emocje emocje dziecka inspiracje macierzyństwo

O histerii, buntach i innych demonach – czyli kilka słów o emocjach dziecka

emocje dziecka

Kiedy czytam pytania o emocje dziecka, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że rodzice często chcą sobie z nimi „poradzić”, tak by one „zniknęły”, przestały się pojawiać, by dziecko przestało tak reagować. Jakby istniał jakiś magiczny sposób, jakiś klucz, wytrych, patent – i bum! emocji nie ma. Jest rezolutny dwu, trzylatek, który doskonale radzi sobie ze swoją złością, smutkiem, pragnieniami.

Przychodzę dziś do Was z dwoma pytaniami – ku refleksji właściwie bardziej, bo rozwiązań i odpowiedzi tu nie ma.

Po pierwsze – czy na pewno chcesz, by te emocje zniknęły? Czy chcesz, by Twoje dziecko nie czuło smutku, złości, nie dążyło do celu, do realizacji swoich pragnień?

I po drugie – poobserwuj siebie, Twoje radzenie sobie ze stratą, porażką, smutkiem, złością. Czy nie wymagasz od dwulatka więcej niż od siebie?

Emocje były i będą (i dzięki niech będą za to!), a my jesteśmy jedynie od tego, by pokazać dziecku ich różnorodność, by pokazać, jak można je komunikować, by pokazać wreszcie, jak rozpoznawać, jaka potrzeba ukryła się w ich cieniu.

Nie jesteśmy odpowiedzialni za naprawianie dziecka, bo tu się nic nie zepsuło. Nie mamy też prawa uczyć go duszenia emocji, bo to jest gówniany prezent (niestety często wynoszony z domów rodzinnych).

To lekcja do odrobienia przez nas. A jednocześnie i ulga, ogromna ulga – bo każdy ma prawo do emocji – wszystkich. My też. Możemy być autentyczni. To nie emocja jest kiepska, po prostu jest lepszy i gorszy sposób na jej wyrażenie.

W temacie emocji dziecka dostaję od Was dużo pytań, co zrobić w danej, konkretnej sytuacji…

I myślę sobie, że tak by się chciało (ja też bym chciała na maksa), żeby był patent, sposób, co zawsze działa, system i zasady, których przestrzeganie zapewni nam udane macierzyństwo czy rodzicielstwo bez porażek.

Tylko, że kurczę takich patentów nie ma. Kto mówi, że ja ma kłamie, albo ma na myśli jakąś metodę niefajną.

Bo to niestety tak nie działa, to nie jest szkółka dla piesków, co to gryźć nie mają, tylko ładnie aportować. Patenty nie istnieją!

Istnieją próby, niezliczone próby i podejścia, i dziesiątki potknięć.

Dla mnie każdy dzień jest nowa szansa. A poprzedni uznaję za udany, jeśli udało mi się przez niego przejść z szacunkiem do dzieci i do samej siebie. Kiedy nie straciłam cierpliwości. Kiedy się obyło bez krzyku, bez słów takich, co nie są potrzebne zupełnie.

A ich emocje? Wiem, że będą silne, bo to dzieci jeszcze. I w sumie nawet, tak w szerszej perspektywie, cieszę się z tych emocji, z tych trudności. Dzieci posłuszne może są łatwiejsze dla rodzica, ale są też łatwiejsze dla innych, nie do końca fajnych rzeczy i ludzi. Silne emocje mojego trzylatka mówią mi, że moje dziecko ma swoje zdanie, że wierzy, że warto go bronić. Że wierzy, że warto dążyć do zaspokojenia swoich potrzeb. Że chce być wysłuchane. To są ważne komunikaty.

Te emocje będą. Nie ma żadnego patentu na to, by zniknęły. A nawet, jeżeli dostrzegacie w nich to, co ja – w głębi siebie nie chcielibyście, by zniknęły.

Gdzie jest w tym miejsce na pracę? Po naszej stronie. Rodzicielstwo to przede wszystkim praca nad sobą. Życie to przede wszystkich praca nad sobą. Bez patentów. Bez klucza z odpowiedziami.

Dobre dni to takie, kiedy ja ogarnę swoje emocje, a nie kiedy moje dziecko ogarnie swoje. Nie mam takich oczekiwań wobec trzylatka. Polecam tę strategię. Jest bardzo wyzwalająca.

