dla dziecka Dziecko FAQ otulacze otulacze wełniane pieluchy wielorazowe pieluszki wielorazowe recenzje recenzje pieluch

O tym, jak pokochałam otulacze wełniane


Na otulacz wełniany skusiłam się, kiedy pod tym wpisem pojawił się komentarz, że otulacze z wełny to „Bentley wśród pieluszek wielorazowych”. Słyszałam o nich wcześniej, jednak trochę odstraszała mnie opcja rzadkiego prania, bo chyba trochę niehigienicznie, bo trzeba prać w rękach i jeszcze jakieś lanolinowanie do tego. No ale Bentley to Bentley, trzeba spróbować.


To, co trochę ochładzało moje zapędy to właśnie to pranie – a właściwie nie-pranie. No bo wełniaczki pierze się, moi drodzy, raz na trzy tygodnie, mniej więcej. I to pranie (ręczne!) to właściwie lekkie opłukanie, przepłukanie w wodzie z płynem do wełny.

Wełna posiada pewne tajemnicze właściwości – jest antybakteryjna, ciężko ją zabrudzić, jest bardzo oddychająca. Zimą ogrzewa, latem chłodzi, a przede wszystkim przepuszcza dużo powietrza. Brzmi świetnie, ale bardzo ciężko było mi się przekonać, że pranie raz na trzy tygodnie jest higieniczne. 

Dlaczego nie można prać w pralce? Ponieważ wełna nie lubi nagłych zmian temperatur, mogłaby się zmechacić. No i teoretycznie nie ma potrzeby – bo sama się oczyszcza.

Mój otulacz od Wełniastych mam cztery tygodnie, prałam go raz. Po trzech i pół tygodnia. W sensie ręcznie przepłukałam. I tyle. Nic mu nie dolega, nie śmierdzi, jest dalej mięciutki, jak nowy. Naprawdę nic się z tym nie dzieje i przede wszystkim nie jest to „świniarskie”, bo z takim określeniem nawet raz się spotkałam 🙂 No więc świniarskie nie jest z pewnością 🙂

Jak to wygląda w praktyce?

Otulacz przy zmianie pieluchy jest zazwyczaj odrobinę wilgotny od środka, należy go wyłożyć gdzieś, by przesechł i się przewietrzył. I tyle. Finito.

Jeżeli zdarzyło nam się, że otulacz bardzo przemókł, najlepiej przepłukać w ciepłej, ale nie gorącej wodzie (najlepiej około 30 stopni, tak by zmiana temperatury z pokojowej nie była zbyt duża). Wyciskamy w ręczniku i zostawiamy do przeschnięcia. 

Jeśli pieluszka jest zabrudzona (wiadomo po czym) – to co się da, spłukujemy, pieluszkę pierzemy ręcznie w wodzie z dodatkiem płynu do wełny, płuczemy, wyciskamy w ręczniku, zostawiamy do wyschnięcia. Ja za pierwszym razem zaprałam otulacz mydełkiem na plamy Dr. Beckmann. Ale ponoć się tego nie zaleca – lepiej używać mydła galasowego lub sprayu do wełny, bo otulacz może się zmechacić. Mi się nie zmechacił. 

Jeżeli nie trafią nam się większe zabrudzenia możemy prać otulacz w ten sposób raz na dwa, trzy tygodnie.

Z otulaczami wełnianymi związane jest jeszcze jedno hasło, które wielu trochę przeraża – LANOLINOWANIE. No więc, po jakimś czasie otulacz wełniany może zacząć nam przeciekać. Oznacza to, że otulacz potrzebuje kuracji lanolinowej. Chodzi o to, że wełna co jakiś czas (dwa, trzy miesiące) traci swoją chłonność i należy ją zaimpregnować. Używamy do tego zwykłej lanoliny, którą możemy kupić w aptece lub sklepach pieluszkowych np. na welniaste.pl.

W misce należy rozrobić we wrzątku lanolinę i płatki mydlane, czekamy, aż woda będzie letnia i moczymy w niej otulacz kilka godzin. Następnie płuczemy, odciskamy i suszymy. Tyle. Proporcje na kurację lanolinową można znaleźć w internetach różne, do mnie najbardziej przemawiają te – pół litra wrzątku, pół łyżeczki lanoliny, trochę płatków mydlanych – rozrabiamy i dolewamy do 2 litrów letniej wody. Czekamy, jeśli woda jest za gorąca. Gdy temperatura jest „letnia”, wkładamy tam otulacz.

Kiedy otulacz do mnie przybył, od razu uderzyła mnie jego miękkość, nawet bardzo miękkie i dopasowujące się otulacze z PULu mogą się schować. Wełna kojarzy się z czymś szorstkim, niemiłym w dotyku, jak to taką wełną do pupy niemowlęcej? Nic bardziej mylnego – ten otulacz sprawia, że chcesz się do niego przytulić.

Otulacze wełniane są naturalne, dlatego wiele osób, które stosują wielopieluszki ze względów ekologicznych, z czasem przenoszą się na wełniaki. Pranie ręczne raz na jakiś czas jest także oszczędne, dlatego wełniaki to też kusząca opcja dla ludzi, którzy wielopieluchują z przyczyn ekonomicznych. Ja nie jestem ani stuprocentowo pro ekologiczna ani pro ekonomiczna. Moje powody, dla których stosuję wielorazówki to raczej mieszanina – ekologii, ekonomii, tego, że pieluchy wielorazowe świetnie się sprawdziły w walce z odparzeniami u Franka. Miałam też w sobie niezgodę na wydanie tyle kasy pampersy – czyli na coś, co później byłoby kupą śmieci tylko.

To wszystko swoją drogą. Ale powiem Wam: nikt i nic nie jest w stanie opisać pupy dziecka po zdjęciu otulacza wełnianego. To jest po prostu pupa – która wygląda, jak po półgodzinnym wietrzeniu. Otulacze PULowe oczywiście też poprawiły wygląd delikatnej pupy Frankowej, ale otulacz wełniany… to jest rzeczywiście Bentley w tej kategorii.

Jedyny minus – przy ruchliwym Franku trochę ciężko jest zamontować otulacz z wkładami, ponieważ nie ma żadnych zakładek, które blokowałyby wkłady. Dlatego najlepiej zaczęły sprawdzać mi się formowanki do tego otulacza. Troszkę też brakuje mi kolorków i wzorków, w porównaniu z otulaczami z PULu. Ale miękkość i przepuszczanie powietrza wiele rekompensują. 


Wpis powstał przy współpracy z firmą Wełniaste.

Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! 
Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku KLIK!, zacząć obserwować mnie na Instagramie KLIK!, podzielić się tym tekstem przy pomocy ikonek poniżej lub zostawić komentarz.
Bez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!



Related Posts