gadżety kosmetyki na spacer na wiosnę recenzje zabawki i książki

Gadżety na wiosenny spacer z niemowlakiem (i nie tylko)

Gadżety na wiosenny spacer z niemowlakiem


Nie jestem gadżeciarą – sporo gadżetów dziecięcych to przerost formy nad treścią, a raczej przerost ceny. Jest jednak kilka rzeczy, które ułatwiają żywot matki, szczególnie matki ruchliwego rocznego dziecka. Odkąd nadeszły ciepłe dni, staramy się z Frankiem spędzać większość czasu na świeżym powietrzu. Wychodzimy minimum na cztery godziny, więc spacery stały się dla mnie logistyczną operacją. Mam kilka swoich ulubionych rzeczy, bez których byłoby mi zdecydowanie trudniej ogarnąć wyjście z Frankiem.


W zeszłym roku latem Franek był malusieńki, wtedy wydawało mi się, że muszę zabierać ze sobą pół domu na wyjście z nim na spacer, jednak z perspektywy czasu stwierdzam, że sprawy dość się skomplikowały odkąd zaczął samodzielnie chodzić oraz jeść coś innego niż moje mleko. W zeszłym roku latem wystarczyło mieć ze sobą zestaw do przewijania, ciuchy na przebranie, kilka zabawek. Piersi brałam ze sobą, więc o jedzenie się nie martwiłam, musiałam jedynie logistycznie przemyśleć mój strój pod kątem łatwości karmienia oraz dyskrecji.

Teraz zaczęły się schody, ponieważ trzeba zabrać ze sobą jakieś jedzenie, poza tym Franek czuje się w spacerówce niezwykle zniewolony i bardzo często chce z niej wyjść. Czasem chce spacerować sam, czasem jednak chce spędzić chwilę w parku lub być noszony na rękach, co przyznam szczerze nie jest moją ulubioną opcją.

Dlatego na wiosenne spacery nie ruszam się bez kilku przydatnych gadżetów.

GADŻETY NA WIOSENNY SPACER Z NIEMOWLAKIEM 

Pierwszy z nich to nosidło mei tai. Kiedy Franek był malutki sporo się chustowaliśmy, jednak z czasem zauważyłam, że Frankowa miłość do chusty przeminęła, nie lubił być motany – być może za długo to trwało, poza tym chyba denerwowało go bycie tak skrępowanym. Dlatego zdecydowałam się na zakup mei tai, który zdecydowanie szybciej się zakłada i Franek się aż tak nie niecierpliwi. 

Moje nosidło kupiłam używane od znajomej – sprawdza się doskonale, kiedy Franek zmęczy się już samodzielnym spacerowaniem i chce być noszonym. W mei tai jest mi wygodniej, ponieważ obie ręce mam wolne, mogę pchać wózek, nieść zakupy itd. Minus jest taki, że kiedy Franek chce spacerować, włożenie go do mei tai graniczy z cudem, a nawet jeśli ten cud nastąpi, Franek protestuje z ogromną dramaturgią. No cóż, nic na siłę 🙂

Bez mei tai nie ruszam się z domu i zawsze mam je w koszyku wózka, na awaryjne sytuacje. Nosidło przydaje się nam również w kryzysowych sytuacjach w domu, jednak ostatnio używamy go częściej na dworze.

Drugi gadżet, który na stałe zastąpił moją torbę do wózka to matorba firmy Lulilaj. Nazwa brzmi trochę abstrakcyjnie, ale doskonale łączy w sobie dwie funkcje, które posiada ten gadżet – maty oraz torby. Matorba to świetna, pojemna torba, którą możemy nosić przerzuconą przez ramię lub zawieszoną na wózku – a jeżeli naszemu dziecku zamarzy się postój na przykład w parku – bez problemu rozkładamy ją i mamy okrągłą matę, podbitą od spodu nieprzemakalnym materiałem. Strona, na której siedzimy wykonana jest z mięciutkiego minky. 

Spacer z niemowlakiem

Spacer z niemowlakiem

Spacer z niemowlakiem

Spacer z niemowlakiem

Spacer z niemowlakiem

Spacer z niemowlakiem

Spacer z niemowlakiem

Spacer z niemowlakiem


Matorba jest naszym nieodłącznym towarzyszem spacerów, jeśli Franek zaczyna marudzić, udaję się do najbliższego parku lub po protsu na łąkę, rozkładam matę i mamy nasz przenośny plac zabaw. Franek ma zajęcie, a mi czasem nawet uda się poczytać książkę 🙂

Matorba sprawdza się nie tylko w plenerze, bardzo częst zabieram ją ze sobą, kiedy idę z Frankiem w odwiedziny do znajomych, ładuję do niej Frankowe ulubione zabawki i liczę, że choć chwilę się nimi zajmie 🙂 Poza tym bardzo lubię łatwe sprzątanie tych zabawek, wrzucamy je wszystkie na matę, chwytam za sznurki, ściągam i po sprawie. 

