blogowanie moim skromnym zdaniem moje przemyślenia myślę sobie

10 rzeczy, których o mnie nie wiecie na trzecie urodziny bloga

10 rzeczy, których o mnie nie wiecie

Trzy lata temu, pod koniec września założyłam mamowato.pl – jak przypomnę sobie, jaki był ten blog na początku, mam ochotę nakryć się nogami ze wstydu. Chociaż z drugiej strony – zaczynałam od zera – z zerową wiedzą i zerowym doświadczeniem w blogowaniu. Mamowato.pl to mój pierwszy blog, nie miałam znajomych informatyków ani nie umiałam robić zdjęć. Pierwsze logo zaprojektowałam sobie sama z darmowych programie, darmowy szablon z blogspota musiał wystarczyć na początek.

 

Minęły trzy lata, a ja przez ten czas nauczyłam się ogarniać bloga w htmlu, robić zdjęcia pralką, które nawet nie wyglądają najgorzej, przeniosłam bloga najpierw na własną domenę, potem z Bloggera na WordPressa (koleżanki blogerki wiedzą, że jest to wielki krok w życiu każdego blogera, ja umarłabym, gdyby nie pomógł mi w tym Zenbox). Przede wszystkim jednak, nieskromnie mówiąc, udało mi się to, o czym marzyłam – stworzyć moją wioskę kobiet – kobiet wspierających się i nie obrażających. Gównoburze przychodzą, ale na mamowato.pl jest ich mało, same przyznajcie. Zresztą – staram się o nie nie prosić. Jest nas ponad 6500 na Facebooku, a na blogu pojawia się ponad 20 000 ludzi w miesiącu! O takich liczbach nigdy nie marzyłam zaczynając pisać bloga.

Dlatego dziś mam dla Was urodzinowy, lekki wpis – by jeszcze bardziej się poznać, by jeszcze się trochę zbliżyć do siebie – by nasze cotygodniowe kawy na Facebookowych Live’ach były jeszcze bardziej podobne do kawy z koleżanką.

 

10 rzeczy, których o mnie nie wiecie

 

  1. Z wykształcenia jestem psychologiem oraz nauczycielem norweskiego, ale aktualnie pracuję tylko w drugim zawodzie. Niemniej jednak wykształcenie psychologiczne przydaje mi się, kiedy rozmawiamy sobie o rozwoju dziecka albo o emocjach 🙂
  2. Spędziłam dwa tygodnie w wietnamskim klasztorze buddyjskim – tak! Dawno temu zafascynowana Azją oraz buddyzmem z grupą znajomych wybrałam się w podróż po Wietnamie, Kambodży i Tajlandii. W Wietnamie spędziłam dwa tygodnie w zamkniętym klasztorze buddyjskim, żyjąc praktycznie jak buddyjska mniszka. No cóż – dzięki tej przygodzie, wiem już, że to nie dla mnie 😉
  3. Największą słabość na świecie mam do… perkusistów. Nie pytajcie! Ale perkusistów wielbię ogromną miłością – no, może poza Larsem Ulrichem.
  1. Nienawidzę whisky, za to kocham wino. Wino mogę pić litrami – no dobra, mogłam pić litrami, ponieważ aktualnie od trzech już lat albo jestem w ciąży, albo karmię piersią, albo jedno i drugie. Ale wierzę głęboko, że mój związek z winem zostanie odnowiony niebawem 🙂
  2. W liceum nosiłam fryzurę na 2mm, nosiłam glany i męskie koszule. No i słuchałam punk rocka. Może kiedyś się odważę i uraczę Was jakimś zdjęciem z tego okresu.
  1. Zamieszkaliśmy ze sobą z K. po 4 miesiącach znajomości – zrobilibyśmy to nawet szybciej, bo K. wyszedł z taką propozycją już po miesiącu znajomości, ale musieliśmy poczekać, aż moja współlokatorka się wyprowadzi 🙂
  1. Na pierwszą randkę z K. nie poszliśmy, bo… spadł prezydencki samolot, a planowaliśmy iść do kina na Autora Widmo R. Polańskiego. Poszliśmy tydzień później, a K. ponoć najbardziej ujęło to, że pół filmu musiał mi wszystko tłumaczyć, bo nie rozumiałam połowy scen.
  1. Panicznie boję się strzykawek i cierpię za każdym razem, kiedy pobierają mi krew. Nie mogę na to patrzeć! Kiedy odwracam głowę i mam zamknięte oczy, jakoś udaje mi się przez to przejść i nie zemdleć.
  1. Myślę, że mam skłonności do bycia socjopatką – najchętniej unikałabym sytuacji, w której muszę coś załatwić. Formalne rozmowy przez telefon, wizyty w urzędach, załatwianie czegoś – najchętniej wysyłałabym wszędzie K. Zresztą, kiedy mi się oświadczył, zgodziłam się tylko pod tym warunkiem, że do końca życia będzie za mnie załatwiał kwestie formalne 🙂
  1. Uwielbiam norweskie wersje piosenek Disneya – i śpiewam je zawsze kiedy się upiję. Ogólnie dużo śpiewam, mimo że średnio potrafię, ale norweskie piosenki Disneya kocham miłością wielką i z pewnością jeśli gdziekolwiek usłyszycie norweskie wykonanie piosenki z Pocahontas, to możecie się spodziewać, że zza rogu wyjdę ja z winem pod pachą 🙂

Related Posts