co u nas inspiracje myślę sobie najnowsze organizacja plannery planowanie

Planuję, by nie zwariować

Planowanie, plannery, organizacja

Ostatnio na Facebooku zapytałam się, o czym chciałybyście czytać. Zdziwiłam się, kiedy powtórzyło się pytanie o to, jak ogarniam – mój dzień, bloga, pracę, dom. Przede wszystkim – nie jestem guru ogarniania, bardzo często nie ogarniam, ale jednak – trzymam kilka srok za ogon, lub w temacie mojego miejsca zamieszkania – kilka dorszy 🙂


Planuję, by nie zwariować

Po pierwsze – to, co u mnie się sprawdza, nie musi sprawdzać się u Was. Są ludzie, którzy wolą planować, mieć wszystko rozpisane, a inni wolą iść na żywioł. Niektórzy lubią stały rytm dnia, inni nie, lub po prostu nie mogą sobie na niego pozwolić. 

Stwórz listę priorytetów

Jeśli miałabym Wam poradzić jedną ważną rzecz, którą warto zrobić, to zdecydowanie polecam zrobić listę swoich priorytetów. I to nie takich życiowych (to też, ale o tym kiedy indziej ;), tylko priorytetów dotyczących każdego, zwykłego dnia. 

Co jest dla Ciebie ważne, co chciałabyś robić każdego dnia, kilka razy w tygodniu, z czego nie potrafisz zrezygnować? I naprawdę chodzi mi o zwykłe rzeczy, wokół których można opleść cały system, plan dnia.


U mnie jest to codzienny spacer (nie potrafię i nie chcę z tego rezygnować), dobre i wartościowe posiłki o mniej więcej stałych porach, ogarnięty dom (nie jestem sterylna, ale syf sprawia, że mam depresję i czuję, że nic nie ogarniam), czas na chociaż 15 minutową, nieprzerywaną niczym rozmowę z K., chwile autentycznego przebywania z dzieckiem i twórczej zabawy, praca, blog, długi, gorący prysznic raz dziennie, minimum 10 minut czytania książki. Tyle. Więcej się nie zmieści.


Gdybym miała powiedzieć, co pomaga mi się ogarnąć, to zdecydowanie jest to planowanie. Jestem z tej grupy, co nie lubi iść na żywioł, bo to się kończy byciem rozlazłym i ostatecznie nie robieniem niczego/robieniem wszystkiego po łebkach/robieniem 349 rzeczy naraz (czyli niczego). Mój mąż mawia, że jestem człowiekiem karteczek i notesików – i ma tu trochę racji – planuję i rozpisuję wszystko, co się da. 

Mam kilka kalendarzy, kilka zeszytów. Ale nie mam w nich bałaganu, wręcz przeciwnie. Leżą na kupce, każdy podpisany.


Przede wszystkim moim głównym kalendarzem jest zwykły kalendarz kupiony na allegro za całe 20 ziko – ważne dla mnie jest to, by każdy dzień był w nim osobno. 

Każdą kartkę dzielę w nim na 3 części – u góry zapisuję, jaki danego dnia ma pojawić się wpis na blogu. Na samym dole piszę godziny mojej pracy (uczę norweskiego wieczorami, codziennie 2 – 4 godziny). W środkowej części piszę ważne rzeczy na ten dzień – w postaci listy. To wizyty u lekarza, umówione spotkania, coś, co należy zrobić. Tam też piszę akcje sprzątaniowe, które robię co jakiś czas – na przykład zmiana pościeli, pranie pralki, odkamienianie czy czyszczenie rur sodą i octem. Jeżeli prałam pralkę dziś od razu w tym kalendarzu wpisuję dokładnie za miesiąc hasło „pranie pralki”. Dzięki temu nie muszę się zastanawiać, kiedy coś takiego robiłam.

Ta lista to po prostu spisywanie na bieżąco rzeczy, które chcę zrobić danego dnia, bez ładu i składu, dopiero później ogarniam to w konkretny plan działania (o tym za chwilę).

Wszystkie „akcje”, w które zamieszany jest K. zapisuję również na wiszącym w ogólnowidocznym miejscu kalendarzu ściennym – są tam urodziny, wyjścia, wizyty u lekarza – dzięki temu wszyscy widzą na bieżąco, co dzieje się w nadchodzącym tygodniu. To pomaga też K. zaplanować swoje życie.

