myślę sobie najnowsze wychowanie

Nie przyszłam Pani nawracać

jak wychować szczęśliwe dziecko

Ostatnio w internetach krążyła taka ankieta, którą udostępniłam nawet na swoim Facebooku mamowatowym. Jako, że czytają mnie same osoby na poziomie, nie rozpętała się pod tym postem żadna gównoburza (a mogła), jednak pod oryginalnym trochę jej było (gównoburzy w sensie).


Czy wiesz, co jest najlepsze dla Twojego dziecka?

I teraz – to nie jest tak, że ja się dam zabić za tę ankietę, gdyż uważam, że głosi ona świętą prawdę. Nie. Nie dam się zabić i nie – nie głosi. Ale odebrałam ją nie jako szerzenie bylejakości, nie jako bramę dla kobiet, które chcą wybrać łatwiejsze rozwiązania, tylko jako apel o zaprzestanie jałowych dyskusji.

Całym sercem jestem za karmieniem piersią, choć wiem, jak trudne potrafi być, szczególnie na początku, kiedy karmisz, a jedną rękę walisz w ścianę z bólu,  jak czasem chce się rzucić wszystko w cholerę, wyspać się, piwa się napić, wyjść gdzieś na dłużej niż 3 godziny (Franek pije mleko tylko z piersi, w sensie odciągniętego z butelki nie). 

Całą sobą podpisuję się pod spaniem razem, rodzicielstwem bliskości, wychowaniem bez kar i nagród. Kocham BLW za to, że każdego dnia widzę, jak bardzo rozwija moje dziecko – naprawdę! Mimo, że potem złorzeczę pod nosem, sprzątając ten sajgon po posiłku. 

Jestem też mamą wielopieluchującą i nie wyobrażam sobie robić inaczej, wiedząc o plusach takiego sposobu pieluchowania.

No właśnie – wiedząc – jak mogłabym, wiedząc, że karmienie piersią jest lepsze dla mojego dziecka, nie starać się karmić go jak najdłużej? Jak mogłabym  po półrocznym karmieniu na żądanie nie przejść na BLW, opartym właśnie na wsłuchaniu się w dziecko?

Dlaczego więc nie chodzę i nie opowiadam wszystkim o BLW, karmieniu piersią, pieluszkach wielo, wychowaniu bez kar i nagród czy rodzicielstwie bliskości? (no dobra, tu trochę opowiadam, ale bez przesady 😉 Wiecie dlaczego? Bo opowiadanie tego wszystkim NIC NIE DA. 

Zanim się zrobi gównoburza, daj mi skończyć 🙂 Jeśli ktoś jest zainteresowany, lub czuję, że ziarno na podatny grunt padnie – mówię, opowiadam, pokazuję, zapraszam do siebie na macanie pieluch, udzielam wielu porad laktacyjnych przez telefon, Facebooka, mejla (nie żebym była jakimś mistrzem karmienia, co to, to nie, ale dzielnie niosę ten laktacji kaganek). Gdzie tylko czuję, mówię, mówię i mówię – o spaniu razem, o bliskości, o pozytywnej dyscyplinie, o wszystkim tym, z czym tak bardzo się zgadzam. 



Ale jeśli ktoś nie jest zainteresowany – TO NIC NIE DAJeśli ktoś nie chce karmić piersią, zawsze znajdzie argument czy powód – wiem, że jest masa kobiet, które chciały i nie wyszło, znam to uczucie, bardzo chciałam rodzić naturalnie, ale miałam cesarskie cięcie. Tylko, że to nie o tym. Rozmawiam z kobietami, mamami i czasem słyszę takie kontrargumenty, że… no kurde, ręce opadają. „Przestałam karmić piersią, bo mi tak dziwnie piersi spuchły w trzecim tygodniu po porodzie” – i ja tłumaczę, że nawał, że trzeci tydzień, szósty tydzień, trzeci miesiąc, szósty miesiąc (jak paciorek powtarzam) to normalne, bla bla bla. Ale dziewczyna mnie nie słucha, ona wie lepiej, że to był – uwaga – koniec pokarmu. I ona ma masę argumentów, ona czytała w internetach (a tam każdy znajdzie wszystko na poparcie swojej tezy). I mi się nie chce. I wtedy właśnie myślę – najważniejsze, że dziecko jest nakarmione. 

Jeśli uważasz, że Twoje dziecko nie najada się mlekiem z piersi, bo się dwa razy w nocy obudziło – powiem Ci raz, że to norma, poczekam na Twoją reakcję, jeśli zaczniesz mi argumenty sypać z forów internetowych, że nie, że bo to, bo tamto, powiem ok – rób, jak chcesz

I dlatego myślę, że ta ankieta ma w sobie część prawdy, ma jakąś rację – czasem ważne jest, że dziecku nie dzieje się krzywda (obiektywna). 

Poza tym, nie mam w sobie pewności, że idę jedyną i najlepszą drogą macierzyństwa – idę raczej wyboistą ścieżką, na której nie raz się już potknęłam i stopy zdarłam do krwi. Nie nawracam nikogo – kto chce posłuchać, powiem tyle, co wiem – lub odeślę do mądrzejszych. Jeśli nie, to nie – mogę sobie pomyśleć coś, opowiedzieć wieczorem K. co ja tam uważam, ale – nie jestem matką wszystkich dzieci, nie mam recepty na najlepsze macierzyństwo świata, sorry, pogadamy za 30 lat, bardzo chcę widzieć wtedy mojego syna, jako szczęśliwego dorosłego, czy mi się to uda? Nie wiem. A Tobie?

A na zdjęciu tytułowym, zupełnie nie związany z tematem, radosny Franek w piaskownicy 🙂


Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku  (tam piszę śmieszne rzeczy, a czasem trochę smutne, albo po prostu zwykłe) zacząć obserwować mnie na Instagramie (tam jest dużo zdjęć i one nie są jakieś ładne, bo trochę nie umiem ich robić), podzielić się tym tekstem przy pomocy poniższych ikonek lub zostawić komentarzBez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!

Related Posts