co u nas moim skromnym zdaniem myślę sobie

Zazdrość


Miałam wielkie postanowienie, że od dziś będzie trochę inaczej, zmieni się moje nastawienie, przestanę narzekać, zacznę robić rzeczy, a nie marudzić. Bo ja jestem ostatnio, proszę Państwa, malkontentem. No cóż… dzień rozpoczął się raczej depresyjnie, znów z powodu niewyspania. Niestety nagromadziło mi się, niedobór snu daje się we znaki. Najgorzej, że odbija się to na mojej cierpliwości i tego żałuję najbardziej. Mam też wrażenie, że ludzie wokół mogą mieć mnie dość, bo tylko chodzę i smęcę.

Patrzę na innych i czuję zazdrość, wszyscy robią wszystko, świetnie wyglądają, mają pasje, uprawiają sporty, znajdują na wszystko czas, ich doba jakoś mieści te wszystkie rzeczy, moja zdaje się mieścić tak niewiele. 

Stale próbuję się jakoś lepiej zorganizować, wychodzi jak wychodzi. Brak efektów na tym polu przekłada się na moje samopoczucie. Więc chodzę i smęcę, a inni tacy radośni i optymistycznie na wszystko patrzący. Zazdrość.


Dziś jestem na nogach od 4:30. Od 4:30 do 11:30 moje dziecko spało pół godziny. Jest niewyspany, marudzi, nie wiem już, co wymyślać. Postanawiam wyjść na spacer, może zaśnie w wózku. Na oparach sił i cierpliwości próbuję zebrać nas na spacer, co jest trudne, bo gdy próbuję Franka nawet na chwilę położyć, zaczyna płakać. I nie chce zjeść, a fajnie jakby zjadł przed wyjściem. Udało się go ubrać w kombinezon, czego szczerze nienawidzi, a tu jeszcze kupa, i od nowa. W pośpiechu ogarniam siebie, na to zazwyczaj czasu braknie. W końcu wychodzimy, trzy rundy wokół wsi… zasnął.

Mam ochotę położyć się w koszu pod wózkiem i też zasnąć. Kawa przestaje działać, oczy mi się kleją. 

Idę do naszego wiejskiego niby-parku, siadam, oczy zamykam, wystawiam łeb do słońca. Chwila spokoju, relaksu, wdech wydech, ładowanie baterii, witamina D. Wyciągam książkę, poczytam chociaż chwilę, bo męczę tego nowego Kinga już dwa miesiące. 

Mija mnie kobieta z dzieckiem, widzę jej niewyspane, mętne spojrzenie, rozpoznaję w niej towarzyszkę w trudach dnia codziennego, ale w jej spojrzeniu jest jeszcze coś. Patrzę uważniej i… oczom nie wierzę, bo w jej oczach widzę zazdrość. Ona zazdrości MI.

Przez chwilę widzę siebie jej oczami, jej dziecko marudzi, ciągnie ją za rękę, nie ma czasu usiąść w parku i delektować się jesiennym słońcem. Ona widzi mnie, jak siedzę i czytam książkę, nie widzi kontekstu, nie wie, co robiłam wcześniej. Widzi mnie zrelaksowaną, czytającą książkę, z dzieckiem błogo śpiącym.

Te małe chwile, mini skrawki, które widzimy u innych, które budzą naszą zazdrość, niewiele mówią o tym, jak ktoś doszedł do tych rzeczy. Widzę zdjęcia mojej koleżanki z maratonu i zazdroszczę jej, jednak nie widzę tych wszystkich poranków, kiedy wstawała przed pracą chociaż jej się nie chciało, tych wszystkich wyrzeczeń. Ta zazdrość przysłania nam też to, co sami mamy, nie pozwala nam doceniać takich zwykłych chwil jak ta moja w mini parku. Niby taka oczywista myśl, ale jakoś tak mnie uderzyła.                                  

Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! 
Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku KLIK!, zacząć obserwować mnie na Instagramie KLIK!, podzielić się tym tekstem przy pomocy ikonek poniżej lub zostawić komentarz.
Bez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!



Related Posts