Myślę, że największa trudność, jeśli chodzi o emocje dzieci i chyba nawet nie przesadzę, jeśli powiem, że jeśli chodzi o dzieci w ogóle, jest to, że my zakładamy, że to jest miniaturka człowieka. Taka wersja mini. Ale sama od siebie odróżnia dobro od zła, ma poczucie sprawczości i rozumie zależność przyczynowo – skutkową, robi rzeczy rozmyślnie, planuje.

Jeśli zakładamy, że nasze dziecko opanowało te umiejętności w dniu narodzin, to faktycznie, łatwiej nam przychodzą takie stwierdzenia, że ono nami manipuluje, że wymusza, że robi coś na złość, że wie doskonale (!), że coś jest złe, a mimo to to robi, nie słucha naszych tłumaczeń. Albo inaczej jeszcze, słucha, potakuje, a potem i tak robi nam NA ZŁOŚĆ.

Jeśli zakładamy, że dziecko rozwinęło te wszystkie cechy, które wymieniłam na początku, to faktycznie, wszystko trzyma się kupy. Tylko…, że takie założenie jest zwyczajnie błędne.

Ja wiem, że nasze dziecko jawi się nam jako najbardziej rezolutne, mądre i rozwinięte na świecie. Rozumiem, sama jestem mamą 🙂 😉 Jednak zakładając, że małe dzieci chociażby rozumieją przyczynę i skutek tak, jak my, jest po prostu błędne. Zakładanie, że dziecko robi nam świadomie na złość, wymusza i manipuluje, to zakładanie, że nasze dziecko jest wybitnym strategiem, które z zimną krwią zaplanowało sobie coś, co powoli egzekwuje.

Dzieci dążą do zaspokojenia swoich potrzeb tu i teraz. Nie ma w tym niczego podstępnego, to my przypisujemy im naszą dorosłą celowość, nierzadko złośliwość, czy perfidię. A dzieci… dzieci zwyczajnie są jej jeszcze pozbawione.

To teraz pomyśl sobie…

Przychodzi do Ciebie przyjaciółka, do Ciebie, bo Ci ufa. Płacze, jest zdenerwowana, krzyczy, nie może się uspokoić, rozumiesz strzępki, mąż ma romans, ona sama z dwójką dzieci. Chcesz ją przytulić, ale ona Cię odtrąca. Płacze.

Co mówisz? Co można jej powiedzieć? Jest w silnych emocjach i to też obiektywnie trudna sytuacja. Czy ją pocieszać? Czy przytulać na siłę? Ona sama nie wie, co może jej pomóc. A Ty czujesz się bezradna wobec jej emocji.

A może mówisz: uspokój się. Nie płacz. Nie będę z Tobą w takim stanie rozmawiać.

A może milczysz patrząc się karzącym wzrokiem i czekasz aż się uspokoi.

A może się odwracasz mówiąc, że nie chcesz w Twoim domu takich zachowań.

A może mówisz „patrz jaki mam telefon nowy, fajny co? a tam za oknem, patrz koparka!”.

Proponujesz ciastko w zamian za to, ze przestanie płakać?

A może ją wyzywasz od nienormalnych, od niegrzecznych. Duże dziewczynki nie płaczą.

A może kiedy wreszcie w płaczu ona chce się do Ciebie przytulić, odpychasz ją.

Brzmi dziwnie? Dzieciom jakoś łatwiej tak zrobić prawda? Tyle wokół porad – nie reaguj na „histerię”, bądź konsekwentna, nie daj sobą rządzić. Odwróć uwagę, nie pozwól sobą manipulować. Nagradzaj, karz. Rządź.

W relacji z dzieckiem łatwiej prawda? A przecież to też relacja międzyludzka. Relacja, w której często staramy się znaleźć sposób na drugą osobę, tę małą osóbkę, której przypisujemy z taką łatwością wyrachowanie i umiejętność manipulacji, jakby ludzie się z tym właśnie rodzili.

Ktoś inny powie, że ok, nie porównujmy dorosłych tragedii do dziecięcych, klocka zgubionego, nie takiej kanapki, nie tego koloru kubka. Tylko, że dla dziecka to jest TAKA tragedia.

Może zamiast racji warto mieć relację?

Related Posts