Jak co tydzień, mam dla Was podsumowujący wpis o naszym tygodniu poświęconemu jednemu z krajów. Do tej pory poznaliśmy w ten sposób ISLANDIĘ, SZWECJĘ, FINLANDIĘ, a w ostatnim tygodniu przyszła kolei na NORWEGIĘ.

Tak naprawdę w książce MAPY, która nas prowadzi przez kraje, kolejność była inna (Norwegia znajduje się dopiero w dodatku do MAP, czyli w wersji zielonej), ale Franek mnie zapytał, czy nie moglibyśmy teraz poznać Norwegii, a ja zgodziłam się chętnie.

Dlaczego tak chętnie? Dlatego, że sama jestem skandynawistą i nauczycielem języka norweskiego, więc Norwegia jest mi bliska i mam z nią wiele sentymentalnych wspomnień. I właśnie ten tydzień był taki trochę sentymentalny.

Niestety, pod względem kulinarnym nie miałam się jak popisać, ponieważ typowe norweskie jedzenie jest dość trudne do dorwania w Polsce. Wybraliśmy się nawet do sąsiedniego miasta do sklepu Sweet Scandinavia po norweskie słodycze, ale okazało się, że sklep jest w trakcie likwidacji, a szkoda, bo bardzo chciałam Wam pokazać wafelek Kvikk, który jest dla mnie w ogóle majstersztykiem psychologicznego triku – bo jesz sobie ten wafelek, a wewnątrz opakowania narysowane są fajne trasy na wycieczki. Czyli jesz, ale już mentalnie palisz kalorie, fajne co?

No ale sklep był zamknięty, bardzo żałuję, bo Norwedzy mają przepyszne słodycze.

norwegia
norwegia
norwegia

Co dla mnie jedzą w Norwegii? Dla mnie Norwegia to gofry ze śmietaną, to hot dogi i pizza Grandiosa. No i oczywiście lefser czyli takie ziemniaczane naleśniki, albo pølse i lompe, czyli parówka w cieście (podobnym do lefser, ale nie do końca tym samym).

Lefser to takie ziemniaczane naleśniki, wariantów przepisów jest sporo, aby je zrobić potrzebujecie:

  • Pół kilo ziemniaków
  • 150 g mąki pszennej
  • Łyżkę masła
  • Łyżkę cukru pudru
  • 50 ml śmietanki 30%
  • Szczyptę soli

Wszystko mieszamy na jednolitą masę i smażymy jak naleśniki – jednak ciasto nie jest lejące, jak naleśnikowe, należy je wcześniej rozwałkować. Lefser można jeść na słodko np. z dżemem.

Pølse i lompe to parówka w cieście, podobnym do tego, z którego robimy lefser, tyle, że tym razem wystarczą same ziemniaki i mąka (mi zawsze zejdzie dość sporo do podsypywania dodatkowo). Również wałkujemy i smażymy. W środek parówa i ketchup no i zajadamy!

Jeśli chodzi o pozostałe informacje – jak zwykle naszym głównym przewodnikiem była książka MAPY. Z niej wypisaliśmy główne zwierzęta Norwegii (Franek poznał nowe zwierzę – białuchę), sporo zwierząt powtarzało się z Finlandii i Szwecji więc je sobie powtórzyliśmy. Poznaliśmy flagę Norwegii i nauczyłam Franka liczyć do 10 po norwesku.

Opowiedziałam mu historię Thora Heyerdahla i jego tratwy Kon Tiki, poznaliśmy legendę o Trollach i sporo czytaliśmy o platformach wiertniczych. Oglądaliśmy piękne zdjęcia z fjordów.

norwegia
norwegia

Przypomnieliśmy sobie wszystko, co wiemy o Wikingach, nocy i dniu polarnym i w końcu zrozumieliśmy zjawisko zorzy polarnej. Robiliśmy ponownie ćwiczenie kodowania z alfabetu runicznego – wystarczy wydrukować runy z internetu i pobawić się w kodowanie własnych imion.

Opowiedziałam też o wyjątkowych, hucznych obchodach narodowego świętego, czyli 17. maja. Pokazywałam zdjęcia oraz filmy z pochodów w różnych miejscowościach, które nagrywaliśmy za czasów podróży do Norwegii wraz z mężem.

Pokazywaliśmy też Frankowi nasze zdjęcia z Norwegii i sporo wspominaliśmy. Na koniec oczywiście zrobiliśmy plakat podsumowujący naszą „wycieczkę” po Norwegii.

W tym tygodniu robimy sobie wolne, ale nie kończymy z projektem! Wracamy w przyszłym tygodniu ?

2020© MAMOWATO.PL | PATRYCJA PTASZEK