Dodatkowo mam zeszyty – plannery. Nie znalazłam jak dotąd plannera idealnego, a często plannery powalają swoją ceną, a więc ja kupuję po prostu zeszyty w Lidlu 😉 

Dwa duże – jeden do planowania wpisów na blogu (rozpisuję je miesięcznie, zazwyczaj cały miesiąc na początku) plus zawsze na kolejnej kartce notuję luźno pomysły na następny miesiąc. Drugi duży zeszyt do planowania wpisów na Facebooku – chcę by codziennie pojawiała się jakaś zajawka wpisu, coś śmiesznego, jakaś historyjka z naszego życia. Niestety nie zawsze się to udaje (ale się staram :). Facebookowy zeszyt staram się rozplanowywać w piątki/soboty na nadchodzący tydzień. 

Oprócz tego mam dwa małe zeszytyjeden do planowania mojej pracy – każde zajęcia z norweskiego planuję  poprzedniego dnia i dokładnie rozpisuję, co po kolei będziemy robić. 

Planowanie, plannery, organizacja

Planowanie, plannery, organizacja


Drugi mały zeszyt to moje centrum dowodzenia. Każdego wieczora siadam i na spokojnie planuję kolejny dzień. Robię to w oparciu o mały kalendarz, gdzie mam zapisane wpisy na blogu, które nadchodzą, zajęcia czyli lekcje, a także luźno spisane ważne rzeczy. 

Kartkę w zeszycie dzielę na cztery części – RANEK, DRZEMKA (jeśli będzie, tu zawsze jestem ostrożna), POPOŁUDNIE, WIECZÓR. Wpisuję max 3-4 rzeczy, które chcę wtedy zrobić (lub muszę).

Nie robię długich list, staram się planować z głową, chronologicznie – długie listy naprawdę się nie sprawdzają. 

Planowanie, plannery, organizacja

Planowanie, plannery, organizacja


Przede wszystkim jestem realistką w tym planowaniu – plus znam siebie i Franka, wiem, że więcej zrobimy rano niż popołudniu itp.

Staram się też wybrać „temat wiodący” – jeśli wiem, że tego dnia dużo sprzątam (na przykład poniedziałek), to raczej nie zrobię miliona zdjęć na bloga, jeśli gotuję czasochłonny obiad, nie posprzątam całego domu na błysk, sorry. 

Planuję w oparciu o harmonogram tygodniowy, który mam już w głowie – na przykład duże sprzątanie w poniedziałki i czwartki, duże gotowanie w poniedziałki (szybszy obiad) i środy (super mega turbo obiad). W pozostałe dni mogę sobie zaszaleć i posprzątać coś gratisowego lub właśnie porobić zdjęcia na bloga (wtorek zazwyczaj, bo w piątek już powoli mi się nic nie chce ;).

Nasz typowy dzień? Rano zazwyczaj wstajemy (różnie bywa, ale uśredniając między 5 a 7), jeśli wstaniemy o 5 pozwalam się wolniej zacząć dzień, jeśli koło 7, bardziej się sprężam. Popijając gorącą wodę z cytryną, ogarniam sypialnię, przebieram Franka, szykuję śniadanie. To trwa. 

Po śniadaniu sprzątam i chwilę siadam popijając kawę (5 minut dla siebie). Franek rano zazwyczaj jest wyspany i zrelaksowany, bardziej współpracuje. Po kawie zbieram się na spacer, maluję się, ubieram, następnie ubieram Franka i wychodzimy na spacer. Zazwyczaj między 9 a 10 jesteśmy na spacerze (a od wstania usiadłam na 5 minut, ale wiem, że tylko tak udaje się nam wyjść na spacer w miarę sprawnie). Spacerujemy w zależności od pogody od godziny do dwóch. Staram się na spacerze ogarnąć blogowego Facebooka i Instagrama, nie zawsze się udaje. 

Po powrocie do domu jest czas na ogarnianie domu – to moja jedyna szansa, po południu już nic nie zrobię. Franek wtedy je przekąski w biegu (jabłko, gruszka, samorobotne ciasteczka owsiane). Jeśli Franek idzie na drzemkę mam godzinę dla siebie – zazwyczaj oglądam wtedy serial/czytam książkę i piję kawę jedząc drugie śniadanie. Po drzemce gotuję obiad i jemy. Uwaga! Zazwyczaj jest już 15:00/16:00 😀 

Zostało 3 godziny do powrotu Frankowego taty – ten czas wykorzystujemy dla siebie, czytamy, malujemy, bawimy się z Frankiem. Czasem razem, czasem obok siebie. Ostatnio często robimy recitale i śpiewamy grając na instrumentach 🙂 o 18 wraca K i je obiad a Franek je z nim kolacje. Ja już trochę biegam przygotowując się do pracy – o 19 zaczynam i kończę o 21:15 lub 22:30, zależy od dnia. 

