BLW BLW krok po kroku BLW opinie najnowsze

Plusy i minusy metody BLW

Plusy i minusy BLW, BLW


Od początku rozszerzania diety stosujemy się do zasad BLW (jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki BLW). Nie zakładałam, że tak będzie, nie nastawiałam się, że „tylko BLW i nic innego”, po prostu zaczęliśmy rozszerzanie diety Franka po szóstym miesiącu życia (jak wskazuje WHO), wcześniej było tylko karmienie piersią. Metoda BLW przypadła nam jednak tak bardzo do gustu, że dziś można powiedzieć, że jesteśmy maniakami BLW – Franek nigdy, ani razu, nie był przeze mnie karmiony – w sensie zawsze jedzenie dostaje do ręki lub na talerz/blat od krzesełka. Jednak, jak wszystko na świecie, ma swoje plusy i minusy.


Papki – czyli  w naszym przypadku koktajle – wprowadziłam mu stosunkowo niedawno – na przełomie 11/12 miesiąca (podaję je w doidy cup lub bidonie – my akurat mamy Skip Hop).

PLUSY I MINUSY METODY BLW (PO PÓŁ ROKU STOSOWANIA)?


Z pewnością mogę powiedzieć, że plusy zdecydowanie przeważają, poza tymi, o których czytałam przygotowując się do rozszerzania diety tą metodą, odkryłam kilka własnych, dodatkowych 🙂 Jednak jest również kilka minusów, o których warto wiedzieć, decydując się na ten rodzaj rozszerzania diety.

Na pierwszy ogień PLUSY BLW.

1. WSPIERANIE SAMODZIELNOŚCI

Mam taką zasadę, że staram się nie wykonywać za Franka rzeczy, które może zrobić sam. To czasem bardzo trudne – łatwiej i szybciej jest, kiedy ja coś zrobię 🙂 BLW wpisuje się u nas doskonale w tę zasadę. Choć ciężko w to uwierzyć, dzieci naprawdę świetnie radzą sobie z jedzeniem – jeśli są na nie gotowe.

2. NIE ZABURZANIE OŚRODKA GŁODU I SYTOŚCI

Staram się szanować to, że moje dziecko nie jest głodne – choć to czasem również bywa trudne – przecież zrobiłam ten obiad głównie pod jego kątem, napracowałam się i co? On nie chce jeść? Ehh, zbierając porozrzucane jedzenie jedyne co mogę, to powtarzać w duchu, że szanuję to, że nie jesteś głodny 🙂 

Zajęło to trochę czasu, wiązało się oczywiście z poznaniem jedzenia, tego, że można najeść się czymś innym poza mlekiem – ale teraz Franek potrafi mi zakomunikować, że jest głodny, że ma ochotę na jabłko lub banana. Dziecko jest też naturalne – nie rozumie, o co nam chodzi z tym zjedzeniem czegoś do końca – je ile chce i już. Wkurzam się, kiedy zostaje pół banana, ale szanuję to, że jest już najedzony, że potrafi to określić i zdecydować, by przestać jeść.

3. ODKRZTUSZANIE

Przy metodzie BLW dziecko w naturalny sposób ćwiczy odkrztuszanie – oczywiście wiąże się z tym sporo stresu dla nas, rodziców – skłamałabym, gdybym powiedziała, że mam z tym luz.

Jednak nauczyłam się poczekać, poobserwować, dać dziecku szansę, by samo sobie poradziło – jak to mówi mój mąż „póki kaszle, jest ok”. Jest w tym sporo prawdy – najgorsze są te zakrztuszenia, podczas których dziecko nie wydaje żadnego dźwięku – wtedy trzeba reagować. 

Co ciekawe – dziecko nie zniechęca się po takim zakrztuszeniu do jedzenia – to ja jestem bardziej obserwująca, przyczajona, trochę bardziej nerwowa.

odkrztuszanie wyćwiczone przy jedzeniu sprawdza się też w innych sytuacjach – trochę mniej się boję o przypadkowo wzięty do buzi klocek czy inne małe coś znalezione na podłodze – wiem, że Franek powinien poradzić sobie z odkrztuszeniem małego przedmiotu, jeśli go nie upilnuję i nie przyuważę, że wziął coś do ust. 

Poza tym zauważyłam, że Franek zaczął dość szybko odróżniać rzeczy jadalne od niejadalnych (kolejna zasługa BLW?) – wyrobił sobie taki nawyk przy jedzeniu – jeśli podaję mu coś nowego, najpierw to liże. Jeśli mu coś zasmakuje, je dalej, jeśli nie odkłada (czytaj: rzuca w kierunku kota Leona). W związku z tym klocki i inne tego typu przedmioty raczej odpadają w przedbiegach – przecież nie są smaczne 🙂

4. JEM OBIAD W SPOKOJU (akcja zaczyna się po jedzeniu – sprzątanie 😉

To mnie ujęło przy BLW właściwie od początku – jadłam obiad. Jadłam obiad! Spokojnie, bez pośpiechu, po prostu jadłam. Nie musieliśmy z K. jeść na zmianę, nie musiałam zajadać w pośpiechu na stojąco. Siedziałam, jak człowiek i jadłam.

