inspiracje moje przemyślenia myślę sobie oczekiwania Uncategorized

Jedna rzecz, która niszczy moje relacje z dzieckiem, mężem i innymi ludźmi

Jedna rzecz, która niszczy moje relacje z dzieckiem, mężem i innymi ludźmi

Długo mi zajęło dojście do tego, co tak naprawdę stanowi największą przeszkodę w tym, by cieszyć się życiem, dniem, codziennością ot tak, po prostu, takimi jakie są. Bo musicie wiedzieć, że ja nie jestem osobą, której bycie szczęśliwą przychodzi łatwo. Nie wyniosłam tego z domu, nie znam takiego stylu, sama go nie posiadam, żeby tak z radością do ludzi, do siebie, do życia. Nie, ja raczej z tych, co to polskość wspierają w tej słabszej formie, tu trochę narzekając, tu trochę nosem pokręcąc, tu wzdychając, jak to wszystko ciężko i ile się trzeba napracować.

 

 

I bywało, że dzień szedł na manowce, bo ja się naburmuszyłam, ale przecież, przecież! Wiadomo, że było za co. Albo miało być tak i tak, od rana wszystko zaplanowane, od rana punkcik po punkciku stopniowo odkreślany… Ja wiem, że trzeba czasem improwizować, z dzieckiem to już w ogóle pojęcie ELASTYCZNOŚĆ zyskuje nowego, jeszcze bardziej elastycznego znaczenia. Ja wiem, że trzeba plany zmieniać, że się trzeba dostosować. Tu nie chodzi o brak tej umiejętności, ja ją posiadam, śmiem nawet twierdzić, iż opanowaną w stopniu wysokim.

 

JEDNA RZECZ, KTÓRA NISZCZY MOJE RELACJE Z DZIECKIEM, Z MĘŻEM I INNYMI LUDŹMI

To oczekiwania. Że będzie tak i tak, nie inaczej. Że mam swoją kartkę planów i ona pójdzie gładko. Że dziś wieczorem On przyniesie mi herbatę i obejrzymy serial (a On chce mecz). Że pozmywa, chociaż Munie powiedziałam. Że zrozumie. Że się domyśli. Że zrobi tak, właśnie tak, nie inaczej.

I że dziecko ma współpracować, bo ja mam dziś taki plan, że hej! Właśnie dziś najwięcej zrobię!

Oczekuję. Czasem absurdalnie gotowych scenariuszy, napisanych w głowie, nie wiadomo kiedy i jak.

I jak nie idzie po mojej myśli, to mam kwaśną minę i się zmieniam w tę babę zrzędzącą, co to ma najwięcej na głowie, mąż jej nie rozumie, jej nie pomaga (nienawidzę tego określenia), a dzieci nie szanują i nie doceniają. Tyle że – to samospełniające się proroctwo jest.

Bo i ten mąż nagle więcej robi i to dziecko jakieś takie współpracujące jest, jeśli przestanie się nakładać na nich swoje ramy oczekiwań. Swoją wizję – dnia, życia.

Nie wiem, czy to kultura, dom, czy wychowanie, czy może wszystko w jednym naraz wymieszane, ale mam to w sobie i myślę, że niemało z nas ma. Ten podział w głowie – damskie i męskie, i że to damskie to to wszystko ogarnia, a to męskie się pałęta i nie wie, w co ręce włożyć, a jak włoży – o Panie! Lepiej, by z tej kanapy nie wstawał.

A ten chłop, to przecież sam nic od siebie nie zrobi! A jak się mu nawet powie, to zrobi niedokładnie – nie tak jak Ty, nie tak jak oczekiwałaś.

No i tu znowu pewnie jest miks – jego wychowania, jego bagażu, i z domu i z życia, i że to facet – i kurna, nie czarujcie, my po prostu inaczej funkcjonujemy. Może jemu trzeba w konkretach, w podpunktach nawet, w rozpisce, może ten podział na spokojnie ustalić, zamiast się pogrążać w tej frustracji, że ja to wszystko sama, a on nic.

Może po prostu nie oczekiwać, że się domyśli, że sam zrobi, że zrobi dokładnie to tak, jak my byśmy zrobiły. Nie zrobi. Bo skąd miałby wiedzieć, czego oczekujesz?

