co u nas myślę sobie na bieżąco

SAGA O POŁOŻNEJ. Gratis fizjoterapeutka.

saga o położnej

Po wielu prośbach na Facebooku, zebrałam wreszcie tę sagę, tę powieść w odcinkach, tę telenowelę o macierzyństwie w jeden tekst. A co.

SAGA O POŁOŻNEJ. Gratis fizjoterapeutka.

Odcinek pierwszy

Położna środowiskowa przychodzi zawsze niezapowiedziana. No i dziś przyszła. My w rozsypce, ja wyglądam jak ludzki strach na wróble, Franek lata bez majtek w bluzce, na której widać cały jadłospis, K. w naprędce ubranej na lewą stronę koszulce. Przez 15 minut jej wizyty ja nie przestałam karmić ani na sekundę, bo Franek i Kazio jedli na zmianę, Franek trzy razy powiedział jej, że ma wyjść z naszego domu, K. zaproponował jej kawę, której następnie zapomniał jej zrobić, a Kazik ją obsikał.

Jak wyszła, K. spojrzał się na mnie i powiedział: mam ochotę biec za nią i błagać, by nie odbierali nam dzieci.

 

Odcinek drugi

Położna środowiskowa po ostatnim razie przysłała mi smsa, że bedzie przed południem. Chyba się przestraszyła tego, co ostatnio zastała…no cóż kobiecina nas nie doceniła, bo ja tego smsa… nie przeczytałam.

Więc gdzieś w okolicach 11, czyli w czasie kiedy my jesteśmy w akcji logistycznej pod tytułem wyjście na spacer, a Bóg mi świadkiem, że jest to logistyka najwyższych lotów, kiedy na stanie jest dwulatek, który NIENAWIDZI się ubierać, a każda warstwa, którą na niego nakładam pali jego skórę (a czasem myślę, że chyba i duszę mu trawi) ogniem piekielnym plus miodzio noworodzio (liczy sie chyba do szóstego tygodnia? ;), który odłożony na sekundę boi się, że porwie go dziki zwierz, no i wiadomka – ludzie obrywani ze skóry chyba zachowują się ciszej.

W środku tych scen dantejskich Kazimierz postanawia zrobić kupę jedną, drugą, trzecią i ja tak składuję te trzy pieluchy, co by zanieść do łazienki i zbiorowo zaprać, Kazimierz pół nagi na przewijaku, Franciszek by potowarzyszyć bratu rozebrał się od pasa w dół również.

Jak się domyślacie wtedy rozległ się dzwonek do drzwi.

Położna zawsze w porę.

Ale tym razem z pewnością wszystko o nas może powiedzieć, ale nie to, że dzieci do życia nie przygotowałam – Franek podczas jej wizyty pokroił trzy banany (żadnego nie zjadł), pozmywał naczynia (podłoga pływała, naczynia wciaż brudne), umył suchym mopem dywan (nie pytajcie).

Na koniec zmachany po robocie podszedł do nas i powiedział:
– Pani położna! Czy możesz już iść?

Poszła. W drzwiach powiedziała jeszcze – inne Panie mi opowiadają, że Pani bloga pisze…

 

Odcinek trzeci

Ja wiem, że Wy lubicie wpisy z serii „przychodzi ktoś do mnie znienacka” tudzież „dzień dobry, czy tu mieszka patologia”, ale Pani położna już skończyła swoje wizyty, a ja się obawiałam, że już Wam nie dostarczę takich atrakcji.

No, ale proszę, wystarczyło się umówić z Panią Fizjoterapeutką na wizytę domową na przyklejanie taśm na kręgosłup oraz igły domięśniowo (swoją drogą polecam bardzo serdecznie wszystkim osobom po cesarce, które mają problemy z aktywizacją mięśni brzucha oraz z kręgosłupem). No więc ja nauczona doświadczeniem po Franku, kiedy to zaniedbany kręgosłup srogo dał o sobie znać, teraz takie tejpy sobie zafundowałam już w połogu.

Więc oczywiście – kurna oczywiście! – Pani Fizjoterapeutka uprzejmie mnie poinformowała, że będzie o 16:30. Ja tego smsa przeczytałam, ale nie przyswoiłam, bo ja jestem człowiek słowa pisanego, jak se czegoś w kalendarzu nie zapiszę, to to dla mnie nie istnieje, a że kalendarz dopiero zamówiłam i on do mnie idzie, no to se nie zapisałam i to dla mnie nie istniało.

Więc proszę Państwa 16:30, K. przychodzi z pracy, w domu sajgon jak ja Cię nie mogę, no bo u mnie jeszcze do środy jakoś wygląda, ale w czwartek i piątek jest równia pochyła w dół, przy czym w piątek popołudniu to już nawet nie jest równia pochyła w dół, bo się już nie da niżej zjechać, jest normalnie dno, dno i dwa metry mułu. Dywan nosi znamiona całego tygodnia, wszystkie auta i auteczka są wszędzie, krzesło w kuchni moje naczelne jest niewidoczne pod stertą ubrań. Wszystko jest wszędzie. W tym chaosie copiątkowym wczoraj dodatkowo postanowiłam pierdyknąć placki z jabłkami, więc narobiłam ciasta jak dla armii i napieprzam te placki, Kazio w chuście, w domu milion stopni od tych racuchów, syf, kiła i mogiła, Franek biega nago, bo mu gorąco, Kazik właśnie na mnie ulał, jestem cała mieszaniną ulanego mleka, ciasta na placki i potu, Franek wrzeszczy, że mu gorąco, K. wraca z pracy i od progu rozbiera się do gaci, bo jest milion stopni, Franek wrzeszczy, żeby mu włączyć Slayera, Kazio kwiczy, placki się smażą, ja wzdycham, że to cudnie, że już weekend, Franek śpiewa Slayera i gra na gitarze z miotły, wciąż na golasa, placki się spaliły dwa i teraz jest zadyma wszędzie, Kazio nie chce być w chuście to go wyjmuję, K. wrzeszczy, że gorąco, ja że zaraz kończę, gdzieś w tym wszystkim dzwonek do drzwi i ja naprawdę nie wiem, dlaczego ja te drzwi w ogóle otworzyłam, bo za moimi plecami stoi mój mąż na gaciach, trzymając w rękach wrzeszczącego Kazia, Franek goły i wesoły z miotłą pod ręką, w tle gra na całą parę Slayer, dym i swąd przypalonych placków unosi się w koło, a ja jestem jedną wielką plamą ulania, ciasta od placków i spoconych kosmyków włosów przyklejonych do czoła.

Dzień dobry Monika, tak super, że przyszłaś przykleić mi taśmy.

Co działo się potem? Ach no cóż, normalny bieg historii, ja leżę na kanapie z sześcioma igłami w pośladkach, Franek biega wokół nas z zestawem małego lekarza, K. z Kaziem uciekli jedyni rozsądni, a Pani Monika mówi: Nie martw się. U wszystkich jest to samo. Wszyscy myślą, że u innych jest super i czysto i porządnie. Spójrz mi w oczy i posłuchaj co Ci mówię: NIE JEST.

Ja jej wierzę. Ja chcę jej wierzyć! 😀

Related Posts