1% podatku moim skromnym zdanie moim skromnym zdaniem myślę sobie

Niech ten blog po coś jest!


Kiedy Franek się urodził, w drugiej minucie stracił oddech. Trzy minuty był reanimowany. Dostał pięć punktów w skali Apgar. Teraz mogę powiedzieć – wszystko dobrze się skończyło. Ale był czas kiedy cholernie się bałam. Teraz, z perspektywy czasu, wiem, że tych chwil było ledwie kilka. Nie wyobrażam sobie… wielu rzeczy sobie nie wyobrażam.


I najgorzej jest chyba (czy naprawdę można w takich sytuacjach stopniować źle – gorzej – najgorzej?) jeśli przechodzi się przez całą ciążę wzorowo, a potem wszystko się wali. Bo nagle w 35. tygodniu ma się skurcze i rozwarcie i się rodzi. Dziecko, synka, 47 cm, 2430 g. I jeszcze nie jest najgorzej – bo dziecko oddycha samodzielnie i teoretycznie nic mu nie jest poza wcześniactwem. 

I nagle po dwóch dniach zaczynają się podejrzenia – przerost tkanki łącznej po prawej stronie, a może to zakrzepica? Pierwszy transfer do innego szpitala, potem kolejny. Zakrzepicy nie potwierdzono, ale może to zespół Struge – Webera (naczyniakowatość mózgowo – twarzowa)? Bo dlaczego jest taki czerwony i siny? I wtedy też nie jest najgorzej, bo nagle wysyłają Was do domu na Święta. Nie może być źle skoro wysyłają do domu.

Ale wracacie i okazuje się, że jest źle, że wyniki wątrobowe są straszne, że trzeba robić transfuzję. I robią rezonans i okazuje się, że tak – że są naczyniaki w mózgu. I spędzacie dwa miesiące w szpitalu, śpicie na ziemi pod łóżeczkiem, jecie na schodach, nie ma jak zrobić herbaty, a przez pękniętą szybę hula wiatr. I przychodzi taka pani doktor, co to się zna, i mówi, że bez sensu, że dziecko jest chore, tak chore, że nie wiadomo, czy będzie żyć. I że lepiej oddać je do hospicjum już teraz.

Ale wtedy też nie jest najgorzej. Bo wypisują Was do domu i widzicie, że dziecko się rozwija, rośnie, gaworzy, uśmiecha się i patrzy tak mądrze… ale nagle widzicie, że głowa mu urosła, tak nieproporcjonalnie, i okazuje się, że to wodogłowie, i że rehabilitacja. 

I wtedy jeszcze też nie jest źle. Rehabilitacja pomaga. Jednak od ciśnienia w głowie pojawia się padaczka. Trzeba wstawić zastawkę komorowo – otrzewnową. Dziecko przechodzi operację w wieku 8 miesięcy. Po operacji dochodzi do niewydolności oddechowej, a lekarze nie reagują. Nie widzą w Waszym dziecku tych szans, które Wy widzicie. Pielęgniarki wzywają zespół reanimacyjny. 

Próbują dobrać leki na padaczkę. Za długo. I przez te napady wszystko się cofa. I to jest najgorzej. Widzieliście już postępy swojego dziecka. Widzieliście je, jak chodziliście z nim po pokoju, jak pokazywaliście mu jego ulubione okrągłe rzeczy – zegary, obrazki, babcine zielone filiżanki. I tego nie ma. Najgorzej jest wtedy, kiedy ktoś daje, obiecuje i odbiera. 

Ale Wy się nie poddajecie. I to przynosi efekty.

To nie jest historia o wyimaginowanych ludziach. To opowieść o dzielnych rodzicach Szymka – Patrycji i Łukaszu. Z Patrycją znam się od liceum. Jej synek, Szymon urodził się 22 listopada 2011 roku jako wcześniak. Jego ciało w 80% pokrywają naczyniaki, ma wodogłowie, padaczkę lekooporną, jaskrę, niedowład lewej strony ciała. 

Szymon ma wspaniałych rodziców, jednak oni potrzebują Waszego wsparcia – koszty leków, rehabilitacji, laseroterapii są zbyt duże, by można było sobie poradzić samemu. Chcesz pomóc? Przekaż 1% podatku. Wyślij cokolwiek. I prześlij ten wpis dalej. Niech ten blog po coś jest.
























Puść ten wpis dalej!

Related Posts