co u nas moim skromnym zdaniem myślę sobie pierwszy rok

Co robię kiedy moje dziecko śpi

Kiedy rodzi się dziecko, świat wywraca się do góry nogami i nie ma co udawać, że tak nie jest. Oczywiście i Wy i ja posiadamy koleżanki, które chórem wykrzyczą, że tak nie jest, że dziecko to generalnie żadna zmiana, a zorganizowana kobieta nawet nie odczuje, że dziecko jest już na świecie. No więc moje drogie, to jest bujda.


Aczkolwiek możemy oczywiście udawać, że nic się nie zmieniło. Ja do dziecka podeszłam zadaniowo, bo w moim pracoholicznym umyśle jest to jedyne z podejść, które wybieram kiedy nadchodzi kryzys. A dziecko to jest kryzys, chociaż byśmy twierdziły, że jest inaczej. 


Podeszłam więc zadaniowo i przez pierwsze dwa tygodnie życia Franka wstawałam rano i szłam sobie robić perfekcyjny makijaż, a potem ogarniałam dom (głupia ja). Po dwóch tygodniach (szybko, co?) musiałam przyznać: dziecko to jest kryzys (tak poza tematem, kryzys nie zawsze ma znaczenie pejoratywne, a czasem wręcz przeciwnie nawet).

Robiłam wszystko, żeby nie wyszło, że dziecko sprawiło, że nie ogarniam. Na szczęście puknęłam się szybko w głowę. Teraz pozwalam sobie trochę nie ogarniać. Nie żyjemy w syfie, gary w zlewie w normie (nie wysypują się), ale ogarnianiem nie zajmuję się, tak jak wcześniej, gdy dziecko śpi. Ogarniam razem z dzieckiem, tyle ile się da (czasem się nie da), wielokrotnie to, że mamy obiad zawdzięczamy chuście:) Wiem, że dużo z tych rzeczy jest możliwe głownie dlatego, że dziecko posiadam jedno aktualnie i to w wieku, kiedy ja odkurzająca lub myjąca podłogę, jawię mu się niczym zabawka Fisher Price niemalże.

Kiedy dziecko śpi jest mój czas na regenerację. Robię to, na co mam ochotę, zazwyczaj rzeczy, które mają za zadanie zbliżyć mnie do ludzi dorosłych, czytam książki, ogarniam bloga, ogladam filmy i seriale. To jest mój czas i korzystam sobie z niego jak chcę, nie uczestnicząc w wyścigu na perfekcyjną panią domu ani w konkursie na zajechanego roku. Mam te swoje trzy razy po 40 minut dziennie i wara od tego. 

Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! 
Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku KLIK!, zacząć obserwować mnie na Instagramie KLIK!, podzielić się tym tekstem przy pomocy ikonek poniżej lub zostawić komentarz.
Bez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!



Related Posts

  • Popieram. Ja przynajmniej jedną drzemkę staram się przeznaczyć na swoje przyjemności. No i staram się wszystko ogarnąć do wieczora, żeby mieć czas dla siebie jak Franek idzie spać.

  • też się staram, bardzo rzadko wychodzi, ale konsekwentnie nie robię nic po tym jak Franek zaśnie. Oglądam z mężem seriale 🙂

  • Anonimowy

    ja generalnie aż na taką bezczynność nie mogę sobie pozwolić, bo przed ciążą byłam właśnie perfekcyjną panią domu i mąż przyzwyczaił się do tego aż zanadto 🙂 więc jak jeden dzień nic nie robię, to przychodzi z pracy się złości 😛

  • Anonimowy

    Witam mam tak samo. Jak moje dziecko śpi to jest mój czas i nikt nie może mi powiedzieć "zrób jak mala śpi ". Nigdy nie byłam PPD , za to mój partner owszem ale po kilku godzinach spędzonych sam na sam z córką odpuścił ile mógł sobie pozwolić bo sam nic w domu nie zrobił jak jej pilnował. Żyjemy więc szczęśliwie i córka zadowolona i my ��pozdrawiam

  • I o to chodzi! Naprawdę nie o czysty dom, tylko o to by wszyscy byli szczęśliwi!

  • Anonimowy

    A u mnie to się nawet gary wylewaja czasem i co z tego. Od kiedy moje dziecko je lyzeczka zdarza się że i czystej brakuje i trza myć na bieżąco. Tylko o tym nikt nie mówi głośno i potem biedne młode mamy myślą że nie domagają. Jak moje dziecko śpi w ciągu dnia ja… śpię też i jest mi z tym super!

  • Dokładnie – nikt o tym nie mówi głośno, a wręcz przeciwnie, większość znanych mi klobiet mówi: "a u mnie nie, u mnie zawsze czysto i obiad o 12:00 gotowy", i tak jak mówisz – młode mamy później myślą, że nie domagają. Dzięki za ten komentarz!

  • Anonimowy

    Ja też tak panikowalam przez pierwszy miesiąc, na rzesach stawalam żeby wszystko na czas gotowe było ale pewnego pięknego dnia coś we mnie pękło…przyznała się przed sobą ze nie daje rady,że jak tak dalej pójdzie to najbardziej ucierpi syn ma którym odbijalo się moje zmęczenie i frustracja:( i odkąd odpuscilam jest idealnie, dziecko szczęśliwe,mąż zadowolony,w domu też zrobione ,może nie na czas ale zrobione A pora spania Mikołaja to dla mnie czas święty 🙂 nie robię nic i dobrze mi z tym (chociaż dopiero niedawno pozbylam się wyrzutów sumienia z tego powodu)

  • Czasem myślę, że chciałam coś komuś udowodnić, nie wiem, pokazać, jak świetnie sobie radzę. Ale po pierwsze nic nikomu nie muszę udowadniać, a po drugie dowodem na to, że sobie radzę, nie jest pusty zlew, ale moje szczęśliwe dziecko:)