Uncategorized

Daj się dziecku ubrudzić! + moje patenty na szybsze sprzątanie

potrzebujetego

Wiem, że to może frustrować, że większość czynności kończy się bałaganem, każda zabawa, jeśli pozwolimy na „zbyt wiele” to totalny sajgon, a samodzielne jedzenie – o słodki Jezu w morelach, totalna masakra.

Gotowanie z dzieckiem, wyjścia do lasu w deszczową pogodę, zabawy piaskiem kinetycznym, slimami, glutami, malowanie farbami – naprawdę to wszystko musi się kończyć jednym wielkim wszechobecnym syfem?


Daj się dziecku ubrudzić! + moje patenty na szybsze sprzątanie

Niestety – porządek i małe dzieci to nie do końca zgodny duet. Małe dzieci chcą wszystkiego dotknąć, spróbować, a to, co napoczęte zostaje często przerwane na rzecz kolejnej aktywności. Jak znaleźć złoty środek i nie dostawać zawału podczas kolejnych eksperymentów?

Chciałabyś pozwolić dziecku na radosną zabawę, ale boisz się, że nie dasz rady zaakceptować bałaganu? Przecież taki sypki ryż, albo eksperymenty z sodą, albo „ciasto” z tego, co akurat znajdzie się w szafce, czy też wspólne gotowanie, przecież bałagan potem gwarantowany, a ledwie wczoraj jako tako ogarnęłaś.

potrzebujetego
potrzebujetego

Zanim zdradzę Ci kilka sekretów ułatwiających mi życie, powiem Ci dlaczego warto pozwolić dziecku na ubrudzenie się (i domu przy okazji) – bo to, że ja to robię pewnie znane jest Ci z naszych instastories czy zdjęć na mamowato.pl na Facebooku.

Doskonalenie motoryki małej

To jeden z największych plusów wszystkich zabaw i czynności, które zazwyczaj kończą się bałaganem – dziecko właśnie wtedy, paradoksalnie, bardzo dużo się uczy! Poznawanie faktur, gęstości, opuszki palców dziecka poznają świat dosłownie i w przenośni. Ryż, kasza, makaron – mają inne faktury, inaczej brzmią, inaczej wyglądają rozsypane na podłodze. Wszelkiego rodzaju masy, ciastoliny, czy domowej produkcji „wypieki” to niezła gratka dla małych paluszków i rączek.

Czymże jest BLW, jak nie jednym wielkim próbowaniem i poznawaniem? Faktury, struktury, konsystencje, to wszystko poznajemy przy takim sposobie rozszerzania diety. Picie ze szklanki, jedzenie sztućcami – często przed podaniem ich dziecku powstrzymuje nas obawa przed brudem i bałaganem.

Wspólne gotowanie również może być brudogenne, a z pewnością trwa dłużej niż gotowanie samemu, ale zachęcam Was do tego, naprawdę warto spróbować. U nas takim dniem gotowania jest poniedziałek – mówimy na ten dzień tygodnia „kulinarny poniedziałek” – staramy się wtedy gotować wspólnie i rezerwujemy sporo czasu na to wspólne pichcenie.

potrzebujetego
potrzebujetego
potrzebujetego

Nawet Kazio się angażuje! Franek bardzo lubi wspólne gotowanie i powiem Wam, że jest już w tym naprawdę dobry, moja rola powoli zaczyna się sprowadzać do wydawania poleceń i wskazywania kolejnych kroków (i ilości dodatków), ponieważ większość z dań Franek jest już w stanie przygotować w dużej mierze sam.

Zmysły

Inwestujemy nieraz w zajęcia sensoplastyki, w memo dotkowe i słuchowe, w zabawki, dzięki którym dziecko będzie mogło rozwijać różne zmysły, doznawać różnych faktur, obserwować zmiany kolorów. A najtańsze zajęcia pobudzające zmysły dzieci możemy mieć w domu, sensoryka za darmo z makaronem, kaszą, ryżem, pianką do golenia i barwnikami spożywczymi.

