BLW BLW krok po kroku Dziecko FAQ posiłki dla niemowląt rozszerzanie diety

BLW – czyli no dobra, ale co on je?


Na naszym froncie z BLW przygoda trwa, chociaż na początku nie zakładałam bycia takim „ortodoksem”, rzeczywiście odkąd zaczęliśmy, poza schemat BLW nie wyszliśmy. 


Internety są pełne dzieci jedzących według zasad BLW, a przed nimi zazwyczaj marchewka i brokuł. Przy okazji Świąt pojawiło się pytanie: „ok, ale co on je?” i rzeczywiście ta marchewka i brokuł są rozwiązaniem bezpiecznym, jednak nie samą marchewką i brokułem bobas żyje 🙂

Jednak od początku – rzeczywiście owa marchewka i brokuł były Frankowym pierwszym posiłkiem. Jadł je – marchewka pokrojona w słupki około 4-5 cm, brokuł w postaci różyczek – przez 3 dni, żebym mogła zobaczyć, czy dzieje się coś niepożądanego. Do każdego posiłku podawałam Frankowi wodę w kubku niekapku. Zaczął go używać dość szybko, bo po 2 dniach.

Jako że wszystko było w porządku, po trzech dniach wprowadziłam kolejne warzywo – ziemniak. Wszystkie warzywa gotowałam na parze, bez żadnych przypraw. Zależało mi, by Franek poznał ich kolory, kształty, smaki. 

Po pięciu dniach podałam mu owoce – gruszkę i jabłko, również pokrojone w słupki, jak marchewka. Z gruszką miał problem, była zbyt śliska. Chwytał wtedy całymi piąstkami, a jadł tylko tę wystającą z piąstki część. 

U nas było o tyle łatwo, że Franek od razu zrozumiał, o co w tym jedzeniu chodzi. Większość warzyw chwytał bezproblemowo i celował prosto do buzi. Czasem się krztusił, jednak dopóki widziałam, że kaszle i próbuje sobie poradzić, nie reagowałam – mając w głowie radę położnej – dopóki dziecko próbuje odkaszlnąć, próbując mu pomóc, możemy bardziej zaszkodzić.

W międzyczasie zdarzył się nam jeden dzień z bolącym brzuchem i wzdęciami – to był wieczór po podaniu pierwszy raz ziemniaka. Podałam uchowany gdzieś z czasów Frankowej kolki Bobotic i minęło. Na wszelki wypadek przez pewien czas nie eksperymentowaliśmy z ziemniakami. Jednak po około tygodniowej przerwie Franek wsunął ziemniaka i nic mu nie było. Myślę więc, że ten epizod spowodowany był po prostu wprowadzeniem pokarmów stałych, a nie konkretnie ziemniakiem.

Po tygodniu wprowadziłam buraka i korzeń pietruszki, po 9 dniach fasolkę szparagową, a po 11 dniach kalafior. Dałam mu też do spróbowania skórkę od chleba i żółtko jaja – z tym ostatnim był problem z chwyceniem.

Jeżeli chodzi o rozszerzanie diety istnieje pełno teorii. Bardzo wiele z nich podaje, kiedy konkretnie wprowadzać różne produkty. Jednak, kiedy zagłębiałam się w temat, ilość wiedzy mnie przytłoczyła. Musiałam to sobie okroić. Trochę tak mam, że lubię ograniczać natłok informacji do minimum, żeby nie oszaleć. Pamiętam na studiach taki jeden ogromny egzamin, do którego trzeba było przeczytać miliony stron materiału (no dobra, trochę przesadzam, ale uwierzcie – było tego sporo) i żeby nie zwariować od nadmiaru wiedzy kupiłam sobie 16-sto kartkowy zeszyt i postanowiłam, że cokolwiek mi się do niego nie zmieści, tego się nie uczę. Podobną taktykę zastosowałam w przypadku BLW.

Postawiłam na książkę „Bobas Lubi Wybór” KLIK! , autorstwa Gill Rapley oraz Tracey Murkett. Wymieniono tam produkty, których powinno się unikać na początku rozszerzania diety. Poniżej 12 miesiąca życia nie powinno się dziecku podawać:

– grzybów
– wywarów mięsnych i z kości
– miodu
– mleka krowiego
– produktów bardzo słonych (na przykład feta, produkty wędzone)
– cukru i dań słodzonych cukrem

Dodatkowo postanowiłam nie podawać orzechów, kakao i produktów dla mnie na logikę nie dla dziecka (w tym ku zdziwieniu niektórych jogurtów inne niż naturalny, soczków, flipsów i innych dziwnych rzeczy).

