myślę sobie najnowsze rodzicielstwo bliskości szacunek szacunek dla dziecka

Szanuj ojca swego i matkę swoją…a dziecko?

Szacunek dla dziecka, rodzicielstwo bliskości


Ktoś ostatnio przypomniał mi to przykazanie. I pomyślałam – ok, matkę i ojca, jasne trzeba szanować, w ogóle ludzi trzeba szanować, jednak w rodzinie jest jeszcze jedna osoba, której szacunek się należy – dziecko. I mimo że kochamy, mimo że staramy się robić wszystko, nie wiem, czasem mam wrażenie, że szacunku jest w tym mało. 


Jestem typem obserwatora – obserwuję świat, ludzi i siebie. Odkąd mam dziecko, siebie obserwuję szczególnie uważnie. Widzę u siebie zachowania, teksty, które często nie są moje. Czasem słyszę, co mówię do Franka i uszom własnym nie wierzę. Te takie gotowce, gdzieś wdrukowane we mnie, zaczerpnięte ze świata, społeczeństwa, własnego domu.

Co ciekawe, większość z nich świadczy o całkowitym braku szacunku do dziecka – do jego odrębności, potrzeb, uczuć. Też tak robię. Poddaję to refleksji, staram się zmienić, ale też tak robię. 

Z czego może to wynikać? Myślę, że kulturowo dziecko jest traktowane mało podmiotowo, niestety. Przed urodzeniem Franka pracowałam jako nauczyciel języka norweskiego i często mówiłam swoim uczniom, że kultura odbija się w języku. Zarówno w języku polskim, jak i norweskim dziecko jest rodzaju nijakiego. To. Nie on, nie ona, tylko TO. 

Ok, możecie powiedzieć, ale dziecko może być dziewczynką lub chłopcem, dlatego być może ten rzeczownik ma rodzaj nijaki. Tak, zgadzam się, tylko, że człowiek może również być kobietą lub mężczyzną – a mimo to rzeczownik „człowiek” ma rodzaj męski. 

I tak sobie myślę, że to tak trochę jest. Że w relacji dorosły – dziecko funkcjonujemy trochę jak w relacji ja – to. Ja – ono. Ta miniaturka dorosłego, która ma się nam podporządkować, no bo na tym polega przecież wychowanie, co nie? Dziecko dobrze wychowane, dziecko grzeczne, to przecież dziecko podporządkowane rodzicom, paniom w przedszkolu czy szkole. 

Nie mówię o tym, że należy odwrócić sytuację, że to dziecko ma rządzić nami, że jego potrzeby mają być ponad naszymi, o nie. Ale ile razy dziennie słyszę samą siebie jak zadaję jakieś głupie pytanie, mówię coś zupełnie nie mojego, jakiś gotowy tekst, wiecie ten z serii „wszystkie matki kiedyś go użyły” – myślę sobie, jak bardzo te teksty pozbawione są szacunku dla dziecka. 

Ten temat to temat śliski – często, kiedy poruszam go w towarzystwie, słyszę, że dziecko nie może być kolegą, koleżanką rodzica, że dziecku nie należy na wszystko pozwalać, nie należy go rozpieszczać. 

No cóż. Ja również nie jestem koleżanką mojego syna. Jestem jego mamą. To, że dziecku nie należy na wszystko pozwalać (dorosłym również), jest dla mnie jasne jak słońce. Bo to nie o to mi chodzi. 

Między pozwalaniem na wszystko, a zabranianiem wszystkiego jest jeszcze coś. Dzieci nie dzielą się tylko na grzeczne i źle wychowane (wciąż nie wiem, co znaczy jedno i drugie, tak naprawdę). 

Nie wiem skąd to się wzięło – to, że dziecko jakoś tak naturalnie traktowane jest w społeczeństwie mało podmiotowo, nie jest szanowane. Widać to w małych i dużych gestach, słowach, zachowaniu. W tym, że tak łatwo nam powiedzieć „siedź cicho”, „przestań już” itd. Czy z podobną łatwością mówimy takie rzeczy innym dorosłym? 

Widzę ten brak szacunku właściwie codziennie, niestety, widzę go w nagich dzieciach na plaży (czy sami wyszlibyśmy tak w miejscu publicznym?), w chodzeniu z dziećmi siku w mało ustronne miejsca (ostatnio pan kazał sikać czterolatce przy ławce w parku, na której siedziałam) – przecież to czynność, której my dorośli nie chcemy robić przy kimś. Ale dziecko to dziecko. Ono. 

Widzę ten brak szacunku w negowaniu uczuć i odczuć („przecież nie boli”, „nie ma o co płakać”), potrzeb, w odwracaniu uwagi. 

Nie jestem święta. Sama popełniam kupę błędów. Ale staram się poddawać je refleksji. Mam też sporo nieutulonych potrzeb z okresu swojego dzieciństwa i czuję ogromny smutek tak naprawdę, patrząc na takie zachowania względem dzieci. Dlaczego? Bo wiem, że niewysłuchane, nieutulone, nieuszanowane dzieci idą w życie dorosłe z głęboką studnią potrzeb, którą później często bardzo trudno wypełnić.


Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku  (tam piszę śmieszne rzeczy, a czasem trochę smutne, albo po prostu zwykłe) zacząć obserwować mnie na Instagramie (tam jest dużo zdjęć i one nie są jakieś ładne, bo trochę nie umiem ich robić), podzielić się tym tekstem przy pomocy poniższych ikonek lub zostawić komentarzBez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!

Related Posts