co u nas kapcie myślę sobie na bieżąco najnowsze paputki recenzje sziszi ubrania i tekstylia

Jeszcze chwila

Jeszcze chwila

Wstajemy z Frankiem około 6 rano. K. już nie ma – wstaje o barbarzyńskiej porze, czyli 3:30. O 4:00 wychodzi z domu. Dojeżdża do pracy 60 km. Zaczyna o 6:00. Kiedy ja i Franek wstajemy, on już pracuje. Właściwie cały dzień jestem z Frankiem sama – K. wraca ok. 18, 18:30.


Wstajemy i od razu kołowrotek – przebrać Franka, ogarnąć siebie, wstawić jaglankę. Jemy śniadanie ogarniamy po śniadaniu razem z Frankiem – trwa dłużej razy milion, ale on lubi pomagać. Ogarniam suszarkę, bo zazwyczaj w nocy wstawiam pranie, więc rano muszę je wywiesić. Śniadanie zjedzone, dopijam kawę, chwilę siadam, uff, dobra, zbieramy się na spacer. Ubieram się, maluję, ubieram Franka, wychodzę. Jest 9:00 – wszystko trwa. 

Spacerujemy. Lubię być na dworze, przebudzam się ostatecznie, chodzimy, czasem idzie sprawnie, czasem mniej, czasem oglądamy przez godzinę pracę śmieciarzy, czasem toczymy filozoficzne dysputy o bezsensie leżenia plackiem na środku ulicy.

Wracamy. Jest 12, targam Franka, wózek, trzy patyki, dwa kamienie i zakupy. Wejść do domu, rozebrać Franka, przebrać w ciuchy domowe. Ogarniamy dom, sprzątamy – oczywiście razem. Wszystko trwa. 

Czasem dzień jest łaskawy i Franek idzie na drzemkę. Wtedy ogarniam bloga. Jeśli nie idzie, siedzę dłużej wieczorem. 

Wstaje. Gotujemy obiad. Jemy. Sprzątamy. Akcja obiad zazwyczaj zajmuje mi od półtorej do dwóch godzin. Z dzieckiem wszystko mi trwa. No chyba, że mam obiad szybki. To w godzinie się zamknę. 

Potem mamy czas na zabawę, tulenie, czytanie książek. Ale niedługo, bo zazwyczaj jest już 16, o 17 powoli zaczynam przygotowywać się do powrotu K. Przygotowuję obiad dla niego, przygotowuję rzeczy dla Franka do kąpieli i snu, przygotowuję się do pracy (uczę wieczorami norweskiego, kilka godzin, ale zawsze). 

O 18 wchodzi K, przekazuję mu Franka – jedzą razem, K. obiad, F. kolację, ja znikam w pokoju, sprawdzam prace domowe, zaczynam lekcje. Kiedy kończę, jeśli dobrze pójdzie Franek już śpi – jeśli nie, muszę go położyć spać. 

Śpi. Cisza. Siadamy chwilę z K., ale niedługo. Zazwyczaj jest już 21:30, K. kładzie się spać około 22:00. Ja idę się kąpać. Wstawiam pranie. Siadam, spisuję plan dnia następnego, co chcę zrobić. Piszę post na bloga, planuję wpisy na Facebooka. Jest prawie 1:00. Idę spać – myślę. Ale…

Jeszcze chwila

Jeszcze chwila


No właśnie. Ale nie idę. Jeszcze chwila. W domu pusto. Wszyscy śpią. Ja patrzę na listę rzeczy do zrobienia na ten dzień i z satysfakcją wykreślam ostatni element. Wszystko zrobione. Robię sobie herbatę, owijam się kocem. Przeglądam bez celu Facebooka, czytam jakieś artykuły, patrzę w ścianę. Wiem, że powinnam już iść spać, ale… jeszcze chwila. Chwytam książkę, czytam trzy strony, łyk herbaty (ciepłej!). 

Jeszcze chwila

Jeszcze chwila

Jeszcze chwila


To taki czas dla mnie, ta chwila. Cichy dom, pusta głowa, wyciszam się, łapię ten moment spokoju. Czuję zmęczenie, ale odczuwam je z radością – to znaczy, że dałam radę, że ogarnęłam, że zrobiłam wszystko, co chciałam. Czasem łapią mnie wyrzuty sumienia, to mogłam lepiej, coś innego bardziej, może mogłam być bardziej obecna? Znów rozmawiałam pół godziny z koleżanką przez telefon. Nie starczyło mi cierpliwości, by powiedzieć 78 raz, coś tam coś tam.

Odganiam takie myśli. Nie chcę żałować, nie chcę wyrzutów sumienia. Dałam radę. Ty też dałaś. Ogarnęłyśmy. Wolę wspominać dobre rzeczy, uśmiecham się na wspomnienie śmiesznych, ciekawych, nowych słów, dialogów, sytuacji z minionego dnia. 

A teraz spać. Jeszcze tylko zmyję po sobie ten kubek po herbacie. 

Jeszcze chwila

Jeszcze chwila


Każda z Was wie, o czym piszę. Nie o to chodzi, że się żalę, czy coś. Każda z nas tak ma – codzienny kołowrotek. Ale ogarniamy. Codziennie ogarniamy. Dzieci, praca, dom, partner. A wieczorem – chwila dla siebie. Jeszcze chwila…

***

Na zdjęciach do tego wpisu możecie zobaczyć moje paputki od Sziszi – pisałam wielokrotnie o produktach tej cudnej marki w kontekście bucików Frankowych (wpisy BUTY DLA NIECHODZĄCEGO DZIECKA, SEZON NA KAPCI E UWAŻAM ZA OTWARTY). Franek ma już aktualnie trzecią parę (to te brązowe oxfordy przepiękne!). 

Jeszcze chwila, mokasyny Sziszi

Jeszcze chwila, mokasyny Sziszi

Jeszcze chwila, mokasyny Sziszi

Jeszcze chwila, mokasyny Sziszi

Jeszcze chwila, mokasyny Sziszi


Ale od niedawna u Sziszi możecie dostać też paputki dla dorosłych, szyte na zamówienie, idealnie dopasowane do waszej stopy. I powiem Wam, że jak tylko je założyłam, wiedziałam już, że dobrze zrobiłam wybierając je na pierwsze (i drugie i trzecie 🙂 ) paputki Frankowe. One są po prostu przewygodne!

Cały paputek pracuje razem ze stopą, która odpoczywa, bo nie ciągnie kapcia/laczki/japonki za sobą. 

Wykonane w całości z naturalnych materiałów – skóra/zamsz, oddychają, stopa się w nich nie poci. A do tego są po prostu przepiękne, prawda?

U Sziszi znajdziecie dużo cudowności. Zajrzyjcie koniecznie www.sziszishop.pl 🙂


Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku  (tam piszę śmieszne rzeczy, a czasem trochę smutne, albo po prostu zwykłe) zacząć obserwować mnie na Instagramie (tam jest dużo zdjęć i one nie są jakieś ładne, bo trochę nie umiem ich robić), podzielić się tym tekstem przy pomocy poniższych ikonek lub zostawić komentarzBez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!

Related Posts