Dobre bo polskie milovia otulacze pieluchy wielorazowe pieluszki wielorazowe recenzje pieluch wkłady

Milovia – I love you


Jeśli ktoś jest zainteresowany pieluchami wielorazowymi, z pewnością słyszał o pieluchach polskiej firmy Milovia. Ja pierwszy raz spotkałam się z tą firmą na początku wielopieluchowania, kiedy jeszcze kompletowałam moją wielopieluchową wyprawkę i kupowałam niektóre rzeczy na bazarku na Facebooku. Byłam pod niesamowitym wrażeniem, że pieluchy tej firmy nie schodzą z ceny – używane kosztują około 50 zł (nowe 72-79 zł).


To było w czasach, kiedy uważałam, że wszystkie pieluchy są sobie równe (nie są) i nie ma sensu płacić tyle pieniędzy za zwykły otulacz (jest, jest!).

Mam koleżankę (buziak dla Zosi!), która również używa wielorazówek (i też jest trochę ich psychofanką, jak ja). No więc owa koleżanka posiadała kilka pieluszek Milovia. Pamiętam, że oglądałam je u niej, no i spoko, fajne wykonanie, prześliczne wzory, ale żeby aż taki szał? Ona twierdziła, że (cytuję): „Milovia I love you”. Ja przekręcałam sceptycznie głowę na bok. No bo kurde. Zwykły otulacz. 

Pytam jej: „Ale dlaczego? Co w nich jest takiego super?”. A Zosia na to, że właściwie to nie wie, one są po prostu, no takie są super. Trzymają, tak się dopasowują, takie fajne są. No.

Nie przekonało mnie to zupełnie. Nie wiedziałam wtedy, że właściwie pół roku później będę wypowiadać podobne zdania, w sumie bez ładu i składu, na pierwszy rzut oka, do innej mojej wielopieluchowej koleżanki.

Bo otulacz Milovii, który mam od około miesiąca to jest (uwaga, mówię poważnie) mój najulubieńszy otulacz, jaki obecnie posiadam (nie wliczam wełniaczków, bo to inna kategoria w moim wielopieluchowym mózgu). To jest otulacz, który zakłada się dziecku w biegu, na stojaka nawet, i tam wszystko styka i ładnie przylega, i się dopasowuje. I tego się nie da w sumie opisać. Bo Zosia miała wtedy rację. To jest po prostu super otulacz, mimo że wygląda jak każdy inny, jest jakiś taki – no. Po prostu Milovia – I love you.



Pupa w nim jest nienapchana , nawet jak dam dwa wkłady Milovii, mniejszy i większy, pupa wciąż jest mała.

Otulacz technicznie przedtawia się następująco – PUL jest miękki, mamy dwie zakładki, pod które wsuwamy wkład – zakładki od spodu sa obszyte nieprzemalanym PULem, a od strony pupy mamy polarek (trochę siękulkuje, ale to ponoć norma w Milovii, zupełnie nie wpływa na użytkowanie). 




Lubię, jak te zakładki sa polarkowe, bo chyba milej miec przy skórze polarek niż PUL, a po drugie polarek jeszcze wciągnie ewentualną wilgoć, która by się tam dostała. Podobnie polarkowe zakładki mają Ekomajty, ale nieobszyte PULem od spodu (mniej sztywne). Zakładki w Milovii trzymają bardzo dobrze – u nas ostatnio jest problem z otulaczami, bo Franek się wierzga przy zmiani8e pieluchy i potrafi mi rozkopać cały wkład w otulaczu (moje super chłonne kombosy, komponowane przy użyciu całego mojego wielopieluchowego przemyślunku). A tu nie mamy tego problemu, otulacz montuje się sprawnie, a wkład dobrze trzymany jest przez zakładki.

Otulacz regulowany jest na długość na trzy rzędy nap, w poziomie mamy 10 nap (jeden rząd).

Oprócz otulacza testowałam też dwa wkłady Milovia – rozmiar M i rozmiar S. Oba to wkłady mikrofibrowe, większy z drugiej strony posiadające warstwę mikropolarku (działa jak wkładka „sucha pupa”). Te wkłady posiadają cztery warstwy mikrofibry (plus jedna mikropolarku we wkładzie o rozmiarze M) więc chłoną bardzo dobrze – to przyzwoite wkłady dzienne. Używałam ich dwóch naraz – tego małego jako takiego boostera i spokojnie wytrzymywały mi 2,5 godziny – później zmieniałam pieluchę, ale nie dlatego, że przeciekała, raczej ze względów humanitarnych 😉 w sensie w dzień po prostu staram się nie trzymać Franka dłużej w jednej pieluszce.




Wkłady schną dość szybko, można je prać w temperaturze 40-60 stopni, minus (mały) za to, że polarek się kulkuje, ale zupełnie nie wpływa to na chłonność czy użytkowanie.


Podsumowując – ja w ogóle jestem za tym, by kupować i próbować produkty różnych firm, jeśli jesteśmy zainteresowani wielopieluchowaniem. Zdecydowanie warto zainwestować w pieluchę firmy Milovia, bo to jest pielucha, którą można się chwalić i którą można przekonać innych do wielopieluchowania. No coż – Milovia, I love you! 🙂


Wpis powstał przy współpracy z firmą Milovia.


Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! 
Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku KLIK!, zacząć obserwować mnie na Instagramie KLIK!, podzielić się tym tekstem przy pomocy poniższych ikonek lub zostawić komentarz.
Bez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!

Related Posts