drugi rok dziecko inspiracje myślę sobie

Jak wychować samodzielne i niezależne dziecko? I po co?

Jak wychować samodzielne i niezależne dziecko?

Jak wychować samodzielne i niezależne dziecko? I po co? Samodzielność mojego dziecka jest dla mnie kwestią priorytetową. Czasem nie jest łatwo, łatwiej jest zrobić za niego, zdecydować, ochronić, podać, ubrać, wybrać. Potrzeba dużo przestrzeni, dużo czasu, czasem jest to kwestia wyborów, u mnie dotyczą one wielu rzeczy – również rodzaju pracy, który wykonuję. Niektórzy twierdzą, że podporządkowałam swoje życie dziecku. Ja myślę, że bardziej ułożyłam sobie życie tak, by móc wychowywać dziecko w zgodzie ze swoimi przekonaniami. 

 

Czasem może i się nie da, wiem, bywa różnie. Ale bez względu na rodzaj naszych prac, tempo naszych żyć, jest coś, co jesteśmy winni naszym dzieciom – jest to wychowanie do samodzielności.

Wychowanie ludzi samodzielnych, samodecyzyjnych, umiejących nazwać swoje pragnienia, uczucia, wiedzących, gdzie są ich granice. Ludzi wychowanych w szacunku do nich samych, nauczonych szacunku do innych, szacunku do uczuć i granic innych osób.

To nie jest fanaberia. To nasz zakichany obowiązek.

Nie chcę wychodzić z pozycji osoby wszystko wiedzącej wiedzą pierdzącej – wiecie, że nigdy nie mam tego na myśli. Jestem jednak obserwatorem świata i, odkąd mam dziecko, pewne rzeczy dostrzegam jakoś mocniej, bardziej, jakoś wyraźniej widzę pewne zależności.

Wyręczamy dzieci w wielu rzeczach, zbyt wielu. Tłumaczymy się ich bezpieczeństwem, jednak, gdzieś tam w środku, pewnie sami wiemy, że często chodzi o naszą wygodę, by było szybciej, łatwiej.

Dla mnie odkryciem było, że w większości wypadków wystarczy odpowiednio przygotowana przestrzeń, by dziecko mogło bezpiecznie angażować się w codzienne czynności.

Jak wychować samodzielne i niezależne dziecko? Nie mam na to jasnej odpowiedzi.

W byciu samodzielnym i samodecyzyjnym najważniejsze jest dla mnie:

  • zachęcanie dziecka do wspólnego wykonywania prac domowych i tworzenie ku temu odpowiednich warunków
  • nie ocenianie efektów jego pracy, ale dostrzeganie ich
  • nie dawanie prac domowych jako kary
  • szanowanie wyborów
  • szanowanie odczuć i emocji, nie negowanie ich, nawet jeśli się ich nie pochwala
  • pomaganie tylko tyle, ile trzeba, nie wyręczanie

Moim celem jest wychowanie dziecka, dla którego praca w domu nie będzie tylko przykrym obowiązkiem. Nie twierdzę, że ma być przyjemnością, ale po prostu normalną rzeczą – w domu trzeba pewne rzeczy wykonywać i już.

Najciekawsze jest to, że małych dzieci nie trzeba zachęcać do pomocy prawie wcale. Same się garną! Chcą naśladować osoby dorosłe, chcą robić to, co oni. Często gasimy tę chęć, zniechęcamy dzieci, nie angażujemy ich. Wiadomo – zrobią to wolniej, niedokładnie, bardziej niezdarnie, ale kiedy, gdzie i jak mają się nauczyć?

Jakiś czas temu zrobiłam LIVE na FB o samodzielności w kuchni, w którym wspominałam o gadżetach, które pozwalają mi wspierać samodzielność Franka właśnie w tej przestrzeni kuchennej. Przede wszystkim kitchen helper – my mamy samoróbkę, ale nie wyobrażam sobie bez niej życia! Dzięki niej prawie wszystkie czynności w kuchni wykonujemy razem.

Owszem, ja też wolę zrobić obiad sama, w spokoju. Tylko, że ja nie mam wyboru. Początkowo szukałam pewnych rozwiązań zwyczajnie z własnej wygody – chciałam w spokoju zrobić obiad, trudno, że jak dałam Frankowi jaja do rozbijania zrobił się syf – ja w tym czasie zrobiłam kotletów jak dla armii, więc dla mnie to był sukces.

