co u nas dochodzenie odszkodowań myślę sobie najnowsze odszkodowania

4 rano, huk i… dochodzenie odszkodowań

dochodzenie odszkodowań

Dziś nad ranem obudził mnie potężny huk. Otworzyłam oczy i… przypomniała mi się sytuacja sprzed dwóch lat. Ja w ciąży, K. za granicą i podobnie jak dziś – wielki huk o 4 nad ranem. Tym razem był to tylko przewrócony, metalowy śmietnik, ale wtedy – dwa lata temu, był to samochód, który wjechał w moje auto zaparkowane pod domem. Wyjrzałam przez okno – i jedyne słowo, które cisnęło mi się na usta, to było soczyste „K….!”.

Pan, który wjechał w mój samochód okazał się być prawym obywatelem i nie odjechał z miejsca zdarzenia, ale potulnie zadzwonił do drzwi i przyznał się, że to on. Później, w dalszym toku sprawy, również okazał się pomocny, bez problemu udało mi się uzyskać odszkodowanie itp. Ale sam moment, kiedy to się stało, wspominam jako lawinę myśli, poprzecinanych milionem przekleństw – ja tryskająca hormonami ciążowymi, zdążyłam się poryczeć trzy razy, zanim sturlałam się na dół, otworzyć mu drzwi. 

W głowie miałam tylko kłopoty, problemy, latanie i załatwianie, i myśli jedna za drugą – jeszcze tego mi brakowało, oczywiście, on się wszystkiego wyprze, a ja, nie dość, że w ogóle nie nadaję się do załatwiania spraw tego typu, to w ciąży, byłam jakaś – nie wiem – totalnie nieudolna, płaczliwa, a mój ciążowy mózg nie pozwalał nawet sklecić dwóch sensownych zdań. 

K. za granicą, zjeżdżał dopiero za dwa miesiące, ja na tym wiejskim zadupiu, bez auta, jak ja zakupy zrobię, jezusmariajezusmaria. I jeszcze się będę wykłócać z facetem o pieniądze. Mniej więcej tak wyglądał mój ciąg myślowy. 

Tak jak wspominałam, pan od stłuczki okazał się być w porządku, nie uciekał od odpowiedzialności i dzięki jego pomocy udało się wszystko załatwić szybko i sprawnie. Dodatkowo ubezpieczyciel (o dziwo) nie zaniżył kwoty odszkodowania i naprawdę wszystko potoczyło się po mojej myśli.

Ale akurat miałam szczęście, bo obdzwaniając koleżanki następnego dnia, podpytując, czy zdarzyło im się kiedyś coś takiego i szukając sposobów szybkiego wyjścia z sytuacji, nasłuchałam się wielu historii. Większość oscylowała wokół zaniżenia kwoty odszkodowania przez ubezpieczyciela. I tu z kolei, dowiedziałam się, że właściwie spór z ubezpieczycielem zazwyczaj jest jałowy. Wiele osób polecało jednak w tej sytuacji, po prostu zwrócenie się do specjalistów, bo dochodzenie odszkodowań na własną rękę może po prostu nie przynieść nam żadnych efektów, lub dużo niższe, niż te, na które zasługujemy.

Jakie są Wasze opinie? Mieliście kiedyś podobną sytuację?
Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku  (tam piszę śmieszne rzeczy, a czasem trochę smutne, albo po prostu zwykłe) zacząć obserwować mnie na Instagramie (tam jest dużo zdjęć i one nie są jakieś ładne, bo trochę nie umiem ich robić), podzielić się tym tekstem przy pomocy poniższych ikonek lub zostawić komentarzBez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!

Related Posts