co u nas inspiracje motywacja myślę sobie na bieżąco najnowsze zmień coś życie matki

Musisz mieć coś swojego

Musisz mieć coś swojego


W listopadzie była taka akcja „Bliskopad”, w ramach której popełniłam wpis „JAK BYĆ BLISKO, KIEDY BRAK SIŁ”. Pisałyście wtedy do mnie, że to ważny wpis jest, że wiele z Was czuje się podobnie – na skraju i u kresu. 


Napisałam w tym wpisie:

Kiedy kolejną noc z rzędu śpisz 3 godziny, kiedy w domu wszystkim zajmujesz się Ty, kiedy nie masz odskoczni nawet na chwilę, po prostu nie ma bata – nie ma wtedy matki, którą chcesz być – jesteś Ty – prawdziwa, ze wszystkimi swoimi wadami, całym bagażem, który przyturlałaś tu ze swojego domu rodzinnego i wszystkich tych lat, które żyjesz.

I dziś podpisuję się pod tym obiema rękami. Tylko… złapałam już trochę dystansu do tamtego czasu, do sytuacji, w której tkwiłam, myśląc, że nie ma szansy na zmianę. I pogrążałam się, zatapiałam coraz bardziej w marazmie, frustracji i pewnie jakieś formie depresji. 

Zaczęłam tracić cierpliwość – do Franka, do K. Tylko, że K. jest dorosły, dużo rzeczy bierze na klatę. A Franek? Kiedy po raz kolejny podniosłam na niego głos, kiedy powiedziałam za dużo rzeczy, których nie chciałam, których przecież nie myślę nawet, pomyślałam sobie – dość, coś musi się zmienić. 

Dosyć tego kołowrotka. Mój krzyk, za dużo słów, za mocnych, takich bez sensu, Franka spojrzenie, takie rozczarowane mną, przecież o woda na młyn mojego matczynego poczucia winy. Więc idę do łazienki. 

Co robi matka sama w łazience? O nie, nie maluje się ani nie myje – to matki robią z dziećmi przecież. 

Matka w łazience ryczy. Siedzi na ziemi i ryczy z bezsilności, połykając gorzkie łzy wyrzutów sumienia i poczucia winy. Znów nie była taka, jaką chciałaby być, nie dała rady, złość, zmęczenie, brak cierpliwości i frustracja zwyciężyły, wzięły górę. Rozciągnięta do granic możliwości. 

Każda z nas tam była. A jak nie była, pewnie tam trafi. High five sisters.

Powiedziałam sobie, że muszę, MUSZĘ coś zmienić. Tę sytuację z pozoru nie do zmiany, przy braku pomocy, z mężem pracującym miliony godzin, z tą wsią, po której się snuję sama z wózkiem, z tym brakiem samochodu. 

Zaczęłam od powrotu do pracy, na kilka godzin, wieczorem, po powrocie K. Nie było łatwo, po całym dniu, jeszcze praca, czasem do 23. Potem blog. Niedosypianie. Ale dostałam wiatru w żagle. Miałam coś swojego. Powiało energią, zmianą, życiem. I nagle marazm się zmniejszył, a zastąpiła go chęć do jeszcze większych zmian. 

Nadchodzi nowe. Kupiliśmy mieszkanie w mieście, przeprowadzka za rok. Tam gdzie są ludzie i miejsca, które znamy i kochamy. Mam pracę, którą kocham. K. zmniejszył godziny pracy, przestał pracować w weekendy, jest szybciej w domu. 

Wyszłam z tego schematu, z tego zaklętego koła. Nie było łatwo. Te kilka zdań wyżej – krótki opis, tego, co się zmieniło, wydaje się, że to tak hop siup. Nie. Nie było łatwo. Zmiany trwały łącznie ponad pół roku i nieraz żałowałam, że wzięłam sobie zbyt wiele na barki znów. Ale daliśmy radę. 

Jestem tu gdzie jestem i w końcu podoba mi się to co widzę. 

Wiecie co, kiedy czytałam rzeczy typu – że trzeba mieć coś swojego, że praca, pasja, wychodzenie z domu. Wydawało mi się to niemożliwe. Byłam wpędzona w pętlę, z której wydawało mi się nie ma wyjścia. Myślałam, że trzeba zacisnąć zęby i przeczekać. Przecierpieć.

Bez sensu. Szkoda czasu. I pewnie stracę cierpliwość milion razy jeszcze i nieraz będę sfrustrowana, ale spojrzę na zegarek i wiem, że za dwie, trzy godziny przyjdzie K., zmieni mnie, a ja pójdę do swojej odskoczni. 

Trzeba wierzyć, że jest wyjście. Poszukać na spokojnie. A wyjściem często jest dystans, w przypadku nas, matek, możemy go złapać mając coś swojego – wyjście, praca, cokolwiek. Niech jest regularne, niech jest Twoje, nie do ruszenia. O konkretnej godzinie, w konkretny dzień. Musisz mieć coś swojego. 

Ja mam. I wiesz co? Jestem lepsza dla innych, dla Franka, dla K. To niesamowite, że tak to działa – najpierw musisz być lepsza dla siebie, dopiero potem możesz coś dać innym, być dla nich dobra. Nie mając zasobów nie masz skąd dawać – daje się tylko z nadmiaru, a nie z braku.


Jeśli podoba Ci się ten wpis, lub w jakiś sposób uważasz go za przydatny dla siebie, daj mi znać! Możesz polubić mamowato.pl na Facebooku  (tam piszę śmieszne rzeczy, a czasem trochę smutne, albo po prostu zwykłe) zacząć obserwować mnie na Instagramie (tam jest dużo zdjęć i one nie są jakieś ładne, bo trochę nie umiem ich robić), podzielić się tym tekstem przy pomocy poniższych ikonek lub zostawić komentarzBez Was to miejsce nic nie znaczy, cieszę się z każdej Waszej reakcji!

Related Posts