Trzeci gadżet, który bardzo ułatwił mi przemycanie podczas spacerów czegoś innego niż pieczywo ryżowe, to sylikonowe butelki (aktualnie niedostępne) z Tchibo. Franek doskonale radzi sobie z owocami w całości, jednak podczas spacerów nie do końca lubię mu je podawać, gdyż czasem ma fazę na jedzenie, a czasem wręcz przeciwnie – na rozmazywanie posiłku po całym sobie. Jako przekąski zabieram często wafle ryżowe oraz jabłko w całości (moje dziecko ma ostatnio bunt na cokolwiek pokrojonego w kawałki). 


Sylikonowe butelki są świetne, ponieważ możemy w nich zabrać przygotowane wcześniej koktajle. U mnie rozwiązały też dylemat dotyczący produktów o konsystencji papki – Franek, dziecię BLW, nie włada jeszcze łyżką, a dzięki tym butelkom może sam zajadać koktajle owocowe, owoco-warzywne, lub, oczywiście z mniejszym zapałem, tylko warzywne. 

Dzięki szerokiemu otworowi łatwo się je myje oraz napełnia, co było dla mnie priorytetem przy zakupie.

Czwarty gadżet, bez którego aktualnie nie ruszam się z domu to antybakteryjny płyn do rąk, a właściwie pianka – bez spłukiwania. Generalnie jestem zwolenniczką teorii: „brudne dziecko to szczęśliwe dziecko” i nie używam tego kosmetyku po każdym zetknięciu Franka z podłożem 🙂 Jednak są sytuacje, kiedy czuję się lepiej z tym, że go mam (na przykład blat krzesełka w restauracji – Franciszek gardzi talerzami). Ten gadżet jest dość drogi, jednak starcza na 200 użyć, i jeżeli będziemy rozsądnie podchodzić do sprawy, myślę, że to zakup warty rozważenia na czas wiosenno letni, gdzie rzeczywiście często wychodzimy. 

Płyn antybakteryjny dla dzieci

Płyn antybakteryjny dla dzieci


Płyn antybakteryjny dla dzieci


Właściwie, jak się zastanowię, częściej używam go do odkażania przedmiotów, najczęściej rzeczywiście jest to blat w restauracji, Frankowe ręce traktuję wodą lub chusteczkami wilgotnymi, jeśli już przemycia wymagają. 

Z tego samego sklepu internetowego mam też mydło antybakteryjne w płynie, oczywiście nie zabieram go ze sobą na spacery, jednak stosujemy na potęgę w domu – po powrocie z podwórka, ponieważ Franciszek zapałał ostatnio jakąś miłością niezwykła do napotkanych zwierząt i namiętnie je głaszcze 🙂

Antybakteryjne mydło dla dzieci


Oba kosmetyki są ekologiczne i nie zawierają szkodliwych dla dziecka składników. Antybakteryjna pianka do rąk dodatkowo posiada certyfikat Eco Cert

Ostatnim gadżetem, który towarzyszy mi właściwie odkąd Franek się urodził, jest nieprzemakalna kosmetyczka. Uważam, że jest to właściwie mamowy niezbędnik, ponieważ, ilość jej zastosowań ciągle mnie zadziwia – można do niej wrzucić zużytą pieluszkę, przechowywać kremy, oblepione butelki czy inne mokre odpadki, które musimy jakoś donieść do domu – dzięki takiej kosmetyczce nie zabrudzimy przy okazji wszystkich innych rzeczy. My używamy takiej z La Millou.

A Wy bez jakich gadżetów nie wyobrażacie sobie wiosennych i letnich spacerów?

Wpis powstał przy współpracy z Lulilaj i Biobeauty.


Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku  (tam piszę śmieszne rzeczy, a czasem trochę smutne, albo po prostu zwykłe) zacząć obserwować mnie na Instagramie (tam jest dużo zdjęć i one nie są jakieś ładne, bo trochę nie umiem ich robić), podzielić się tym tekstem przy pomocy poniższych ikonek lub zostawić komentarzBez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!

Related Posts