co u nas drugi rok moim skromnym zdaniem mówienie najnowsze pierwsze słowa po kolei rozwój mowy

Franek mówi po swojemu

Franek mówi po swojemu


Franek mówi. Może „mówi” to duże słowo, ale mam z nim proces komunikacji. Nazywa rzeczy, osoby, komunikuje potrzeby, tworzy pierwsze zdania. Czasem jest bardzo śmiesznie! Ale jest też bardzo twórczo.


Zaczęło się oczywiście od nazw – prostych nazw rzeczy, zwierząt osób. Był więc „tata”, „mama”, „baba”, „dziadzia”, „De” (nasz kot Leon).

Później pojawiły się nazwy dźwiękonaśladowcze różnych zwierząt: „kaka”, czyli wszystkie kaczki i inne ptaki. „Koko” – kury, „gęgę” – gęsi, „ału” – wilk, „mmm” – krowa, „u u u” – sowa, „a a a” – małpa, „sss” – wąż. 

Niektóre zwierzęta nazywał po swojemu: „wrał” – lew, „sisi” – kot, „aaa” – niedźwiedź. 

Zaczął komunikować potrzeby – „aaa” – spać, „am” – jeść, „ha” – pić, „titi” – pierś. 

Potrzeby nocnikowe komunikuje zawsze po fakcie – „be” kupa i „si” siku 🙂

Zaczął też nazywać po swojemu inne przedmioty i rzeczy – „kako” – traktor”, „ato” – auto, „gugu” – śmieciara lub ciężarówka, „ti” – tir, „jezie jezie” – karetka, policja i straż pożarna.

Mówi też „lalala” – piosenki, śpiewanie”, „kum kum” – chce, bym śpiewała „była sobie żabka mała”, „tam tam tam” – chce, bym śpiewała „jestem sobie przedszkolaczek”. „Akuku” – no wiadomo 🙂

Najciekawsze dla mnie z punktu widzenia językowego są jednak słowa, do których pasuje kilka pojęć – fascynuje mnie, w jaki sposób je ze sobą połączył. Są więc połączenia nawet logiczne: „be” to kupa, ale też mucha, pająk, brud, robal. Czasem Franek bierze w rękę kapeć i lata po domu wołając „dzie jest be” – czyli gdzie jest be. Nie wiem, co on z tym kapciem, ja tak nie unicestwiam pająków i robali, ja generalnie jak widzę pająka wrzeszczę i wchodzę na stół. No ale, podpatrzył gdzieś i tak robi – dziecko morderca robali – I’m not proud.

Innym przykładem takiego słowa zbiorczego jest „Ziezie” i „Dua” – to ogólnie fajne rzeczy, takie jak pies, albo jego kuzyn. Czasem pojazd, który nie jest traktorem „Kako” ani „Gugu” ciężarówką. 

Franek układa też zdania. Używa jednego czasownika! Jednego, który oznacza wszystkie czynności. Ten czasownik to „Geja” – dla wszystkich osób i czynności taki sam. To jest w ogóle dla mnie genialne, o ile języki byłyby łatwiejsze, gdyby wszystkie poszły w ślady Frankowego toku myślenia! No bo popatrzcie, to całkiem logiczne:

„Mama geja am” – mama je.
„Mama geja si” – mama poszła do toalety.
„Baba geja dada” – babcia poszła.
„Tata geja dryń” – tata pojechał autem („dryń” to po Frankowemu brum brum).
„Wrał geja kłi” – lew ma kły 🙂

Fajny to czas. Dużo więcej się rozumiemy, szczególnie komunikowanie potrzeb dużo u nas ułatwiło. Frankowi buzia się nie zamyka, chce nazywać wszystko podczas spacerów, jak nie zna danego słowa, mówi „Ija” – wtedy mam podać mu nazwę tej nowej rzeczy – chce się uczyć, próbuje powtarzać. Każdego dnia poznaje nowe słowa, każdego dnia coś odkrywa. Widzę u niego ten pęd poznawczy i zazdroszczę. Chcę go chwycić za rękę i powiedzieć: „Ucz mnie”. Chcę na nowo rozbudzić w sobie taką ciekawość świata. Taką możliwość daje mi moje dzikie dziecko.

Franek mówi po swojemu

Franek mówi po swojemu


Franek ma na sobie:
pieluszka od ECODIDI
Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku  (tam piszę śmieszne rzeczy, a czasem trochę smutne, albo po prostu zwykłe) zacząć obserwować mnie na Instagramie (tam jest dużo zdjęć i one nie są jakieś ładne, bo trochę nie umiem ich robić), podzielić się tym tekstem przy pomocy poniższych ikonek lub zostawić komentarzBez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!

Related Posts