Jak wychować samodzielne i niezależne dziecko? I po co? Samodzielność mojego dziecka jest dla mnie kwestią priorytetową. Czasem nie jest łatwo, łatwiej jest zrobić za niego, zdecydować, ochronić, podać, ubrać, wybrać. Potrzeba dużo przestrzeni, dużo czasu, czasem jest to kwestia wyborów, u mnie dotyczą one wielu rzeczy – również rodzaju pracy, który wykonuję. Niektórzy twierdzą, że podporządkowałam swoje życie dziecku. Ja myślę, że bardziej ułożyłam sobie życie tak, by móc wychowywać dziecko w zgodzie ze swoimi przekonaniami. 

 

Czasem może i się nie da, wiem, bywa różnie. Ale bez względu na rodzaj naszych prac, tempo naszych żyć, jest coś, co jesteśmy winni naszym dzieciom – jest to wychowanie do samodzielności.

Wychowanie ludzi samodzielnych, samodecyzyjnych, umiejących nazwać swoje pragnienia, uczucia, wiedzących, gdzie są ich granice. Ludzi wychowanych w szacunku do nich samych, nauczonych szacunku do innych, szacunku do uczuć i granic innych osób.

To nie jest fanaberia. To nasz zakichany obowiązek.

Nie chcę wychodzić z pozycji osoby wszystko wiedzącej wiedzą pierdzącej – wiecie, że nigdy nie mam tego na myśli. Jestem jednak obserwatorem świata i, odkąd mam dziecko, pewne rzeczy dostrzegam jakoś mocniej, bardziej, jakoś wyraźniej widzę pewne zależności.

Wyręczamy dzieci w wielu rzeczach, zbyt wielu. Tłumaczymy się ich bezpieczeństwem, jednak, gdzieś tam w środku, pewnie sami wiemy, że często chodzi o naszą wygodę, by było szybciej, łatwiej.

Dla mnie odkryciem było, że w większości wypadków wystarczy odpowiednio przygotowana przestrzeń, by dziecko mogło bezpiecznie angażować się w codzienne czynności.

Jak wychować samodzielne i niezależne dziecko? Nie mam na to jasnej odpowiedzi.

W byciu samodzielnym i samodecyzyjnym najważniejsze jest dla mnie:

  • zachęcanie dziecka do wspólnego wykonywania prac domowych i tworzenie ku temu odpowiednich warunków
  • nie ocenianie efektów jego pracy, ale dostrzeganie ich
  • nie dawanie prac domowych jako kary
  • szanowanie wyborów
  • szanowanie odczuć i emocji, nie negowanie ich, nawet jeśli się ich nie pochwala
  • pomaganie tylko tyle, ile trzeba, nie wyręczanie

Moim celem jest wychowanie dziecka, dla którego praca w domu nie będzie tylko przykrym obowiązkiem. Nie twierdzę, że ma być przyjemnością, ale po prostu normalną rzeczą – w domu trzeba pewne rzeczy wykonywać i już.

Najciekawsze jest to, że małych dzieci nie trzeba zachęcać do pomocy prawie wcale. Same się garną! Chcą naśladować osoby dorosłe, chcą robić to, co oni. Często gasimy tę chęć, zniechęcamy dzieci, nie angażujemy ich. Wiadomo – zrobią to wolniej, niedokładnie, bardziej niezdarnie, ale kiedy, gdzie i jak mają się nauczyć?

Jakiś czas temu zrobiłam LIVE na FB o samodzielności w kuchni, w którym wspominałam o gadżetach, które pozwalają mi wspierać samodzielność Franka właśnie w tej przestrzeni kuchennej. Przede wszystkim kitchen helper – my mamy samoróbkę, ale nie wyobrażam sobie bez niej życia! Dzięki niej prawie wszystkie czynności w kuchni wykonujemy razem.

Owszem, ja też wolę zrobić obiad sama, w spokoju. Tylko, że ja nie mam wyboru. Początkowo szukałam pewnych rozwiązań zwyczajnie z własnej wygody – chciałam w spokoju zrobić obiad, trudno, że jak dałam Frankowi jaja do rozbijania zrobił się syf – ja w tym czasie zrobiłam kotletów jak dla armii, więc dla mnie to był sukces.

Przy każdej czynności w kuchni staram się angażować Franka – a to coś podaj, zamieszaj, przelej (to świetne ćwiczenie!), obierz warzywa (Franek świetnie radzi sobie z obieraczką), zamieszaj w garnku.

Kolejnym gadżetem, który ubóstwiam to zestaw miniaturek VILEDA do sprzątania – długo szukałam zabawek do sprzątania gender free 😉 Znalazłam serię KLEINE VILEDA i jestem nią totalnie zauroczona, tym bardziej, że to nie są zabawki – te rzeczy naprawdę sprzątają, to miniaturki normalnych produktów VILEDA. Dzięki nim sprzątamy z Frankiem dom razem. Franek ściera też kurze – ma butelkę z dyfuzorem (Ikea, taka do spryskiwania kwiatów) i ściereczkę – i szczerze, jest w tym ścieraniu dokładniejszy nawet ode mnie 😉

Uwielbiam patrzeć, jak te rzeczy procentują, jak zabawki odkładane są na miejsce, jak przy ścieraniu kurzu Franek najpierw odsuwa rzeczy, potem wyciera kurz i odkłada daną rzecz na miejsce, jaki jest dokładny w myciu naczyń.

Małe rzeczy, powiecie. Dla mnie wielkie.

To tylko jeden aspekt – kuchnia, dom. Jest jeszcze świat na zewnątrz – to zaufanie, że poradzi sobie na tej drabince, że nie spadnie z tej huśtawki. Na początku było mi trudno, zawsze uważałam się za taką nadmiernie chroniącą. Ale odsuwałam się stopniowo, oddawałam odpowiedzialność. I on ją udźwignął, uniósł. Dał radę.

I może czasem jest mi ciężej, bo sprzątanie trwa trzy godziny zamiast pół, bo obiad robimy pół dnia, a potem drugie pół sprzątamy, bo już czas wyjść, a Franek jeszcze klocki zbiera powolutku, po jednej sztuce – czekam. Daję przestrzeń.

I może czasem jest ciężej, bo słyszę kolejne NIE!, kolejną mamy różnicę zdań, a emocje dwulatka targają Frankiem niczym huragan – szanuję. Szanuję to NIE.

Bo chcę, by potrafił powiedzieć to NIE, by ufał swoim uczuciom, by znał swoje granice. Chcę, by był samodzielny, by był niezależny, by umiał się przeciwstawić, kiedy trzeba, by bronił swoich odczuć i swojego zdania.

Chcę, żeby się brudził, mylił, potykał, upadał. Chcę – bo to jest rozwój. Czy się boję? Czasem tak. Ale wiem, że to mój lęk, z którym ja muszę się uporać, nie on, nie mój dziki syn.

W obawie, by śmierć nie wydarła dziecka, wydzieramy dziecko życiu; nie chcąc, by umarło, nie pozwalamy żyć.”

Janusz Korczak

2020© MAMOWATO.PL | PATRYCJA PTASZEK