macierzyństwo najnowsze

Bo dzieci przeszkadzają

mamowato

Nie kładę moich dzieci do snu, bo jestem wtedy w pracy. Staram się robić to w weekendy, ale jutro wieczorem wychodzę. Więc wiem, że niedzielny poranek będzie pełen żalu, bo gdzie byłam, kiedy mnie nie było, przecież to sobota (po kiego uczyłam to dziecię dni tygodnia?).

Chodzi mi o to, że to jeszcze długo będzie wybór, dylemat. To jeszcze długo będzie coś kosztem czegoś.

To nie jest żal, to jest fakt. Niektórzy pykają to łatwiej, inni trudniej, ja może z tych co bardziej przeżywają, to też fakt.

Bo dzieci przeszkadzają. W realizacji marzeń, w karierze, w byciu żoną, partnerką, przyjaciółką, pracownicą, człowiekiem dorosłym. Dla mnie to jest fakt. Gdzieś tam pewnie decydując się na dziecko zakładasz mniej lub bardziej, jak to będzie, ale rzadko wiesz, jak to naprawdę jest.

Nigdy wcześniej, nie będąc matką, nie czułam tak bardzo jednocześnie dwóch sprzecznych totalnie rzeczy, nie mialam tak sprzecznych myśli. Wyjść z koleżanką, czy zostać i położyć ich w tę sobotę. Pracować, czy nie (mam taką opcję), wziąć kolejny projekt, który jara mnie tak bardzo, czy poświęcić czas rodzinie…

Jak można przecież jednocześnie w tym samym czasie chce wysłać to dziecko w kosmos, albo siebie wystrzelić i jednocześnie kochać toto ponad życie.

Jak można kochać toto ponad życie, a jednocześnie przyznać, że dzieci przeszkadzają.

Tylko, że to tak jest. To nie jest ani jedno ani drugie. To nie jest jedno bardziej, a drugie mniej. To jest wszystko naraz. To miłość i totalne wypalenie w jednej sekundzie. To wzruszenie ogromne i wściekłość taka, co chce wrzeszczeć i walić głową w ścianę. To frustracja, zmęczenie i samotność. To duma i szczęście największe, jakie można sobie wyobrazić. To spełnienie i wypalenie jednocześnie. To pewność i niepewność największą że wszystkich. Wszystko tu i teraz, wszystko w jednej sekundzie.

Kwestia organizacji, ktoś powie. Kwestia partnera, babć, cioć, dojrzałości, priorytetów, zdrowego rozsądku, cholera wie, czego jeszcze. Może. Nie wiem.

Ale wiem, że będę jutro na spotkaniu z koleżankami, będę pić wino, będę się świetnie bawić, ale o 19:30 scisnie mi serce, bo wtedy moje dzieci będą zasypiać beze mnie. Idę, bo chcę. Bez żalu i z żalem, chcąc się rozerwać i na dwa rozkroić, zjeść ciasto i mieć ciastko. Dualizm i jednoczesność, tym jest macierzyństwo dla mnie.

Powiązane wpisy