Przy każdej czynności w kuchni staram się angażować Franka – a to coś podaj, zamieszaj, przelej (to świetne ćwiczenie!), obierz warzywa (Franek świetnie radzi sobie z obieraczką), zamieszaj w garnku.

Kolejnym gadżetem, który ubóstwiam to zestaw miniaturek VILEDA do sprzątania – długo szukałam zabawek do sprzątania gender free 😉 Znalazłam serię KLEINE VILEDA i jestem nią totalnie zauroczona, tym bardziej, że to nie są zabawki – te rzeczy naprawdę sprzątają, to miniaturki normalnych produktów VILEDA. Dzięki nim sprzątamy z Frankiem dom razem. Franek ściera też kurze – ma butelkę z dyfuzorem (Ikea, taka do spryskiwania kwiatów) i ściereczkę – i szczerze, jest w tym ścieraniu dokładniejszy nawet ode mnie 😉

Uwielbiam patrzeć, jak te rzeczy procentują, jak zabawki odkładane są na miejsce, jak przy ścieraniu kurzu Franek najpierw odsuwa rzeczy, potem wyciera kurz i odkłada daną rzecz na miejsce, jaki jest dokładny w myciu naczyń.

Małe rzeczy, powiecie. Dla mnie wielkie.

To tylko jeden aspekt – kuchnia, dom. Jest jeszcze świat na zewnątrz – to zaufanie, że poradzi sobie na tej drabince, że nie spadnie z tej huśtawki. Na początku było mi trudno, zawsze uważałam się za taką nadmiernie chroniącą. Ale odsuwałam się stopniowo, oddawałam odpowiedzialność. I on ją udźwignął, uniósł. Dał radę.

I może czasem jest mi ciężej, bo sprzątanie trwa trzy godziny zamiast pół, bo obiad robimy pół dnia, a potem drugie pół sprzątamy, bo już czas wyjść, a Franek jeszcze klocki zbiera powolutku, po jednej sztuce – czekam. Daję przestrzeń.

I może czasem jest ciężej, bo słyszę kolejne NIE!, kolejną mamy różnicę zdań, a emocje dwulatka targają Frankiem niczym huragan – szanuję. Szanuję to NIE.

Bo chcę, by potrafił powiedzieć to NIE, by ufał swoim uczuciom, by znał swoje granice. Chcę, by był samodzielny, by był niezależny, by umiał się przeciwstawić, kiedy trzeba, by bronił swoich odczuć i swojego zdania.

Chcę, żeby się brudził, mylił, potykał, upadał. Chcę – bo to jest rozwój. Czy się boję? Czasem tak. Ale wiem, że to mój lęk, z którym ja muszę się uporać, nie on, nie mój dziki syn.

W obawie, by śmierć nie wydarła dziecka, wydzieramy dziecko życiu; nie chcąc, by umarło, nie pozwalamy żyć.”

Janusz Korczak

Related Posts

  • Od małych rzeczy się zaczyna 🙂 Staram się angażować córkę w wiele rzeczy, daję jej możliwość wyboru, ale czasem mam wrazenie, że jest jednak rozpieszczona 🙂

    • W jakim sensie rozpieszczona? Sorry, że dopytuję, ale wiem, że ludzie różne zachowania nazywają tą nazwą 🙂

      • Wiem, rozumiem o co ci chodzi ? za często wyręczamy ja w pewnych rzeczach, to na pewno!

