bliskopad co u nas myślę sobie na bieżąco najnowsze rodzicielstwo bliskości

Bliskopad – jak być blisko, kiedy brak sił

Bliskopad
Jak być blisko, kiedy brak sił? Sił, zasobów, snu, kiedy ma się zły dzień, kiedy jest się zmęczonym po prostu. Rodzicielstwo bliskości to nie słodkopierdząca bajka. To nie uśmiechnięte mamy, jak z amerykańskich lat 60., krzątające się w fartuszku, wyjmujące z piekarnika świeżo upieczone ciasto. Szczerze? To gruba akcja. Praca nad sobą każdego dnia. 

Nie wiem, jak Wy, ale ja trochę przed tym jak zostałam matką, myślałam, że są dwie opcje na bycie rodzicem. No dobra – trzy. Pierwsza – mega dyscyplina, zimny chów itp. Druga – lukier, tęcza, dziecko skaczące po matce, a mama spokojna, uśmiechnięta. No i niby trzecia, jakaś taka droga środka, ale właściwie jaka – nie wiedziałam. 

Rodzicielstwo bliskości kojarzyło mi się z tym drugim. Ja – oczywiście! –  chciałam być matką zen, ale propagującą zdrową dyscyplinę, zasady, sraty pierdaty.

A potem zostałam matką naprawdę. I się zaczęło. Po pierwsze – zaczęłam pewne rzeczy czuć podskórnie – że nie chcę spać daleko od dziecka, że jak płacze, to muszę zareagować, że lubię nosić go w chuście, a i Franek od tego spokojniejszy (szczególnie, jak miał kolki). Że chcę karmić piersią – no właśnie, tak granica stale się przesuwała w mojej głowie, 6 miesięcy, rok. Aktualnie karmię już 18 miesięcy i nic nie zapowiada końca. 

Czy stałam się słodko pierdzącą lukrowaną mamą? Co to, to nie. Bo…

Trafił mi się egzemplarz dziecka intensywny. Ja wiem, wiem, że każde dziecko „ma coś”, a my – mamy jedynaków, mamy tendencję do przesadzania – stwierdzą mamy więcej niż jednego dziecka. Zgoda. Tylko, że wiecie, ja widzę inne dzieci. One siedzą w wózkach. One śpią. One nie mają 45 minutowych histerii. Nie wszystkie i nie zawsze. Of kors. 

Jest też inny aspekt – moje intensywne bycie z dzieckiem. Mieszkam we wsi, nie mam samochodu, prawie 10 lat mieszkałam w zupełnie innym miejscu – tam mam przyjaciół. Tu mam rodziców, jednak… no cóż – poza mną z Frankiem zostaje tylko K. mój mąż, ale jego nie ma od 4:00 do 18-19:00. Często w weekendy również. 

To nie chodzi o żalenie się, bo mi nie jest potrzebny żal, wiem, że sporo kobiet tak ma i powiem tylko tyle – to nie jest normalne, że się nie dostaje tej pomocy – od dziadków, cioć, kogoś. Ale to inny temat. Po prostu – intensywność bycia z dzieckiem również odziera Cię z własnych wizji na temat tego, jaką matką będziesz, jaką matką chciałabyś być. 

Kiedy kolejną noc z rzędu śpisz 3 godziny, kiedy w domu wszystkim zajmujesz się Ty, kiedy nie masz odskoczni nawet na chwilę, po prostu nie ma bata – nie ma wtedy matki, którą chcesz być – jesteś Ty – prawdziwa, ze wszystkimi swoimi wadami, całym bagażem, który przyturlałaś tu ze swojego domu rodzinnego i wszystkich tych lat, które żyjesz.


Jeśli masz szczęście – rodzice, dom rodzinny, wyposażyli Cię w narzędzia – umiejętność rozmawiania o emocjach, mówienia, czego chcesz, a czego nie, pokazywania innym, gdzie są Twoje granice. Wiedzę, gdzie te granice masz.

Bo to jest właśnie to, czym jest dla mnie rodzicielstwo bliskości – to odkrywanie swoich granic, a nie stawianie granic dziecku.

