co u nas moim skromnym zdaniem myślę sobie

No chwyć ten moment!

Niedziela. K. w domu, więc mi trochę lżej, nawet wyrwałam się na promoszkę do Rossmanna, po drodze jeszcze zakupy, wow byłam poza domem z godzinę jakąś, a od razu inaczej, inne powietrze w głowie. Wracam, tacham te torby na górę, i zastaję moich chłopców na kanapie, oglądających telewizję. 


Siedzą bez słowa, przytuleni, Franko nie wierci się, nie marudzi. I pomyślałam, że mam tak mało takich chwil z moim dzieckiem, mimo że spędzam z nim całe dnie. A bo tu trzeba posprzątać, a bo obiad, a trochę blog, prasowanie, nocnikowanie, pierdyliard małych rzeczy. 

I sobie myślę, że mój mąż tak umie. A ja nie. Trochę się na niego o to zawsze wkurzałam. No bo jak to, se siedzi, nie ma na głowie prania i sprzątania, o nie, on nie musi o tym myśleć, bo ja mam to na głowie, no przecież, że ja, jak ja nie zrobię, to nie jest zrobione, bla bla bla. 

Ale on tak umie, usiąść na chwilę i w tej chwili być. To nie znaczy, że nic nie robi cały dzień, nie. On po prostu jak robi, to robi, a jak odpoczywa, to odpoczywa. A ja głupol, jak robię to robię, a jak odpoczywam, to myślę o tym, co mam jeszcze zrobić. Multikino w głowie. 

I nie wiem, jak to zmienić, czy to się w ogóle da zmienić, bo wiem, że to jest też przyczyna mojego smęcenia i zmęczenia, że ja to ciągle spięte poślady i w ogóle.

Pamiętam, że jak byłam na pierwszym roku studiów do drzwi mojej stancji zapukała kobieta chora psychicznie. Otworzyłam, a ona powiedziała: „Pani! Nie ma leżenia! Trzeba robić, robić, rooooobiiić!!!”

Ja nie wiem, czy to klątwa jakaś była, ale tak bez kitu zaczęło wyglądać moje życie, że ja ciągle z małym motorkiem w tyłku popitalam. No i fajnie, trochę to lubię, ale jak się wyłącza taki motorek? Nie wiem. 

Więcej moich przemyśleń pisanych z większym lub mniejszym przymróżeniem oka znajdziesz tutaj:

W efekcie nawet jak odpoczywam, to nie odpoczywam. Jak wieczorami siadam na kanapie, mamy film oglądać, zanim zaczniemy, wstaję 5 razy, bo to jeszcze przynieść, a to pralkę wstawić, gdzie są moje okulary, a w sumie jak siedzę, to sobie paznokcie pomaluję, weź kochanie na stop. Znacie to?

A tu mój mąż siedzi sobie z Frankiem na tej kanapie, telewizję sobie oglądają i ja widzę, że oni nie myślą nic. Że oni po prostu sobie są. Tak blisko. 

Nie rozpakowałam zakupów. Usiadłam koło nich.

                                                                                  
Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku  (tam piszę śmieszne rzeczy, a czasem trochę smutne, albo po prostu zwykłe) zacząć obserwować mnie na Instagramie (tam jest dużo zdjęć i one nie są jakieś ładne, bo trochę nie umiem ich robić), podzielić się tym tekstem przy pomocy poniższych ikonek lub zostawić komentarzBez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!

Related Posts