitalu, ale też później, już w domu, wielokrotnie słyszałam, że może on nie dojada, bo płacze (widzieliście kiedyś niemowlaka, który nie płacze?) i że może butelka. 

Innym podejściem było podejście troskliwe. Bo dzieci na butelce dłużej śpią, więc bardziej bym wypoczęła. Wielokrotnie słyszałam, że na butelce jest wygodniej. Wielokrotnie też musiałam odpowiadać na pytania (zadane właśnie takim troskliwym tonem): „a nie chcesz przejść na butelkę?”, „a Ty chcesz tak tą piersią karmić?” I szczerze – nie wiedziałam co mam mówić, na taką sytuację po prostu byłam nieprzygotowana. Bo mi się wydawało, że to ewentualnie kobiety karmiące piersią ciemiężą kobiety karmiące mlekiem modyfikowanym, ja się takich historii nasłuchałam i naczytałam no więc stałam zazwyczaj jak to cielę w malowane wrota wpatrzone, nie wiedząc czy mam mówić takie rzeczy, że mleko matki jest dobre i zdrowe, a może takie, że to moja sprawa i mój wybór, nie mogąc uwierzyć, że takie oczywiste rzeczy trzeba mówić i że kurde ja się nie pytam dlaczego rozmówczynie karmią mieszanką. 


Byli też rozmówcy wrażliwi w innym tego słowa znaczeniu – „ale tak w miejscu publicznym się nie wstydzisz?”, „a jak idziesz na spacer i on zgłodnieje to co”, i znów, że butelką to wiem, za ile będzie głodny, a jak na dłużej jedziemy to pyk myk robimy zgrabnie mieszankę. A piersią – no wiadomo, nigdy nie wiesz kiedy przyjdzie ci nią gorszyć. Dobra, ja się nie znam na karmieniu butelką, bo nigdy przyjemności nie miałam, ale naprawdę tu się chyba zgodzimy – nie da się wygodniej niż piersią. Jeżeli przejdzie się przez okres skrępowania, to autentycznie karmienie piersią jest najwygodniejsze. Jeśli oczywiście ktoś uważa to za argument decydujący w sporze karmienie piersią a karmienie mlekiem modyfikowanym (ja nie).


Mam też wrażenie, że dużo kobiet nie umie, albo nie chce przyznawać się otwarcie, że karmić piersią nie chciały. I znowu: każda z nas ma wybór i ten wybór to jest nasza sprawa. Nie mnie oceniać. Ale wkurza mnie odwracanie kota ogonem i wmawianie mi głupot. Jeżeli ktoś wybrał mieszankę, bądź był do tego zmuszony, nie komentuję tego, ale liczę na to samo w drugą stronę, bo naprawdę nie chce mi się tłumaczyć dlaczego karmię piersią i (oczywiście! must be każdej rozmowy) ile jeszcze zamierzam to robić. 

Publiczne dyskusje o moich piersiach również ucinam na miejscu. Teksty typu: „duże piersi, to i mleka dużo” naprawdę są nie na miejscu. Raz usłyszałam, że ja to muszę mieć jakieś „inne” sutki, bo pani rozmówczyni nie była w stanie karmić, gdyż ją to bolało. A ja, skoro karmię, muszę mieć sutki z żelaza (kto założy ze mną zespół Iron Nipples?). Uwaga: karmienie piersią na początku boli, to nie jest żadne odkrycie. 

Brak podstawowej wiedzy o karmieniu piersią czasem mnie przerażał – w ciąży sceptycznie podchodziłam np. do sztandarowego bloga o karmieniu piersią, trochę za dużo było tam dla mnie radykalizmu, jednak po pewnym czasie zrozumiałam, że niektórzy mają misję dokształcania społeczeństwa, bo mi też zdarzało się usłyszeć kwiatki w stylu: „przestałam karmić po czterech dniach, bo mi tak dziwnie piersi spuchły”.

Nie chcę być laktacyjnym kaznodzieją, rozumiem, że są sytuacje, kiedy mleka nie ma z różnych powodów. Są też sytuacje, kiedy mleko jest, ale chęci brak. Ale bywa też tak, że jest mleko i jest chęć. Jednak w żadnej z tych sytuacji kobieta nie powinna musieć się tłumaczyć! Co ciekawe, najczęściej my kobiety robimy to sobie nawzajem. Matki karmiące mieszanką wypytują te karmiące piersią, karmiące piersią robią sławetny terror laktacyjny tym, co karmią butelką, te co karmią piersią krócej niż pół roku zagadują te co karmią dłużej. Jakby każda odkryła uniwersalny jedyny i najlepszy sposób na macierzyństwo. 

Dużo się trąbi o tym, że każde dziecko jest inne, inne jest jego tempo rozwoju, osobowość, temperament. Ale my rodzice też się od siebie różnimy (i chwała Bogu).


Na zdjęciu ja w niedwuznacznej sytuacji. Palec Franka symbolizuje mój stan umysłu podczas wielu przytoczonych we wpisie rozmów.

Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! 
Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku KLIK!, zacząć obserwować mnie na Instagramie KLIK!, podzielić się tym tekstem przy pomocy ikonek poniżej lub zostawić komentarz.
Bez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!



Related Posts