Mam z tym duży problem, dużo się uczę, ale generalnie ja jestem człowiekiem bez granic – tak mnie ukształtował dom rodzinny. Jestem dzieckiem (wciąż w mojej głowie), które ma być grzeczne i miłe, co myśli przede wszystkim o innych i chce wszystko ładnie, super i pięknie. Chcę dostawać pochwały. I szóstki z plusem i uśmiechem. I nie umiem powiedzieć: tu jest moja granica. Mama mnie nie nauczyła. Tata mnie nie nauczył. Sama się nie nauczyłam. Teraz się uczę.

Ludzie bez granic mają mówiąc szczerze przesrane. Są jak las, do którego każdy może wejść i zabrać drzewo. Bo nie ma granic – proszę, wejdź weź moje drzewo, jestem miłym lasem i chcę szóstkę z plusem i uśmiechem. I dajesz, i dajesz, i dajesz z siebie wszystko, co możesz. I liczysz, że ktoś coś odda, zrobi dla Ciebie. Nie zrobi. Bo kto idzie z drewnem do lasu? Bez sensu. Nie oddadzą Ci już tego drzewa, co zabrali. A jak im wygadasz, to powiedzą Ci, że nie musiałaś dawać. I tak się rodzi w Tobie żal, żółć i frustracja. I zostajesz niefajnym człowiekiem. 

Rodzicielstwo bliskości to dla mnie wielka nauka każdego dnia. Mam taki problem, że nie wiem, gdzie jest moja granica. Naginam się i naginam, i jestem wciąż miła i cierpliwa, a potem wybucham, biegam jak kurczak bez głowy. Bez sensu. Emocje wylatują strumieniem. Katharsis. O – i znów grzeczna ze mnie dziewczynka. Tylko, że to nie o to chodzi.

Chodzi o to, by szybciej pokazać, gdzie jest nasza granica. Dzieci potrzebują to wiedzieć. czasem mamy wrażenie, że nas „testują” (nie lubię tego określenia), tak jakby chciały powiedzieć: Mamo, muszę wiedzieć, gdzie jest Twoja granica! Muszę zobaczyć, jak ją mi pokazujesz! Naucz mnie mieć moje granice!

Umiejętność pokazywania innym swoich granic, komunikowania ich na poziomie dorosły – dorosły, to dla mnie wciąż trudna sprawa, ale uczę się, uczę się wraz z moim synem. Uczę się mówić mu, bez oceniania go, kiedy mnie rani, kiedy czegoś nie chcę (o. to jest grube, grzeczne dziewczynki tak nie mówią). Uczę się pozwalać mu na emocje, nawet te negatywne. Jeśli czuje złość, pozwalam mu ją czuć. Jest mi bardzo trudno, bo mi przez wiele lat nie pozwalano czuć złości. Sama sobie nie pozwalałam. Grzeczne dziewczynki się nie złoszczą. 

Rodzicielstwo bliskości – czym jest dla mnie? Nieustannym uczeniem się. To bycie blisko nie tylko z własnym dzieckiem, ale też z tym małym sobą, wewnętrznym dzieckiem, które czasem trzeba ukochać, czasem pozwolić mu płakać, a czasem, choć to trudne – pozwolić mu poczuć złość, gniew, pozwolić mu się wykrzyczeć i poczuć, gdzie są nasze granice. 

Jak być blisko, kiedy brak sił? Być, po prostu, realnie, autentycznie.

Wpis powstał w ramach akcji Bliskopad, organizowanej przez BliskoStwory. Akcja odbywa się już po raz trzeci i polega na promowaniu bliskości 🙂 Codziennie, przez cały listopad, w ramach akcji jest małe zadanie do wykonania – niby nic, a jednak motywuje nas do poświęcenia tych kilku minut tylko dla dziecka. Na moim Facebooku już udostępniałam tę grafikę. 

Bliskopad

Listopad już prawie za nami – ale jeszcze nie jest za późno, by się dołączyć – a później, promować bliskość również kiedy listopad przeminie – zbliżają się Święta, wszystkim chyba kojarzące się z rodziną i bliskością! 

Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku  (tam piszę śmieszne rzeczy, a czasem trochę smutne, albo po prostu zwykłe) zacząć obserwować mnie na Instagramie (tam jest dużo zdjęć i one nie są jakieś ładne, bo trochę nie umiem ich robić), podzielić się tym tekstem przy pomocy poniższych ikonek lub zostawić komentarzBez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!

Related Posts