        • A no 🙂 to jest trudne. Dla mnie bardzo – się powstrzymać. Szczególnie, jak chcę żeby było szybko i łatwo 😉

  • Ewelina

    Nigdy nie lubiłam rodziców, którzy we wszystkim wręczali swoje dzieci. Wręcz się gotowałam jak byłam świadkiem tych sytuacji. Mówiłam wprost i dyskutowalam z nimi. Dzisiaj z perspektywy czasu wiem że miałam rację. Urosły niedorajdy życiowe. Częściowe albo calkowite. Nie jestem idealna, ale zawsze uczyłam samodzielności i w niczym nie ograniczylam córki. A mój mąż wręcz odwrotnie. Dlatego mamy taką fajną krzyżówkę… hah

    • Różnorodność tez jest fajna 🙂 😉

  • Webska

    Samodzielnosć to jedno i bardzo bym chciała, żeby moje córki były w zyciu zaradne i samodzielne, ale chciałabym, by były też odważne i chętnie sięgały po więcej, nie bały się ryzyka. Wiele mnie ominęlo w życiu, bo wiecznie się czegoś bałam, albo wstydziłam, choć dziś wiem, że brzmi to zabawnie. Chciałabym, by moje córki pod tym względem różniły się ode mnie.

    • Rozumiem, o czym mówisz. Mam tak samo – to dla mnie kryje się pod hasłem niezależność – również bycie niezależnym od ocen i opinii innych – tego bym chciała dla mojego dziecka. wyniosłam z domu poczucie ciągłego bycia ocenianą i z takim lękiem poszłam w świat – przed wieloma rzeczami ten lęk mnie powstrzymał, z wielu zrezygnowałam, teraz oczywiście żałuję. Chciałabym, by takie rzeczy nie sprawiły, że mój syn rezygnuje ze swoich marzeń czy realizacji swoich celów.

  • Małgorzata Skiba

    Mój komentarz do fragmentu artykułu: „Moim celem jest wychowanie dziecka, dla którego praca w domu nie będzie tylko przykrym obowiązkiem. Nie twierdzę, że ma być przyjemnością, ale po prostu normalną rzeczą – w domu trzeba pewne rzeczy wykonywać i już. Najciekawsze jest to, że małych dzieci nie trzeba zachęcać do pomocy prawie wcale. Same się garną! Chcą naśladować osoby dorosłe, chcą robić to, co oni.”

    Taki cel mam i ja 🙂 i dokladnie jest tak jak piszesz. Dzieci potrzebują czasu i cierpliwości. Nawet obowiązki są dla Maluchow nauką a ta wymaga ćwiczeń.

    „Czekanie i dawanie przestrzeni” – bardzo ładnie to ujęłaś 🙂

    • Dziękuję 🙂 Cieszę się, że myślimy podobnie 🙂

  • Zgadzam się z tym, że dzieci garną się do pomocy! 🙂 Kuba nawet nie pozwala mi iść samej wyrzucić śmieci, poważnie. 😀 Zawsze też chce iść i muszę przygotować dla niego jakiś worek. 😀

    • Franek też do wszystkiego się garnie 🙂 Mam nadzieję, że mu to nie minie 😉

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Zgadzam się z Tobą w 100%. Też staram się angażować synka w najróżniejsze prace i pomoc w domu (choć wiadomo, że sama zrobiłabym to szybciej i dokładniej 😉 ) A teraz nasz Junior idzie dodatkowo do przedszkola, więc pole do samodzielności będzie miał jeszcze większe.

    • O to duże zmiany u Was! Ja się póki co nie zdecydowałam na przedszkole – jeszcze u nas za wcześnie 🙂

  • Bożena Jędral

    Potrzebuje bardziej poradnika, jak wychować mniej odważne i mniej samodzielne dziecko. Zawsze byłam niezależna, tego uczę moje dzieci. Syn jest na „swoim”, córka dorasta, najmłodsza też ma swoje zdanie. Szach-mat.

  • Justyna

    Oj strasznie nie lubię, kiedy rodzice biegają za dziećmi i odbierają im możliwość spróbowania czegokolwiek. Myślę, że dziecko powinno zasmakować nawet ryzyka, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku i odpowiedzialności rodziców, ale nie mozemy zabronić dzieciom próbować. Córka moich znajomych ma 12 lat i nie potrafi zrobić sobie kanapki, bo przecież nóż jest ostry. Takie dziecko w nagłej sytuacji zostanie samo w domu i nawet nie będzie potrafiło zrobić sobie kanapki, bo nigdy nie musiało tego robić. Zbyt duże ryzyko, a dziecko powoli staje się „kaleką”

    • Tak – granice też są ważne, oczywiście. Dawanie przestrzeni to nie to samo, co puszczanie samopas i nie pilnowanie 🙂