co u nas moje przemyślenia myślę sobie na bieżąco pierwszy rok

Teraz TO jest moje życie

Teraz to jest moje życie

Pewnie wiele z Was zauważyło, że od jakiegoś czasu mało tu tekstów osobistych. Dałam sobie na wstrzymanie, bo szczerze – nic pozytywnego nie potrafiłam napisać. Złapałam się na tym, że tylko narzekam – na blogu, ale też w realu, wszystkim dookoła. Narzekam nie wiem na co, na wszystko właściwie. A przecież umówmy się – nie mam sobie aż tak źle.


Jedyną, realnie uwierającą mnie rzeczą jest moja intensywność bycia z Frankiem. Boże, jak to brzmi. Ale taki jest fakt – jestem z nim sama przez większość czasu – Frankowego taty nie ma od 4:00 do 19:00, nie ma go w soboty, czasem nie ma go w niedziele. 

Zaczęłam czuć, że brakuje mi siebie w tym wszystkim, brakuje mi czasu na moje rzeczy, blog, książka, serial – wszystko to robię, kiedy Franek śpi. Skracam tym samym swój sen, którego umówmy się, nie ma znów aż tak dużo, bo Franek wciąż budzi się średnio pięć razy w ciągu nocy. 

Zaczęłam łapać się na tym, że czekam. Czekam, aż Franek pójdzie na drzemkę, może uczknę nieco czasu dla siebie, aż pójdzie spać na noc, może uda się obejrzeć film. Tak, jakby życie zaczynało się, kiedy go nie ma, kiedy on śpi. Czekam na weekend, na tę jedną niedzielę, może K. weźmie Franka na spacer, a ja porobię te swoje rzeczy. 



Kiedy Franek nie zasypiał na drzemkę, kiedy nie mógł zasnąć na noc, kiedy K. musiał iść do pracy w niedzielę – byłam zła, sfrustrowana, jak to? Tak mało mam swojego czasu i jeszcze muszę go oddawać? Czułam, że nie mogę już więcej dać. Złościłam się, wkurzałam, czasem płakałam.

Ostatnio poczułam dobitnie, że jestem w jakimś miejscu, z którego… nie wiem jak, ale muszę się wydostać, bo się uduszę. Zrozumiałam, że popełniłam duży błąd w myśleniu. 

To nie jest tak, że moje życie zaczyna się, jak Franek zaśnie, jak K. mi go weźmie, że bez tego nie mogę robić moich rzeczy. Mogę je robić z Frankiem, owszem, jest trudniej, ale się da, przynajmniej trzeba próbować.

To jest teraz moje życie, muszę z niego uczknąć tyle, co się da, ale przede wszystkim nie chcę stracić ani chwili z tego czasu, czasu z moim dzieckiem. Nie chcę kombinować, jak tu ukraść jakiś moment dla siebie. Nie chcę się wkurzać, jeśli mi się nie uda. Nie chcę się frustrować. 

Życie nie zaczyna się jak Franek idzie spać, ani jak się sobą na chwilę zajmie. Owszem, można chwilę odetchnąć, ale… Ale nie chcę próbować zająć go na chwilę, żeby… no właśnie, po co? Żeby wejść na fejsa? Pfff. 

Dziś Franek rozsypał w kuchni makaron i płatki owsiane. Trochę się bawiliśmy we wrzucanie makaronu do miski, trochę Franek próbował chodzić ślizgając się po tym makaronie i płatkach, trochę nawet pogadałam przez telefon z koleżanką, potem trochę razem sprzątaliśmy ten bałagan (Franek najpierw zbierał potem znów wysypywał). Bawiliśmy się świetnie. No bo kurde, kiedy ostatnio mogłam bezkarnie rzucać makaronem? Teraz TO jest moje życie.

Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku  (tam piszę śmieszne rzeczy, a czasem trochę smutne, albo po prostu zwykłe) zacząć obserwować mnie na Instagramie (tam jest dużo zdjęć i one nie są jakieś ładne, bo trochę nie umiem ich robić), podzielić się tym tekstem przy pomocy poniższych ikonek lub zostawić komentarzBez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!

Related Posts