Motoryka duża

Ona też jest ważna! Wyprawy do lasu, taplanie się w błotku, skakanie po kałużach, poruszanie się po różnego rodzaju ścieżkach, nie tylko po prostym chodniku, wspinanie się na drzewa – to wszystko jest dziecku potrzebne. Ostatnio wspominałam o tym również w instastories – nas wyprawy do lasu uspokajają, wyciszają, trochę redukują napięcie. W domu łatwiej o konflikty, w lesie schodzi z nas stres, ja jestem bardziej cierpliwa, dzieci wybiegane, jesteśmy zrelaksowani.

Kiedyś przeczytałam gdzieś, że dziecko musi się wybiegać, pomachać patyczkiem, pogmerać w błotku, powspinać się na drzewo, tu poskakać, tam zachwycić się kamieniem, popatrzeć na robaka i przywitać się z psem i kotkiem, inaczej nie dziwota, że mamy pierdolondo w domu.

I powiem Wam, że coś w tej prostej zasadzie jest – im więcej jesteśmy w przyrodzie, takiej naprawdę przyrodzie, a nie że chodniczkiem koło drzewa, tym więcej w nas luzu. Tym trudniej o konflikty, tym ja mam więcej zasobów i większą cierpliwość, a dzieci trudniej wpadają w silne emocje. Łatwiej nam po prostu być ze sobą.

potrzebujetego
potrzebujetego
potrzebujetego

Kazio nie chodzi do żłobka, a Franek nie chodzi do przedszkola. Mamy ten komfort z mężem, że pracujemy w domu. Jednak to sprawia też, że jesteśmy ciągle razem na małej przestrzeni i musimy jakoś zająć dzieciom czas. Dlatego my przy naszym stylu życia nie wiem, co musielibyśmy zrobić, by uniknąć zabaw, w których dzieci się brudzą, chyba zamknąć dzieci w szafie 😉

Natomiast zdecydowanie istnieje kilka sposobów na ułatwienie sobie życia i sprzątania po zabawach.

  • UPORZĄDKOWANA PRZESTRZEŃ I BRAK NADMIARU RZECZY

To zdecydowanie moje odkrycie życia. Powoli przechylałam się na tę stronę jak Franek był mały, ale teraz widzę sama po sobie, że się radykalizuję. Ciągle sortuję, sprzedaję, oddaję. W pokoju chłopaków mamy naprawdę niewiele pomocy i zabawek, większość w systemie rotacyjnym (więcej niż połowa zawsze schowana, wyeksponowane tylko niektóre z nich, zmieniamy je co tydzień). Ten system sprawia, że chłopcy chętniej odkładają rzeczy na miejsce i jest nam łatwiej utrzymać porządek.

  • KILKA ROBOCZYCH UBRAŃ

Do zabaw, w których można się ubrudzić mamy odłożonych kilka starych, bardziej zniszczonych ubrań, leżą w osobnej szufladzie i na przykład Franek sam już wie, że do malowania farbami ubieramy inną koszulkę. Z kolei Kazia często rozbieram do pieluszki po prostu.

  • PATENTY NA WSZYSTKO

Wypracowaliśmy sobie patenty na niemalże wszystko – wychodzenie do lasu, kiedy jest mokro, to zawsze spodnie nieprzemakalne, kalosze, oraz buty na przebranie. Mam też zawsze ze sobą spryskiwacz, taki jak do kwiatów z Ikei, i nim po prostu spryskuję spodnie i kalosze dzieci z większego błota, przed spakowaniem ich do torby.

potrzebujetego
potrzebujetego
potrzebujetego
potrzebujetego

W domu moimi sprzymierzeńcami były stare prześcieradła oraz folia malarska. Do tej pory często używam tych sposobów, szczególnie starych prześcieradeł i pościeli, bo piorę je później z pieluszkami wielorazowymi i wykorzystuję ponownie, więc nie generuję aż takiej ilości śmieci. Folia malarska sprawdza się nam głównie przy eksperymentach na dworze, na tarasie.