I nie – nie będę Ci ściemniać, że wystarczy powiedzieć. Życie to nie amerykański serial, gdzie padają trzy ważne zdania, podniosła muzyka w tle i nagle wszystko jasne. Nie – tu trzeba wiele razy usiąść i porozmawiać i wiele razy ta rozmowa zboczy na manowce i nie wyjdzie z tego nic. A nawet, jak i rozmowa wyjdzie, to praktyka nie wyjdzie, bo trzeba to wszystko od nowa poskładać, ten nowy system życia, który próbujecie wypracować, gdzie każdy jakoś próbuje się zmienić.

I są Twoje oczekiwania, ale są też oczekiwania drugiej strony, i trzeciej na dodatek, bo to małe, co stoi koło Ciebie i piszczy, też ma swoje oczekiwania i swoją wizję tego dnia.

Ale… chyba warto spróbować?

PS. Bluzka od MINEPINEBABY

Related Posts

  • Pewnie, że warto spróbować. Można też mieć swoje oczekiwania, swój plan i swoją wizję, ale i… Plan awaryjny. Ja mam tak codziennie. Mam swoje plany, listę rzeczy do zrobienia, a jeśli czegoś się nie da, to da się… Jutro. Zamiast oczekiwać, warto więc planować. Ja przykładowo niczego nie oczekuję od ludzi, wolę się pozytywnie zaskoczyć. 🙂

    • To, że nie oczekuję, nie znaczy, że nie planuję 🙂 U nas bez planu się nie da – oboje pracujemy z mężem na działalności, nie mamy pomocy ze strony dziadków itp. – gdyby nie planowanie i rozpisywanie wszystkiego, nie ogarnęlibyśmy rzeczywistości 😀

  • Bożena Jędral

    Wiosną napisałam o odpuszczaniu i cieszeniu się życiem. Wiele lat zajęło mi dojście do punktu, w którym jestem. Próba zmiany, która podjęłam wyszła mi an dobre. Polecam każdemu.

  • Dlatego ja nie mam żadnych planów i żadnych oczekiwań, u nas zawsze pełen żywioł i spontan 😉

  • Ewelina

    Jeśli chodzi o dom i rodzinę, każdy ma swoje obowiązki. Odkąd pamiętam byłam pesymistka bo zwyczajnie bałam się rozczarowania. Dzisiaj realnie na wszystko patrzę. A niepoprawny optymizm poprawia humor nie tylko mnie A wszystkim wokół mnie.

  • Małgorzata Skiba

    Ja dużo rozmawiam, oczekuję i pytam o oczekiwania drugiej strony – w sprawach kluczowych, takich gdzie jest podział obowiązków. Szanuję swoje i innych potrzeby. W sprawach sercowych, przyjemnych pytam i mówię, nie czekam aż druga strona sie domyśli…bo jeszcze by sie nie domyśliła i co wtedy…klops:)

    • No właśnie – w tym czekaniu na domyślenie istnieje spore ryzyko, że ktoś się jednak nie domyśli 🙂

  • Justyna

    Oj, ja długo nie potrafiłam nabrać przekonania, że zasługuję na szczęście. Całe życie praktycznie miałam pod górę. Ciężkie dzieciństwo, trudne dorastanie. Dopiero kiedy poznałam mojego męża nadeszła stabilizacja i szczęście, które ciężko było mi zaakceptować. Bałam się, że jeśli je przyjmę z otwartymi ramionami ono ucieknie, bo szczęście to chwilowy stan. Czasami wciąż dopadają mnie obawy, że coś zaburzy naszą sielankę. Wolę jednak żyć tu i teraz niż martwić się, co się moze wydarzyć.

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Witaj w klubie, mam podobnie. Też nie jestem z tych hurra-optymistow i uważam, że szczęście to nie pstryczek, który można tak sobie po prostu przełączyć. Też oczekuję różnych rzeczy od siebie i od innych – a kiedy te oczekiwania nie zostaną spełnione to popadam we frustrację. Paradoksalnie, kiedy oczekuję mniej lub wcale – wszystko układa się dokładnie tak, jak być powinno.

    • Dokładnie, paradoksalnie tak to działa, chyba 🙂

  • Honorata Dyjasek

    Oj strasznie nie lubię, kiedy coś nie idzie po mojej myśli. Kiedy z kolei, coś idzie, tak jak sobie zaplanowałam zastanawiam się, co za chwilę się wydarzy i zaburzy tor, który sobie zaplanowałam.

    • Oj znam to. Ostatnio mam taki czas, że wszystko musi być dopięte na ostatni guzik, bo inaczej zwyczajnie się wali – za dużo rzeczy na głowie i wszystko na styk 🙂