Stosując BLW nie musimy patrzeć na kolejność wprowadzania produktów, nie obowiązują nas te ramy, co przy rozszerzaniu diety metodą papek od 4 miesiąca. Ja jednak dawałam na początku delikatne, gotowane warzywa oraz „bezpieczne” owoce. 

Z czasem i mi i Frankowi zaczęło się to nudzić. Postanowiłam, że czas na jakieś dania. 

Nie jestem mistrzem kuchni, trochę nie mam cierpliwości, nie miałam też w sobie zgody na spędzaniu aż tylu czasu na gotowaniu, by przygotowywac kilka obiadów – osobno dla nas, osobno dla Franka. Postanowiłam, że będziemy gotować wspólne obiady – to znaczy, że dostosuję nasze obiady do tego, co i w jaki sposób Franek może jeść. 

W praktyce oznaczało to znaczną redukcję soli, musiałam więc zaopatrzyć się w inne przyprawy, by potrawy nie wychodziły mdłe. Od tego czasu w naszej kuchni króluje tymianek, imbir, rozmaryn, gałka muszkatałowa, czubryca i inne pyszności, których wcześniej używałam tylko sporadycznie. 

Zaopatrzyłam się w dwie książki kucharskie: Książkę Kucharską Bobas Lubi Wybór (KLIK!) napisaną również przez Gill Rapley i Tracey Murkett, a także Ala’antkowe BLW (KLIK!) autorstwa Joanny Anger i Anny Piszczek.

Wiele z tych przepisów nie nadaje się dla dziecka poniżej 12. miesiąca życia, ze względu na obecność niektórych składników (na przykład miód), jak i sposób podania (na przykład zupa). Jednak na bazie niektórych przepisów zaczęłam tworzyć coś, co i my i Franek możemy zjeść.

W ten sposób dokładnie 17 dni po rozpoczęciu rozszerzania diety Franek zjadł swoje pierwsze spaghetti – makaron razowy (podałam świderki, by łatwiej było chwycić) oraz sos z selerem naciowym, marchewką i pomidorami plus przyprawy czyli tymianek, bazylia i oregano. Sosu było niewiele, tak by tylko oblepił makaron, by Franek mógł bez problemu go chwycić.

Nie podaję też Frankowi produktów smażonych – kotlety zapiekam w piekarniku – na przykład kotlety z soczewicy, które Franek jadł, kiedy skończył 7 miesięcy.

Od 7. miesiąca Franek je również śniadania – najczęściej chleb lub grzanki z masłem albo z jakąś pastą na przykład pastą z awokado.

Jeżeli przygotowuję dla mnie i dla męża obiad z produktów, które Franek może jeść, staram się dostosować go do Franka – pod kątem braku soli czy sposobu podania, tak by łatwo mu było chwycić. Jeśli jemy coś, czego Franek nie może, podaję mu warzywa na parze lub zapiekane z przyprawami w piekarniku.

Od paru dni Franek je trzy posiłki dziennie – śniadanie, lunch, na który podaję mu zazwyczaj owoce albo chlebek ryżowy, oraz obiad. Wszystkie posiłki jemy wspólnie.

Nasza przygoda trwa i jesteśmy bardzo zadowoleni z tego sposobu rozszerzania diety. Ja, że wreszcie jem spokojnie posiłki, Franek, że ma przy tym dużo wolności. Możemy chodzić razem do restauracji, czy na gościnę – zawsze uda nam się wygospodarować coś z potraw, które zamówimy czy dostaniemy, co Franek również może zjeść. 

Widzę, że rzadziej się krztusi i coraz lepiej radzi sobie z chwytaniem. Jemy spokojnie w bezstresowej atmosferze. Są dni, że Franek je więcej, są też takie, że je mniej lub tylko bawi się jedzeniem – nie stresuję się – póki co jego głównym posiłkiem jest mleko. 

Oczywiście, każdy decyduje się na taki sposób rozszerzania diety, który pasuje mu bardziej – zarówno dorosłemu, jak i dziecku, niemniej jednak u nas BLW sprawdziło się w 100 %.

Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! 
Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku KLIK!, zacząć obserwować mnie na Instagramie KLIK!, podzielić się tym tekstem przy pomocy poniższych ikonek lub zostawić komentarz.
Bez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!


Related Posts