Dzięki temu również wyjścia do restauracji są przyjemnością. Siedzimy razem i jemy, nie musimy zmieniać się przy Franku, jedno z nas nie musi go karmić, podczas gdy drugie je. Bardzo lubię wyjścia do restauracji z Frankiem. oprócz oczywistych względów (nie muszę gotować ani zmywać) – moje dziecko jest bardzo społeczne i świetnie odnajduje się w takich sytuacjach – zajada, macha do ludzi, uśmiecha się niczym gwiazda Polsatu – czysta przyjemność.

5. ROZWÓJ MOTORYKI MAŁEJ ORAZ KOORDYNACJI OKO – RĘKA

Tu bardzo szybko zauważyłam duży rozwój, obserwując w jaki sposób Franek łapał jedzenie i prowadził je do buzi na początku, a jak robił to po zaledwie kilku tygodniach z BLW. Teraz nie ma dla niego żadnego problemu z łapaniem na przykład ziarenek granatu.

6. DZIECKO JE TO, CO LUBI I TYLE, ILE CHCE

To, że dziecko je to, co lubi, bardzo trafia do mojego męża. On nienawidzi brukselki. I zawsze, kiedy tłumaczy innym zalety BLW, mówi o tym, że dla Franka taką brukselką może być crokuł, albo marchewka. I że dziecko ma prawo czegoś nie lubić (te upodobania również się zmieniają) i należy to uszanować.

7. ROZWÓJ ZMYSŁÓW – WĘCH, DOTYK, SMAK, WZROK
Dzięki metodzie BLW dziecko rozwija wszystkie swoje zmysły – bardzo lubię takie sytuacje, które zupełnie naturalnie wspierają rozwój dziecka – coś, co próbujemy zastąpić czasem edukacyjnymi zabawkami i gadżetami – a tu proszę, zwykłe jedzenie, a ile korzyści.

8. DZIECKO KUMA, ŻE JABŁKO TO JABŁKO


Pamiętam festyn w mojej wsi – przed straganem stała skrzynka z jabłkami. Niespełna roczny Franek podszedł do niej, chwycił jabłko i zaczął zajadać. I widziałam, że zrobił to celowo. To nie był przypadkowy przedmiot chwycony po drodze i włożony do buzi – on zobaczył jabłko, chciał je zjeść i… zrobił to 🙂 To się bardzo przydaje w pertraktacjach jedzeniowych – bardzo często pokazuję Frankowi owoce i warzywa i pytam się go, na co ma ochotę. I widzę, że on naprawdę rozumie – pokaże, że chce banana i zajada go ze smakiem.


9. ŻUCIE I GRYZIENIE A ROZWÓJ MOWY


Żucie i gryzienie sprawia, że dziecko może szybciej zacząć mówić, bo ma bardziej wyćwiczony aparat mowy. Tu bym się nie spinała, wyznaję raczej zasadę Janusza Korczaka (czyli kiedy dziecko zaczyna mówić? Ano wtedy, kiedy zaczyna mówić), jednak niewątpliwie aparat mowy przy BLW jest ćwiczony.

10. SPOŁECZNA ROLA POSIŁKÓW

Bardzo się z tym podpunktem utożsamiam. Ja w ogóle mam taki skłonności plemienno-osadnicze – lubię jadać posiłki w towarzystwie, nawet przed narodzeniem Franka pilnowałam, by obiad był w naszym domu jedzony wspólnie. Teraz też staramy się, by chociaż jedno z nas jadło posiłek wspólnie z dzieckiem.

11. OSZCZĘDNOŚĆ


Aktualnie gotuję jeden obiad dla wszystkich w dwóch lub trzech wariantach. Przykładowo – gotuję spaghetti – dla siebie wolę wersję bardziej warzywną niż mięsną, K. woli bardziej mięsną. Gotuję więc na dwóch patelniach podobne spaghetti, z tymże dla K. z większą ilością mięsa w stosunku do warzyw. Franek je to co ja – do roku gotowałam mu osobny, trzeci sos, bo bez soli. Teraz je dokładnie ten sam sos, co ja, dlatego, że ja bardzo mało solę. 

Oszczędzamy więc pieniądz, trochę czas (nie porównuję do słoiczków, ale do papki własnoręcznie gotowanej, w sensie osobno gotowanego posiłku dla dziecka), nie oszczędzamy gazu/prądu – chodzi więcej palników 🙂

12. GOTUJEMY ZDROWO DLA CAŁEJ RODZINY


No właśnie, zazwyczaj wolę gotować dwa dania niż trzy, a najlepiej to jedno 🙂 Motywuje mnie to do wymyślania potraw, które mogę przygotować pod kątem Franka – zaczęliśmy z K. mniej solić, szukać zamienników soli i cukru, używać większej ilości innych przypraw, przestaliśmy jeść wysoko przetworzoną żywność, zaczęliśmy jeszcze dokładniej czytać etykiety i wyszukiwać warzywa i owoce z pewniejszych źródeł. 


