czas wolny dla mamy gry gry dla dorosłych gry dla dzieci gry na imprezę gry planszowe moim skromnym zdaniem recenzje

Rodzice po godzinach


Czas wolny, odstresowanie się, wieczór we dwoje czy ze znajomymi – te hasła nabrały trochę innego znaczenia odkąd urodził się Franek. Ale dzięki temu odkryłam kilka nowych sposobów na spędzanie czasu ze znajomymi czy relaks z mężem 🙂


Odkąd urodził się Franek, nie wyszliśmy z domu bez niego – w sensie wieczorem, ja i K. razem. Zawsze któreś z nas zostaje z dzieckiem. Więc szalone imprezy odpadają. 

Już w ciąży odkryłam, że niepicie alkoholu sprawia, że na imprezach, spotkaniach, domówkach, zaczyna mi się po prostu nudzić. 

Na początku spoko, gadka szmatka, trochę pojem, trochę potańczę, ale potem wszyscy zaczynają odlatywać na swoją planetę, a ja powoli się oddalam – trochę nie nadążam za żartami, trochę nie łapię niektórych tekstów – no cóż, alkohol rządzi się własnymi prawami. 

Po drugie, zaczęłam się czuć senna, dużo wcześniej niż kiedyś, kiedy piłam. Kawa nie pomaga, poza tym nie chcę pić jej jakichś niesamowitych ilości.

Na jednej z domówek koleżanka wyciągnęła grę Taboo. Odkryłam, że ja po prostu muszę coś na takich spotkaniach robić! Od tej pory planszówki są nieodłączną częścią naszych spotkań ze znajomymi. I trochę rekompensują mi brak wina 🙂

Ostatnio z K. odkryliśmy grę Dobble i jesteśmy nią zachwyceni (bo właśnie kończymy ostatni sezon Sons of Anarchy i powoli nie mamy co robić, a w Taboo nie bardzo się gra w dwie osoby).

To właściwie nie jest planszówka, ale gra karciana, przeznaczona dla 2-8 graczy powyżej 6. roku życia. Zasady są banalnie proste, a to co się liczy, to refleks i spostrzegawczość (coś, co ostatnio muszę ćwiczyć, bo mój mamowy mózg lubi zamulać).

W małej puszce (bardzo poręcznej, można zabrać ją do znajomych, czy na spacer i gdy będzie ciepło grać w plenerze) znajduje się 55 kart. Na każdej z nich jest po 8 symboli.


Tak naprawdę Dobble to nie jedna, lecz pięć minigier – można rozgrywać je po kolei, lub wielokrotnie jedną, tę, która najbardziej przypadła nam do gustu – to fajny pomysł, bo nadaje dynamiki grze (jeżeli wykorzystamy ją na imprezie, z pewnością nikt się nie zanudzi).

My najbardziej polubiliśmy minigrę o nazwie „Studnia”, która działa trochę na zasadach karcianej gry „Makao”. Każdy z graczy ma karty, które skrywa przed przeciwnikiem. Po środku leży jedna odkryta karta, do której gracze po kolei dokładają swoje karty – warunek jest jeden – trzeba znaleźć wspólny symbol między kartą leżącą  na stole, a naszą, którą chcemy dołożyć. Wygrywa ten, który pozbędzie się wszystkich kart.

A Wy ? Gracie w planszówki? Napiszcie, jakie są Wasze ulubione! Chętnie poznam coś nowego.

Wpis powstał przy współpracy z marką Rebel.




Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! 
Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku KLIK!, zacząć obserwować mnie na Instagramie KLIK!, podzielić się tym tekstem przy pomocy poniższych ikonek lub zostawić komentarz.
Bez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!

Related Posts