czytelnicze soboty dla dziecka książeczki dla dzieci książki dla dzieci książki dla niemowląt recenzje zabawki i książki

Czytelnicze soboty #3 – ulubione książeczki Franka


Dziś w ramach cyklu „Czytelnicze soboty” chciałabym przedstawić Wam cztery najbardziej ulubione (na ten moment) książeczki Franka. Odkąd te książeczki zagościły w naszym domu, poziom czytelnictwa w Polsce znacząco wzrósł. Ponieważ my czytamy je codziennie – wszystkie cztery – i to przynajmniej pięć razy każdą!


Wszystkie cztery książeczki są z naszego ukochanego wydawnictwa Babaryba, pierwsze trzy należą do serii A KUKU. 

Te trzy książeczki, czyli „Już jadę„, „Ufo kuku” oraz „Super tata” są autorstwa tego samego autora, czyli Herve Tullet’a – którego według mnie można kupować w ciemno – to zawsze strzał w dziesiątkę.


Ja zakochałam się w tych trzech książeczkach, jak tylko otworzyłam paczkę z nimi. Piękne, kolorowe ilustracje, jak zwykle w przypadku książek z wydawnictwa Babaryba, tekstu jest niewiele, a książka tak naprawdę stanowi pretekst do rozmowy, wspólnego czytania, opowiadania i wymyślania sobie historyjek.



Młodszy niemowlak nie lubi długo skupiać się na jednej stronie, właściwie jedno krótkie zdanie to wystarczajaco dużo dla takiego dziecka. Z czasem możemy wydłużać czas jego koncentracji pokazując poszczególne elementy na stronach, dopowiadając własną historię. To książki, które zostaną z nami na dłuższy czas, przy których możemy spędzić jakościowo czas z naszym dzieckiem, a z czasem poćwiczyć jego koncentrację i kreatywność.

Schodkowe ułozenie kartek sprawia, że dziecku łatwiej jest przewracać strony – wszystkie trzy książeczki mają twarde kartki, bezpieczne dla dziecka.

Moim faworytem wśród tych trzech książek jest „Już jadę” i – kurde – mi się chyba poziom hormonów po ciąży jeszcze utrzymuje, bo ja się autentycznie wzruszyłam na sam koniec (to jest książeczka o tym, jak mama jedzie do dziecka, przez góry, lasy, pokonując rzeki i w ogóle wszystkie przeciwności losu, po to by przytulić swoje dziecko i dać mu buziaka). 

Poza tym to bardzo fajna książka, na czas kiedy zdarza mi się wyjść, a Franek zaczyna powoli marudzić (ma teraz taki okres kleisty – przyklejony do mamy i już), mój mąż i Franek czytają razem, o tym, że ja przecież jadę i już zaraz będę (oczywiście wtedy Franek widzi samochód i już przestaje wołać „mamamama”, a zaczyna „aaauto, aaauto” :))


Czwarta książka to „Gałgankowy skarb” autorstwa Zbigniewa Lengrena. I ja się z tą książką musiałam bardzo przeprosić. Bo ona tak przyszła i na tle tych Herve Tulletów wyglądała tak sobie, powiem szczerze. 

W środku ni to bajeczka, ni to wierszyk, taki trochę a’la Brzechwa. Ale to jest autentycznie aktualnie nasz numer 1. Maglowany do znudzenia (mojego), ponieważ okazało się, że wyliczanki to jest to. A w tej książce jest ich trochę, bo najpierw mała Kasia gubi lalkę i wszyscy szukają jej wszędzie (tu następują liczne wyliczenia różnych miejsc poszukiwań), a następnie w ramach pocieszenia pół świata znosi Kasi dary (kolejne wyliczenia). 

I teraz czytanie tej książki polega na tym, że początek historyjki zupełnie należy ominąć (inaczej Franek poburkiwaniem daje znać, że nuuudaaaa), a właściwie podsumować krótkim „Mała Kasia zgubiła lalkę” i szybko, jak najszybciej przejść do części z wyliczeniami. Tam można zostać. Przez godzinę. Nic dziwnego, że wznowili ją po ponad 30 latach! Ta książka magnetyzuje… dzieci 😀



Wpis powstał przy współpracy z wydawnictwem Babaryba.


Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! 
Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku KLIK!, zacząć obserwować mnie na Instagramie KLIK!, podzielić się tym tekstem przy pomocy poniższych ikonek lub zostawić komentarz.
Bez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!

Related Posts