Franek już śpi, chwilę gadam z K, ustalamy świat, następnie siadam do bloga – pracuję nad wpisami mniej więcej do 1 w nocy. Zazwyczaj 3 godziny pracy w skupieniu (w miarę) codziennie od poniedziałku do piątku. Następnie przygotowuję zajęcia z norweskiego na kolejny dzień. Idę spać, sprawdzając, czy coś jeszcze zostało z mojej listy. Zazwyczaj jednak udaje mi się wszystko zrealizować dzięki realistycznemu planowaniu – wiem, o jakiej porze jesteśmy najbardziej współpracujący z Frankiem, wiem ile zajmują mi różne czynności. Na każdą porę dnia nie planuję więcej niż 3-4 rzeczy. 

Pytałyście też o jedzenie – nie zaskoczę Was chyba tym, że jedzenie również planuję 🙂 Na lodówce wisi ręcznie narysowany, wcale nie designerski planner tygodniowy posiłków. Każdy dzień to 4 posiłki – śniadanie, drugie śniadanie, obiad i kolacja. 

Planowanie, plannery, organizacja


Planuję wszystkie, a dzięki rozplanowaniu tygodniowemu jemy fajne i zróżnicowane posiłki. Obiady robię na dwa dni. Zazwyczaj staram się by było jedno danie wow (najczęściej na środę – czwartek, bo w poniedziałki mam dużo sprzątania po weekendzie i wolę prostsze, szybsze obiady). Dzięki takiemu planowaniu bardzo zmniejszyliśmy nasze wydatki na jedzenie, mimo że jemy dobrze i zdrowo. 


Zakupy robimy dwa razy w tygodniu – nie wchodzimy do sklepu (poza porannym spacerem, Franek bardzo lubi nasz wiejski sklep i zazwyczaj wchodzę tam po jedną rzecz typu jedno jabłko, które zjada na spacerze). Nie wydaję tu 5 zł tu 7, tylko konkretnie dwa razy w tygodniu, a dzięki plannerowi kupuję tylko potrzebne rzeczy.

Zawsze mam też awaryjne jedzenie – jeśli nie uda mi się zrobić planowanego obiadu, to mogę coś wymyślić na szybko). Planner jedzenia to naprawdę świetna rzecz – przede wszystkim unika się jednostajnego jedzenia, biegania w popłochu do sklepu, bo czegoś zabrakło, no i będziecie w szoku ile zaoszczędzicie (ja byłam).

To chyba tyle o moim dniu, cóż rzec – jestem człowiekiem karteczek i notesików, nie da się ukryć! 🙂

Trochę w tygodniu jest zapieprz, ale za to weekend jest świętym czasem rodzinnym. Kiedyś miałam taką fantazję, by skorzystać z tego, jak K. jest w domu, i popisać na bloga, przygotować zajęcia czy posprzątać, kiedy on jest z Frankiem. Ale szybko olałam ten pomysł – szkoda mi tego czasu, tak mało jesteśmy razem. 

Bardzo pomaga mi traktowanie mojego robienia wszystkiego w domu jako pracę. Mój mąż ma swoją pracę, a ja mam taką – wykonuję ją najlepiej jak potrafię i podchodzę do niej zadaniowo. Pomaga mi to też, bo lubię mieć usystematyzowany czas, inaczej jestem chodzącym rozmemłaniem 🙂

A jak u Was? Planujecie? Jeśli chciałybyście poczytać dokładnie o jakimś elemencie, planowaniu danej rzeczy, dajcie znać!

Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku  (tam piszę śmieszne rzeczy, a czasem trochę smutne, albo po prostu zwykłe) zacząć obserwować mnie na Instagramie (tam jest dużo zdjęć i one nie są jakieś ładne, bo trochę nie umiem ich robić), podzielić się tym tekstem przy pomocy poniższych ikonek lub zostawić komentarzBez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!

Related Posts