Jednak długo szukałam czegoś co połączy w sobie cechy starego prześcieradła oraz folii malarskiej, to znaczy – będzie chłonąć to co wilgotne, jak prześcieradło czy pościel, oraz nie będzie przepuszczać wilgoci, jak folia malarska. I wyobraźcie sobie, że niedawno coś takiego znalazłam.

Pokazywałam Wam niedawno ten patent na moim profilu na Facebooku i wiele z Was pisało do mnie z zapytaniem, co to jest za papier, którym zabezpieczam panele. Ten „papier” to tak naprawdę bibuła (w sumie dwie warstwy) podklejona folią. Wbrew pozorom nie przedziera się aż tak łatwo, kupuje się ją na rolki, starcza na bardzo długo i można ją bardzo łatwo porcjować, bo ma wytyczone miejsca do przerwania. To taki ręcznik papierowy – ale w rozmiarze xxl i podklejony folią, czyli nie przemaka (naprawdę nie przemaka, testowaliśmy je z Frankiem dość intensywnie). Potrafi dość sporo wchłonąć, także wilgoć się nie roznosi.

potrzebujetego
potrzebujetego
potrzebujetego
potrzebujetego
potrzebujetego

Ten papier to coś takiego, z czego korzystają kosmetyczki na przykład w swoich salonach (moja kosmetyczka mi dokładnie na czymś takim robi peeling całego ciała, także tłuste plamy też nie przechodzą przez niego). Okazuje się, że taki podkład może być również świetnym sprzymierzeńcem mam.

Podkłady w różnych wymiarach i kolorach możecie zamówić w sklepie potrzebujetego.pl – na hasło mamowato macie 10 % zniżki.

Odkąd odkryłam, że można go używać w domu, naprawdę szczerze się z nim zaprzyjaźniłam. Wspólne gotowanie? Podkładam na ziemię właśnie ten podkład lub wielkie prześcieradło. Malowanie? Robienie „ciasta” z resztek przypraw i mąk? Ten podkład przydaje się jak znalazł.

Zaczęłam nawet brać ze sobą kilka poskładanych prostokątów podkładu na wyjścia. Szybki obiad na mieście z Kaziem? Teraz już nie jest mi głupio ze względu na brud na podłodze, rozkładam podkład, po obiedzie zwijam i już. Podkład jest jednorazowy, co prawda, ale rolka jest dość spora i wychodzi to bardzo korzystnie cenowo (największy to koszt 32 zł za całą rolkę).

potrzebujetego
potrzebujetego
potrzebujetego
potrzebujetego

Podkłady nie zastąpiły mi w 100% mojego starego sposobu, czyli prześcieradła czy nieużywanej pościeli, ale czasami naprawdę łatwiej mi rozłożyć podkład (szczególnie przy bardziej mokrych zabawach, w ten sposób zabezpieczać podłogę przed wilgocią czy tłustymi plamami). Ta folia, którą podklejone są podkłady naprawdę świetnie trzyma.

Podkłady mogą również świetnie się sprawdzić przy maluszkach, jako zabezpieczenie przewijaka. Ja używam ich podczas „brudniejszych” zabaw, często podczas wspólnego, wielkiego gotowania, podczas jedzenia Kazia na mieście, lub w domu, jeśli prześcieradła są akurat w praniu 😉

Dodatkowo używam ich sama, jeśli na przykład olejuję włosy, czy ciało, albo nasmaruję tłustym kremem stopy i chcę usiąść na kanapie – prozaiczna rzecz, ale zawsze mnie to wkurzało, że muszę uważać, podkład chroni również przed bardzo tłustymi olejami. Prosty gadżet, ale jakże odkrywczy dla mnie.

Polecam Wam serdecznie nowe zastosowanie podkładów – zajrzyjcie na potrzebujetego.pl i skorzystajcie ze zniżki 10% na hasło mamowato.

Wpis powstał przy współpracy z porzebujetego.pl

potrzebujetego
potrzebujetego
potrzebujetego
potrzebujetego
potrzebujetego
potrzebujetego

Powiązane wpisy