To wszystkie plusy, które przyszły mi do głowy. A Wam, coś jeszcze przychodzi? Dajcie znać w komentarzach!


MINUSY BLW


1. SYF, BURDEL I GENERALNIE MEGA BAŁAGAN


Oj tak. Kawałki jedzenia jeszcze spoko, ale spróbujcie czegoś z sosem. Sos jest wszędzie. Nigdy wcześniej nie myłam tak często frontów w kuchni, jak teraz. I moja druga zmora – ryż i kasze – masakra!

Przy kawałkach jedzenia – czyli na początku BLW – będą sprawdzać się jeszcze maty do BLW czy po prostu maty do przewijania podłożone pod krzesełko. Jednak z czasem radzę poświęcić z dwa prześcieradła. To po prostu wygodniejsze. 

Długo szukałam też idealnego śliniaczka – śliniaki z Ikei (teraz wprowadzono nowy wzór, wcześniej były w dwupaku czerwony i niebieski) są spoko, ale przepuszczają wilgoć, czyli wszystko z sosem odpada. Dużo osób chwaliło kombinezon do malowania z Ikei – rzeczywiście nie przepuszcza wilgoci, ale jest też mało oddychający, Franek się pod nim trochę gotuje. Najlepsze na co do tej pory trafiłam to śliniak Close. Nie przepuszcza wilgoci, jest zapinany na napki, a nie na rzepy, więc nie odpina się na ruchomym dziecku, no i te wzorki! 🙂


2. STRACH PRZED ZADŁAWIENIEM


Myślę, że każdy, kto próbował BLW zgodzi się, że strach jest, i to spory. Jak pisałam już wyżej, skłamałabym twierdząc, że się nie bałam. Bałam się i bardzo się denerwowałam, kiedy Franek odkrztuszał jedzenie. Jednak starałam się tego po sobie nie okazywać. Widziałam, że Franek się nie zniechęcał, właściwie nie robiło to na nim wrażenia. Dwa razy musiałam wyjmować go z krzesełka i pomóc mu odkaszlnąć jedzenie. Najgorzej. Ale wierzyłam w to, co robiłam. Po miesiącu było już dużo lepiej – teraz mogę powiedzieć, że krztusi się naprawdę bardzo rzadko.

Co możesz zrobić, by mniej się bać? Dowiedz się, jaka jest różnica między zakrztuszeniem a zadławieniem (przy tym pierwszym lepiej wstrzymać się z reakcją, dać możliwość zadziałać naturalnym mechanizmom obronnym dziecka, ponieważ ingerując, możemy pogorszyć sprawę). Dowiedz się też, jak reagować przy zadławieniu – to trochę Cię uspokoi, sprawi, że poczujesz się pewniej, jednak – nie ma co się oszukiwać, to jest sytuacja nerwowa i strach z pewnością pozostanie. 


2. MARNOWANIE SIĘ JEDZENIA


To coś, na co nie mam zgody, jednak trochę jedzenia niestety się marnuje. Odrobinę pomagają zwierzęta (sszczęśliwi właściciele psów! Kot Leon jest wybredny), ale ja bardzo nie lubię wyrzucać jedzenia. Co robię, by zminimalizować straty? Pod krzesełkiem do karmienia mam rozłożone prześcieradło – jedzenie, które spadło lub zostało rzucone po chwili podnoszę i podaję Frankowi znów do spróbowania – wiele spada „samoistnie” nie dlatego, że Franek nie chce tego jeść. Poza tym nakładamy Frankowi po dwa, trzy kawałki – nie więcej, ponieważ wtedy zaczyna się zabawa jedzeniem i więcej niż połowa ląduje na ziemi – u nas sprawdza się sposób, by na tacce do jedzenia były dwa, trzy kawałki, przy czym każdy inny – na przykład ogórek, pomidor i cukinia. 

3. POSIŁKI TRWAJĄ DŁUŻEJ


Nie ma co ukrywać – posiłki przy BLW trwają dłużej – dłużej niż nakarmienie dziecka łyżeczką i dłużej niż zjedzenia obiadu samemu – plus przygotowanie i dodatkowo sprzątanie – posiłki to trochę logistyczna operacja. Przez pierwsze tygodnie rozszerzania diety wszystko kręciło się u nas wokół jedzenia – teraz jest trochę lepiej, bo jestem wprawiona, jednak niedawno wprowadziłam Frankowi czwarty posiłek i teraz trochę mam wrażenie, że pół dna spędzamy w kuchni 🙂

Ten minus ma też swój plus – bardzo często jadałam wcześniej w pośpiechu – teraz mam czas. by spokojnie zjeść jak człowiek i delektować się jedzeniem 🙂

A Ty? Jakie plusy i minusy BLW mogłabyś/mógłbyś wymienić? Koniecznie daj mi znać w komentarzach!


Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku  (tam piszę śmieszne rzeczy, a czasem trochę smutne, albo po prostu zwykłe) zacząć obserwować mnie na Instagramie (tam jest dużo zdjęć i one nie są jakieś ładne, bo trochę nie umiem ich robić), podzielić się tym tekstem przy pomocy poniższych ikonek lub zostawić komentarzBez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!

Related Posts